Spis treści
Spór o dietę w warszawskich szkołach. PiS krytykuje zmiany, KO ich broni
Najnowsze regulacje dotyczące posiłków w szkolnych stołówkach, określane mianem diety planetarnej, doprowadziły do poważnego konfliktu w warszawskiej radzie miasta. Politycy Prawa i Sprawiedliwości alarmują, że uczniowie omijają nowe dania szerokim łukiem, co skutkuje ich głodem i potężnym marnowaniem żywności. Zdecydowanie inaczej sytuację widzą przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy. Odpierają oni ataki, akcentując prozdrowotny charakter zmian i przekonują, że opiekunowie wciąż mogą wpływać na to, co trafia na talerze dzieci.
Głos radnych PiS: „eksperyment na diecie dzieci” i marnotrawstwo jedzenia
Jeszcze przed startem czwartkowych obrad stołecznej rady, Sebastian Kaleta, kierujący lokalnymi strukturami PiS, zorganizował briefing prasowy. Zwrócił na nim uwagę na ogólnopolski zamęt spowodowany nowymi wytycznymi żywieniowymi. Według niego wprowadzane jadłospisy przypominają niebezpieczne testowanie nawyków młodych ludzi, którzy stanowczo odmawiają spożywania takich posiłków.
- Szkoły próbują się dostosować do tego, żeby eksperymentować na diecie dzieci i niestety z sygnałów, które docierają do nas od szkół, dzieci tego jedzenia nie jedzą. Dzisiaj rano ze zdumieniem odsłuchałem wypowiedzi minister edukacji Barbary Nowackiej, która zarzuciła, że problem nie leży w tej diecie, która nie została dobrze przemyślana i skonsultowana z rodzicami przede wszystkim, tylko problem leży w kucharkach, że nie potrafią gotować. Jak się nauczą gotować, to dzieci nie będą wyrzucały jedzenia - powiedział.
Szef warszawskiego PiS zaznaczył również, że dochodzą do niego niepokojące sygnały ze szkolnych stołówek, gdzie śmietniki rzekomo pękają w szwach od porzuconych obiadów. Reprezentując opozycyjnych radnych, skierował prośbę do prezydenta Rafała Trzaskowskiego, by ten interpretował zapisy rozporządzenia tak, aby były one jak najbardziej przyjazne dla uczniów i ich rodzin.
Do krytyki przyłączyła się również Michalina Szymborska (PiS). Zasiadająca w radzie polityk nazwała nowe regulacje „szkodliwym rozporządzeniem”, uznając je za bezpośredni skutek „lobbingu lewicowych fundacji”.
- Dzieci chodzą głodne i wracają głodne do domu, dlatego że nie są przyzwyczajone do takiej drakońskiej diety, gdzie posiłki mięsne zostały ograniczone tylko do dwóch razy w tygodniu. To jest skandal - powiedziała.
Radna PiS podkreśliła także, że brak jakichkolwiek rozmów z rodzicami przed wprowadzeniem zmian narusza ustawę zasadniczą. Poinformowała jednocześnie o planowanym na 26 września na godzinę 12:00 proteście przed budynkiem Sejmu, który ma zostać zorganizowany przy wsparciu instytutu Ordo Iuris.
Dania wegetariańskie - TOP 11 najlepszych propozycji
Odpowiedź KO i Lewicy: to walka z otyłością i troska o zdrowie
Do zarzutów strony opozycyjnej odniosła się Beata Michalec (KO), stojąca na czele Komisji Edukacji. Przypomniała, że w stolicy od lat z powodzeniem działa inicjatywa promująca zdrowe odżywianie pod hasłem „Wiem, co jem”. Przekonywała także, że to ojcowie i matki mają realny wpływ na ostateczny kształt szkolnych jadłospisów.
- Rodzice mają prawo wniesienia propozycji do jadłospisów w szkołach czy przedszkolach, a przed rozpoczęciem danego miesiąca jadłospisy są udostępniane i rodzice mają prawo wyboru posiłków - zapewniła.
Zwróciła uwagę, że wbrew tezom wygłaszanym przez PiS, statystyki pokazują coś zupełnie odwrotnego – dzieci częściej niż dotychczas korzystają ze stołówek. Podkreśliła także, że stawki za obiady nie uległy zmianie. Zaapelowała o spokój i nierobienie niepotrzebnego zamieszania wokół decyzji Ministerstwa Zdrowia, ponieważ nie ma mowy o żadnym dramacie.
Zgadza się z tym Agata Diduszko-Zyglewska, szefowa klubu Lewica, Miasto Jest Nasze, Wspólne Jutro. Według niej cała ta dyskusja jest zupełnie niezrozumiała. Zaznaczyła, że nadrzędnym problemem w Polsce staje się w tej chwili błyskawicznie rosnąca fala dziecięcej otyłości.
- Jest to pokłosie tego, że jest bardzo dużo dostępnej niezdrowej, taniej żywności. Więc to założenie, że przynajmniej na terenie szkół dzieci mają otrzymywać jeden posiłek – obiad, który będzie zbilansowaną zdrową dietą, jest niesłychanie ważne - dodała.
Kluczowe zmiany w diecie i odrzucenie wniosku PiS
Decyzje szefa resortu zdrowia, które weszły w życie 1 września, wymuszają na placówkach edukacyjnych wdrożenie kilku zasadniczych modyfikacji w przygotowywaniu obiadów. Wśród najważniejszych punktów znalazły się:
- konieczność serwowania przynajmniej jednego w pełni wegańskiego dania w tygodniu, opierającego się na strączkach,
- ograniczenie dań z wykorzystaniem nieprzetworzonego mięsa do dwóch w ciągu tygodnia,
- podawanie minimum raz w tygodniu dania, w którym główną rolę gra ryba,
- kolejne kroki w redukcji ilości cukru w napojach szykowanych przez kuchnię,
- stawianie na wodę jako napój numer jeden w szkole.
Na czwartkowym spotkaniu rady, działacze PiS próbowali przeforsować wniosek wprowadzający pod obrady rezolucję krytykującą powyższe zasady. Inicjatywa ta upadła jednak w głosowaniu, odrzucona przez radnych reprezentujących Koalicję Obywatelską, Lewicę, Miasto Jest Nasze oraz Wspólne Jutro.
Gorący temat diety planetarnej. Daria Ładocha: "Czas pokaże, czy to dobre"