- 45-letni Bogdan J. niemal zginął w zagrodzie, gdzie zaatakował go byk, zostawiając rany na szyi oraz plecach.
- Mężczyzna po wszystkim sam stwierdził, że błędem było zbliżanie się do bydła po spożyciu alkoholu, który zmienił zachowanie zwierzęcia.
- Do ratunku przyczynił się wierny pies, a weterynarze ostrzegają, by nie łączyć opieki nad gospodarstwem z trunkami.
Polecany artykuł:
Dramat na Mazowszu. Byk zaatakował Bogdana
Mimo groźnie wyglądającej sytuacji, rolnik z Nowej Wsi wyszedł z całego zdarzenia jedynie z kilkoma bliznami na ciele. Po tym, jak emocje opadły, 45-letni Bogdan J. zdobył się na szczerość. Przyznał, że atak był wynikiem jego własnego błędu, a wchodzenie do obory po spożyciu trunków procentowych to ogromna nieodpowiedzialność. Mężczyzna nie ukrywa, że sprowokował byka do ataku.
Sytuacja miała miejsce w jedno z upalnych popołudni. Do gospodarza przyjechał znajomy, z którym wypił kilka chłodnych piw. Mężczyzna stwierdził, że może sobie pozwolić na relaks, ponieważ nie miał w planach już żadnej pracy przy zwierzętach ani podróży samochodem.
- Gdy znajomy wyjechał, robiąc przedwieczorny obchód po gospodarstwie, zobaczyłem, że w zagrodzie z bykami rozerwała się siatka. Chciałem to dokładnie sprawdzić i jak zwykle wszedłem do środka. Zwierzęta mnie znały i nigdy nie spotkałem się z agresją z ich strony - opowiada w rozmowie z reporterem „Super Expressu” pan Bogdan.
- Gdy już byłem wewnątrz, otarłem się o jednego z byków, który zaczął parskać i podskakiwać. Podbiegł do mnie, powąchał i ze złością zakręcił łbem, raniąc mnie rogiem w szyję. Poczułem potworny ból, wybiegłem na łąkę i straciłem przytomność. Gdy leżałem na trawie, brocząc krwią, alarm podniósł mój kundelek Fred (1 rok) i dzięki temu sąsiad w porę wezwał pomoc. Gdyby nie mój piesek wykrwawiłbym się w samotności - relacjonuje 45-latek.
- Teraz mam wyrzuty sumienia, że wszedłem do byków śmierdzący alkoholem. To najwidoczniej wywołało w jednym z nich agresje. Ale dobrze, że skończyło się tylko siniakami i kilkoma bliznami po rogu - dodaje.
Polecany artykuł:
Marian Jastrzębski z ważnym apelem do rolników
Warto pamiętać, jak groźne mogą być tak duże i silne zwierzęta gospodarskie. Lekarz weterynarii przypomina o podstawowych zasadach bezpieczeństwa.
- Chód, woń lub inne zachowanie osoby po alkoholu mogą zaniepokoić zwierzę, wywołując u niego reakcje obronne. Byki nie potrzebują szczególnej prowokacji, by zaatakować człowieka nawet swojego opiekuna - informuje w rozmowie z "SE" pan Marian Jastrzębski lekarz weterynarii.