Łukasz Żak nieobecny w sądzie
Sąd zdecydował o kontynuowaniu rozprawy, mimo że w piątek na sali nie pojawił się oskarżony. Sędzia wyjaśnił, że Łukasz Żak dzień wcześniej odbył konsultację lekarską z objawami takimi jak gorączka i kaszel. Mecenas wnioskowała o zmianę terminu, jednak wymiar sprawiedliwości postanowił przesłuchać wezwanych specjalistów pod nieobecność oskarżonego.
Sam Żak stwierdził, że „jest człowiekiem i raz na półtora roku może zachorować”.
Głos przed sądem zabrał więc biegły Jerzy Kula, który przygotował dwie opinie w sprawie. Ekspert skupił się na analizie taktyki i techniki jazdy kierowcy Arteona. Jego głównym zadaniem była m.in. rekonstrukcja wypadku oraz ocena możliwości uniknięcia zderzenia przez uczestników ruchu.
Biegły o prędkości Arteona
Specjalista podkreślił, że zgromadzony materiał dowodowy pozwolił na precyzyjne odtworzenie parametrów jazdy.
- Arteon poruszał się z prędkością blisko granicznej w tych warunkach ruchu, biorąc pod uwagę warunki pogodowe oraz krzywiznę drogi w tym miejscu. Prędkość graniczną określiłem na 214 km/h. Po przekroczeniu 214 km/h zadziałała fizyka i to było główną przyczyną wypadku - powiedział, dodając, że „kierowca Arteona naciskał pedał gazu w 100 proc.”. - Prędkość 227 km/h była maksymalną dla tego samochodu. Kierowca wcisnął maksimum - zaznaczył.
Z opinii Jerzego Kuli wynika, że kierująca Fordem nie miała szans na uniknięcie katastrofy. Dostrzeżenie nadjeżdżającego z taką prędkością pojazdu w lusterku przy panujących warunkach było niemożliwe. Biegły zaznaczył również, że wcześniejsza próba manewru obronnego ze strony kierowcy Arteona zakończyłaby się poślizgiem. Symulacje potwierdziły zgodność obliczeń z rzeczywistym położeniem rozbitych aut. Ekspert dodał ważny szczegół: ofiara śmiertelna wypadku miała jego zdaniem zapięte pasy bezpieczeństwa.
- Wykonałem analizę symulacyjną. Dobiera się parametry wstępne zadane dla obu pojazdów, sprawdza się w symulacji, czy ruch pojazdów był identyczny. W przypadku Arteona uzyskaliśmy dużą zgodność jeżeli chodzi o położenie powypadkowe samochodu, miejsce zderzenia z Fordem i miejsce zderzenia z barierami energochłonnymi. To potwierdza, że ta prędkość, którą określił biegły, jest prawidłowa - stwierdził.
Analiza z rozbitych aut
Kolejnym ekspertem, który zabrał głos, był Michał Krzemiński, specjalizujący się w analizie zdarzeń drogowych. Zwrócił on uwagę na techniczne trudności związane z odczytem danych z Arteona, który uległ potężnym zniszczeniom.
- Jestem analitykiem zdarzeń drogowych i autorem opinii, która znajduje się w aktach sprawy. Jeżeli chodzi o Arteon, to poza samą fizyczną trudnością odczytania danych, pojazd był bardzo zniszczony. Żeby odczytać zawartość rejestratora, musiałem odtworzyć część instalacji elektrycznej. To się udało - powiedział.
W przypadku Forda zderzenie miało charakter wieloetapowy, co wpłynęło na zapis danych. Biegły wyjaśnił, że ze względu na specyfikę systemów producenta, sam moment uderzenia w tył nie został zarejestrowany, ale zapisały się kolejne kolizje z barierami. Krzemiński zapewnił o wysokiej wiarygodności odczytów, powołując się na swoje wieloletnie doświadczenie. Podkreślił też, że Arteon był przechowywany w policyjnym garażu.
- Sytuacje w których podaje błędne dane, np. zaniży lub zawyży zapisane prędkości, raczej się nie zdarzają. Ja osobiście dokonałem takich odczytów ponad 6000, moi koledzy z zagranicy w setkach tysięcy. Sytuacji, w których rejestrator został uszkodzony, było może dwie lub trzy. W tym przypadku, Arteona, takie zjawiska nie wystąpiły. [...] Arteon został zabezpieczony, był przechowywany w lepszych warunkach niż inne auta po takich zdarzeniach. Był przetransportowany do policyjnego garażu. Auto było zamknięte - powiedział.
Ekspert zobrazował też dynamikę zderzenia, wskazując, że uderzenie Arteona dosłownie "napędziło" Forda. Z danych wynika, że kierowca Arteona tuż przed tragedią próbował skręcać, jednak nie użył hamulców.
- Kierujący Arteona na sekundę przed uderzeniem rozpoczął manewr skrętu w lewo, 12 stopni, rosło na pół sekundy przed zderzeniem na 25 stopni, aż do ponad 80 stopni w ciągu zderzenia. Ale pojazd nie był hamowany przez cały ten okres - powiedział.
Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, oskarżonemu po wypadku na Trasie Łazienkowskiej grozi od pięciu do 30 lat pozbawienia wolności.