Zderzenie pociągu z ciężarówką na Mazowszu. Pasażerka opowiedziała o chwilach grozy

2026-09-10 13:03

Miała to być spokojna wyprawa na szkolenie medyczne, a zakończyła się niezwykle dramatycznie. Beata podróżowała pociągiem po długiej przerwie i w momencie wypadku starała się ratować innych. W rozmowie z dziennikarką „Super Expressu” przyznała się do gigantycznego strachu. Stwierdziła, że nie jest pewna, czy kiedykolwiek zdecyduje się na kolejny przejazd koleją.

Pani Beata darzyła przejazdy pociągiem sporą sympatią. Zawsze doceniała możliwość podziwiania krajobrazów oraz wsłuchiwania się w rytmiczny dźwięk maszyny na torach. Tym razem jednak sielankowa podróż zmieniła się w piekło w zaledwie kilka chwil.

Kobieta wyruszyła w drogę na kurs związany z jej zawodem. Wcześniej od dłuższego czasu nie podróżowała pociągiem. Nie mogła przypuszczać, że ten wyjazd tak mocno wyryje się w jej psychice. Bezpośrednio po dramatycznych wydarzeniach w Sokolnikach Suchych powiedziała reporterce „Super Expressu”, że obawia się kolejnych podróży na pokładzie jakiegokolwiek składu.

„Nie wiem, czy jeszcze kiedyś wsiądę do pociągu. Mam nadzieję, że tak i uda mi się pokonać strach, bo zawsze bardzo lubiłam widoki za oknem, stukot kół na szynach. Ale teraz naprawdę nie wiem”.

Ogromny huk i ucieczka pani Beaty

W momencie tragedii pani Beata zajmowała miejsce w końcowym wagonie składu. Spokojnie piła swoją kawę, gdy sytuacja błyskawicznie wymknęła się spod kontroli.

„Siedziałam w ostatnim wagonie, piłam kawę i nagle usłyszałam huk. I za chwileczkę zobaczyłam ogień w rowie”.

Wkrótce maszyna stanęła w miejscu, a pasażerka zauważyła, że jej wagon niepokojąco przechyla się na prawą stronę.

„Torba mi spadła na głowę, a ja uciekłam na lewą stronę”.

Wewnątrz pojazdu wybuchła ogromna panika. Zszokowani podróżni starali się zidentyfikować sytuację i znaleźć sposób na błyskawiczne opuszczenie zmiażdżonych części pociągu.

Zniszczenia i działania ratunkowe w wagonach

Jako osoba z wykształceniem opiekuna medycznego, bohaterka natychmiast przystąpiła do pomocy innym osobom. Szybko zlokalizowała kobietę cierpiącą na poważne trudności z nabraniem powietrza i zaczęła odpowiednio reagować na jej stan.

„Zrobiłam tam pewne takie poczynania, żeby jej ulżyć”.

Gdy pani Beata wydostała się z wraku, dostrzegła prawdziwy rozmiar katastrofy.

„Wszystko rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł”.

W grupie rannych znalazła się także zakonnica, która odniosła niezwykle groźne obrażenia dolnej kończyny. Współpasażerowie robili wszystko, by skutecznie zatrzymać utratę krwi na czas dojazdu profesjonalnych służb medycznych.

Dalsze śledztwo w sprawie zderzenia pociągu

Organy ścigania bez przerwy zabezpieczają ślady w miejscu kolizji, wnikliwie analizując każdy element zdeformowanego pociągu. Dokładne przyczyny tragedii zostaną szczegółowo wyjaśnione podczas postępowania, którym kieruje radomska Prokuratura Okręgowa.

Decyzją odpowiednich służb pociągi nie mogą poruszać się trasą na linii nr 22. Spółka PKP Intercity błyskawicznie podstawiła specjalną komunikację autobusową, jednak kłopoty z płynnym przemieszczaniem się na tym odcinku najprawdopodobniej potrwają nawet do kilku dni.