Spis treści
Problemy na procesie oskarżonych o morderstwa przy Grzybowskiej
W poniedziałek, 11 maja, w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się kolejna odsłona procesu. Z aresztu śledczego na Białołęce dowieziono oskarżonych w sprawie – Andriia S. oraz Iona B. Na sali rozpraw stawiła się tłumaczka przysięgła języka rosyjskiego i świadek Viktoria V., która jednak nie zdecydowała się na złożenie nowych zeznań, podtrzymując jedynie to, co powiedziała wcześniej.
Przed wymiarem sprawiedliwości zabrakło jednak kluczowych osób. Nie pojawili się: Stanisław G., Mateusz C., Paweł M., Lesia P. oraz Oleksandr P. W przypadku Mateusza C. poinformowano, że po jego wyjściu z aresztu śledczego nie udało się namierzyć jego obecnego miejsca pobytu. Znaczna część wezwań na rozprawę w ogóle nie dotarła do adresatów, a niektóre z nich zostały tylko awizowane.
− Również się postaram skontaktować z odpowiednimi jednostkami policji w Warszawie, by pomóc sądowi ustalić miejsce przebywania świadków wzywanych na rozprawy − powiedziała na sali prok. Aleksandra Piasta-Pokrzywa.
Zeznania o krwawej libacji w pustostanie
Sędzia odczytał wcześniejsze relacje Viktorii V. Z jej słów wynikało, że przed tragiczną śmiercią Romana Z. w opuszczonym budynku trwała zakrapiana alkoholem impreza. W gronie pijących znajdowali się między innymi Roman, Paweł, Natalia, Iryna i Mamet. Sytuacja uległa jednak pogorszeniu.
− W pewnej chwili Mamet z Romanem zaczęli się kłócić i nie chcieli nas wypuścić z mieszkania − relacjonowała kobieta.
Kobieta zeznała, że następnego poranka do drzwi zapukał ranny Roman.
− Miał zakrwawione nogi. Powiedziałam, że musimy iść szybko na stację i zadzwonić na pogotowie − zeznała Viktoria.
Według jej relacji niedługo potem zjawił się tam Mamet, który kazał wszystkim opuścić pomieszczenie. Viktoria V. dodała również, że była świadkiem, jak Iryna i Tetiana zmywały podłogę w lokalu.
Toczące się postępowanie obejmuje dwa morderstwa, które wyszły na jaw po makabrycznym odkryciu w opuszczonej kamienicy przy ulicy Grzybowskiej. W 2024 roku organy ścigania odnalazły tam ciała łącznie czterech mężczyzn. Akt oskarżenia zakłada, że Andrii S. oraz Ion B. wspólnymi siłami pozbawili życia Romana Z. Według prokuratury, mężczyzna został okrutnie zaatakowany niebezpiecznymi narzędziami po tym, jak wybuchła kłótnia w trakcie spożywania alkoholu.
Okrutne szczegóły śmierci Romana Z.
W trakcie marcowego otwarcia procesu, na sali sądowej wybrzmiały szokujące słowa Andriia S.
− Był pijany i przyszedł z młotkiem. Ja wtedy nie wytrzymałem, dałem mu cios dużym nożem kuchennym w okolice serca. Dostał kilka ciosów z ręki, potem przewróciłem go na ziemię. Czekałem, aż umrze. Nie czekałem zbyt długo, 15-20 minut. Kiedy upewniłem się, że nie żyje, wziąłem drugi kuchenny nóż jak maczetę i odciąłem mu ręce − mówił w śledztwie oskarżony.
Jak ustalili śledczy, zwłoki ofiary przeniesiono następnie na strych opuszczonego budynku. Andrii S. ma na swoim koncie zarzuty dotyczące jeszcze jednego morderstwa. Z kolei Ion B. konsekwentnie odpiera zarzuty i nie przyznaje się do winy. Obu oskarżonym w tej sprawie grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.