Biegli o aucie Łukasza Żaka po wypadku na Trasie Łazienkowskiej. "Wcisnął maksimum"

2026-02-27 13:08

W warszawskim sądzie odbywa się kolejna rozprawa dotycząca tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Choć na sali zabrakło oskarżonego Łukasza Żaka, słowa biegłych rzuciły nowe światło na przebieg zdarzenia. Eksperci odtworzyli ostatnie sekundy przed zderzeniem, ujawniając szokujące dane o prędkości i zachowaniu kierowcy.

Łukasz Żak nieobecny w sądzie

Sąd zdecydował o kontynuowaniu rozprawy, mimo że w piątek na sali nie pojawił się oskarżony. Sędzia wyjaśnił, że Łukasz Żak dzień wcześniej odbył konsultację lekarską z objawami takimi jak gorączka i kaszel. Mecenas wnioskowała o zmianę terminu, jednak wymiar sprawiedliwości postanowił przesłuchać wezwanych specjalistów pod nieobecność oskarżonego.

Sam Żak stwierdził, że „jest człowiekiem i raz na półtora roku może zachorować”.

Głos przed sądem zabrał więc biegły Jerzy Kula, który przygotował dwie opinie w sprawie. Ekspert skupił się na analizie taktyki i techniki jazdy kierowcy Arteona. Jego głównym zadaniem była m.in. rekonstrukcja wypadku oraz ocena możliwości uniknięcia zderzenia przez uczestników ruchu.

Biegły o prędkości Arteona

Specjalista podkreślił, że zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na precyzyjne odtworzenie parametrów jazdy.

- Arteon poruszał się z prędkością blisko granicznej w tych warunkach ruchu, biorąc pod uwagę warunki pogodowe oraz krzywiznę drogi w tym miejscu. Prędkość graniczną określiłem na 214 km/h. Po przekroczeniu 214 km/h zadziałała fizyka i to było główną przyczyną wypadku - powiedział, dodając, że „kierowca Arteona naciskał pedał gazu w 100 proc.”. - Prędkość 227 km/h była maksymalną dla tego samochodu. Kierowca wcisnął maksimum - zaznaczył.

Z opinii Jerzego Kuli wynika, że kierująca Fordem nie miała szans na uniknięcie katastrofy. Dostrzeżenie nadjeżdżającego z taką prędkością pojazdu w lusterku przy panujących warunkach było niemożliwe. Biegły zaznaczył również, że wcześniejsza próba manewru obronnego ze strony kierowcy Arteona zakończyłaby się poślizgiem. Symulacje potwierdziły zgodność obliczeń z rzeczywistym położeniem rozbitych aut. Ekspert dodał ważny szczegół: ofiara śmiertelna wypadku miała jego zdaniem zapięte pasy bezpieczeństwa.

- Wykonałem analizę symulacyjną. Dobiera się parametry wstępne zadane dla obu pojazdów, sprawdza się w symulacji, czy ruch pojazdów był identyczny. W przypadku Arteona uzyskaliśmy dużą zgodność jeżeli chodzi o położenie powypadkowe samochodu, miejsce zderzenia z Fordem i miejsce zderzenia z barierami energochłonnymi. To potwierdza, że ta prędkość, którą określił biegły, jest prawidłowa - stwierdził.

Analiza z rozbitych aut

Kolejnym ekspertem, który zabrał głos, był Michał Krzemiński, specjalizujący się w analizie zdarzeń drogowych. Zwrócił on uwagę na techniczne trudności związane z odczytem danych z Arteona, który uległ potężnym zniszczeniom.

- Jestem analitykiem zdarzeń drogowych i autorem opinii, która znajduje się w aktach sprawy. Jeżeli chodzi o Arteon, to poza samą fizyczną trudnością odczytania danych, pojazd był bardzo zniszczony. Żeby odczytać zawartość rejestratora, musiałem odtworzyć część instalacji elektrycznej. To się udało - powiedział.

W przypadku Forda zderzenie miało charakter wieloetapowy, co wpłynęło na zapis danych. Biegły wyjaśnił, że ze względu na specyfikę systemów producenta, sam moment uderzenia w tył nie został zarejestrowany, ale zapisały się kolejne kolizje z barierami. Krzemiński zapewnił o wysokiej wiarygodności odczytów, powołując się na swoje wieloletnie doświadczenie. Podkreślił też, że Arteon był przechowywany w policyjnym garażu.

- Sytuacje w których podaje błędne dane, np. zaniży lub zawyży zapisane prędkości, raczej się nie zdarzają. Ja osobiście dokonałem takich odczytów ponad 6000, moi koledzy z zagranicy w setkach tysięcy. Sytuacji, w których rejestrator został uszkodzony, było może dwie lub trzy. W tym przypadku, Arteona, takie zjawiska nie wystąpiły. [...] Arteon został zabezpieczony, był przechowywany w lepszych warunkach niż inne auta po takich zdarzeniach. Był przetransportowany do policyjnego garażu. Auto było zamknięte - powiedział.

Ekspert zobrazował też dynamikę zderzenia, wskazując, że uderzenie Arteona dosłownie "napędziło" Forda. Z danych wynika, że kierowca Arteona tuż przed tragedią próbował skręcać, jednak nie użył hamulców.

- Kierujący Arteona na sekundę przed uderzeniem rozpoczął manewr skrętu w lewo, 12 stopni, rosło na pół sekundy przed zderzeniem na 25 stopni, aż do ponad 80 stopni w ciągu zderzenia. Ale pojazd nie był hamowany przez cały ten okres - powiedział.

Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, oskarżonemu po wypadku na Trasie Łazienkowskiej grozi od pięciu do 30 lat pozbawienia wolności.

Łukasz Ż. po wypadku na Trasie Łazienkowskiej zadzwonił do matki ofiary. "Uciekam do Hiszpanii"
Rozmowa na Plus
Kobieta w mundurze – blaski i cienie służby w policji