80-letnia pani Elżbieta nie może spać spokojnie. Dziki rów podmywa jej ukochany dom

2026-09-22 9:52

Elżbieta Sztybór, 80-letnia mieszkanka Warszawy, mierzy się z ogromnym problemem na swojej posesji w miejscowości Starawieś (woj. mazowieckie). Jej działka została przecięta przez rów wodny, do którego od lat nikt nie chce się przyznać. Przy większych opadach wzburzony strumień sukcesywnie niszczy skarpę podtrzymującą budynek. Kobieta żyje w ciągłym strachu, że jej dom po prostu runie w przepaść. – Nikt się tym nie interesuje – mówi ze łzami w oczach.

  • Rów z wodą dzieli posesję seniorki na dwie części.
  • Podczas opadów woda wymywa ziemię ze skarpy pod domem.
  • Nikt nie potrafi wskazać, do kogo należy rów.

Dziki rów przecina jej działkę i podmywa dom

Pani Elżbieta pochodzi z Warszawy, ale dużo czasu spędza w swojej posesji w Starawsi. To właśnie tutaj odpoczywa od miejskiego zgiełku. Od lat problemem jest rów z wodą, który biegnie przez jej działkę. Podczas silnych deszczów i roztopów woda przybiera i zaczyna podmywać skarpę. Z roku na rok teren jest coraz bardziej wypłukiwany.

- Kiedyś niedaleko mojego domu był staw, w którym hodowano karpie. Po pewnym czasie woda z tego stawu zaczęła spływać na moją posesję. Utworzył się dziki rów, który dziś nie należy do nikogo - opowiada pani Elżbieta. Jak twierdzi, problem potęguje brak odpowiedniego odpływu. - Odpływ wody nie jest regulowany, co powoduje, że koryto skręca w moim kierunku, przepełnia się i wymywa ziemię spod mojego domu - mówi seniorka.

„Kto kupi posesję podzieloną niczyim rowem?”

Pani Elżbieta pokazuje miejsce, w którym woda zabiera kolejne fragmenty ziemi. Obawia się o skarpę, na której stoi jej dom. - Nieraz pracownicy Spółek Wodnych w Węgrowie wycinają krzewy z rowu i tyle. Nikt nie wie, do kogo należy ten dziki strumień. Moja działka straciła na wartości, bo kto kupi posesję podzieloną niczyim rowem, którego woda podmywa podwaliny budynku? - pyta. Problem nie dotyczy wyłącznie wyglądu działki. Chodzi również o bezpieczeństwo budynku i stan skarpy.

Spółki wodne umywają ręce

O sytuację zapytaliśmy Regionalny Związek Spółek Wodnych w Węgrowie. - My wykonujemy prace związane z udrażnianiem przepływu wody na zlecenie innych instytucji - informuje Sławomir Salach, szef spółek wodnych. Według słów pani Elżbiety pracownicy pojawiają się przy rowie i usuwają zarastającą roślinność. Nie rozwiązuje to jednak problemu z wodą, która podczas opadów płynie w stronę jej posesji.

„Sprawa jest zaniedbana od lat”

Były pracownik węgrowskiego magistratu uważa, że problem trwa od dawna. - Sprawa jest zaniedbana od lat przez wszystkich. Nikogo nie obchodził dziki rów, bo były sprawy ważniejsze - mówi. Pani Elżbieta chciałaby przede wszystkim wiedzieć, kto odpowiada za rów i jego utrzymanie. Obawia się kolejnych opadów i tego, że woda ponownie zabierze część skarpy przy jej domu.

Źródło: Super Express

Małżeństwo bezdomnych zamordowało seniorkę o złotym sercu