- Małe dziecko niepostrzeżenie oddaliło się na ulice miasta.
- Matka chłopca twierdzi, że kierownictwo obiektu było w pełni świadome sytuacji, ale próbowało zataić prawdę przed rodziną.
- Zbliżony incydent wydarzył się tam już wcześniej, co skłoniło lokalne władze do podjęcia odpowiednich działań kontrolnych.
Opiekunki zgubiły 2-letniego Dawida
Do zdarzenia doszło 9 czerwca. Mały Dawid opuścił teren prywatnego żłobka i został odnaleziony w okolicy targowiska przez przypadkową kobietę. To ona zaprowadziła chłopca z powrotem do placówki. Według relacji rodziny pracownice początkowo miały twierdzić, że wszystkie dzieci są na miejscu. Dopiero po chwili zorientowano się, że jednego z podopiecznych faktycznie brakuje.
O sprawie dowiedziała się od innych rodziców
Mama chłopca przekonuje, że pierwsze informacje o incydencie dotarły do niej od znajomych rodziców.
- Dowiedziałam się rano od koleżanki. Powiedziała mi, że chodzą takie słuchy, że w jakimś żłobku czy przedszkolu wydarzyła się taka sytuacja - powiedziała w rozmowie z se.pl.
Kobieta postanowiła skontaktować się z dyrekcją i poprosiła o możliwość obejrzenia monitoringu. Ta miała ustalić termin, ale potem telefon milczał. Pani Inna dopiero później dowiedziała się, od innych rodziców, że chodziło właśnie o jej syna.
- Od razu zadzwoniłam do pani dyrektor i zapytałam, dlaczego do mnie nie dzwoni oraz dlaczego nic mi nie powiedziała. Usłyszałam: „A co mam pani powiedzieć?”.
Co widać na nagraniach?
Podczas spotkania z dyrekcją rodzice obejrzeli zapis monitoringu. Zdaniem matki chłopca wynika z niego, że podczas powrotu dzieci z placu zabaw doszło do błędu przy sprawdzaniu obecności.
- Na nagraniu widać, że Dawid kręci się przy drzwiach. Podszedł do nich, chwilę postał, odszedł i po chwili bardzo szybko wrócił. Potem wyszedł z budynku żłobka i poszedł w stronę ulicy.Wrócił około godziny 11:28 lub 11:29, czyli był poza żłobkiem około 10 minut, ale łącznie nie było go pod opieką dorosłych około pół godziny.
Chłopca odnalazły przypadkowe osoby,
„Dopiero teraz dociera do mnie, co mogło się stać”
Mama Dawida przyznaje, że obejrzenie nagrania było dla niej ogromnym wstrząsem.
- Po obejrzeniu monitoringu byłam w szoku. Nie mogłam następnego dnia pójść do pracy. Bardzo to przeżyłam. W nocy budziłam się, miałam koszmary. Ciągle wracają do mnie myśli o tym, co mogło się wydarzyć.
Jak mówi, również zachowanie chłopca po zdarzeniu wyraźnie się zmieniło.
- Zaczął wpadać w histerię, kiedy wychodzę z domu. Od razu płacze i krzyczy. Wcześniej też płakał przy rozstaniu, ale teraz wygląda to inaczej. Mam wrażenie, że boi się zostać sam.
Dyrekcja: doszło do zaniedbania procedur
Szefowa placówki przyznaje, że podczas powrotu z placu zabaw nie zostały zachowane obowiązujące procedury.
- Pracownik zaniedbał procedury podczas powrotu z placu zabaw do żłobka mimo zabezpieczeń, standardów i wszelkich procedur, które powinny być przestrzegane przez pracowników - przekazała w rozmowie z „Przeglądem Regionalnym”.
Jak dodała, sprawa jest wyjaśniana, a rodzice zostali poinformowani o zdarzeniu. Dyrekcja nie wyklucza dalszych decyzji dotyczących funkcjonowania placówki.
To kolejny taki przypadek
Sprawa budzi dodatkowe emocje, ponieważ podobny incydent miał miejsce w tym samym żłobku rok wcześniej. Wówczas również dwuletnie dziecko samodzielnie opuściło placówkę. Teraz sprawą zajmują się policja, lokalni radni oraz urzędnicy odpowiedzialni za nadzór nad oświatą. Władze Piastowa zapowiadają przeprowadzenie kontroli i szczegółowe wyjaśnienie okoliczności zdarzenia.
Polecany artykuł: