Spis treści
Tragiczna interwencja pogotowia. Roman Flegier spadł z noszy na chodnik
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w sierpniu minionego roku na siedleckiej ulicy Woszczerowicza. Córka 87-letniego Romana Flegiera wezwała pomoc medyczną, ponieważ stan zdrowia jej ojca gwałtownie się pogarszał, tracił on przytomność i uskarżał się na ból.
W mieszkaniu ulokowanym na trzecim piętrze pojawił się wezwany zespół, w skład którego wszedł lekarz oraz dwaj ratownicy. Po wstępnych badaniach zapadła decyzja o pilnej hospitalizacji schorowanego mężczyzny. Seniora przeniesiono na sprzęt transportowy i ruszono w kierunku ambulansu. Niestety, w trakcie przenoszenia 87-latek runął z noszy wprost na betonowy chodnik, doznając poważnego rozcięcia głowy. Załoga natychmiast opatrzyła krwawiącą ranę i przewiozła poszkodowanego na Szpitalny Oddział Ratunkowy, jednak pomimo udzielonej pomocy, po kilkudziesięciu minutach od zdarzenia pacjent zmarł.
O całej sytuacji natychmiast poinformowano odpowiednie służby, a córka zmarłego wskazała na możliwe zaniedbania ze strony załogi karetki. Z ustaleń prowadzonych przez śledczych wynika jednoznacznie, że bezpośrednią przyczyną zgonu starszego mężczyzny był uraz głowy powstały w wyniku uderzenia o twarde podłoże.
Proces załogi pogotowia. Lekarz i ratownicy z Siedlec przed sądem
Sprawa trafiła na wokandę Sądu Rejonowego w Siedlcach, gdzie oskarżeni medycy tłumaczą się ze swoich działań. Przedstawiciele siedleckiej Prokuratury Okręgowej są przekonani, że personel medyczny nie dopełnił swoich podstawowych obowiązków podczas przemieszczania nieprzytomnego pacjenta, co ostatecznie w sposób nieumyślny doprowadziło do jego tragicznego końca.
Nieprzypięcie pasami bezpieczeństwa naraziło mężczyznę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia - mówił prokurator Robert Więckiewicz z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach.
Oskarżeni medycy zaprzeczają winie. Córka Romana Flegiera żąda sprawiedliwości
Cała trójka oskarżonych stanowczo odpiera prokuratorskie zarzuty i odrzuca odpowiedzialność za to nieszczęśliwe zdarzenie. Z taką argumentacją kategorycznie nie zgadza się krewna zmarłego seniora, która domaga się konsekwencji wobec członków załogi.
Nie przypięliśmy pacjenta, bo był nieprzytomny, miał przykurczone ręce i nogi. Ponadto, gdy wieźliśmy go do karetki, drogę zajechała nam rowerzystka, co przyczyniło się do tego, że mężczyzna spadł – tłumaczył Kacper Ł. (28 l.), ratownik medyczny.
Powinni zrobić wszystko, żeby tatę bezpiecznie dowieźć do szpitala. Chcę, żeby ekipa pogotowia została ukarana według uznania sądu - mówi Dorota Niemiałtowska (62 l.), pokazując zdjęcie ojca.