Były przeor dominikanów oskarżony o gwałty. Prokuratura bada zdarzenia sprzed 15 lat

Wielokrotnie budził się w nocy i orientował, że partner inicjuje zbliżenie bez jego wiedzy. Nigdy nie wyrażał zgody na takie kontakty, a po latach zrozumiał, że mógł paść ofiarą gwałtu. Dramat pogłębiał fakt, że ukochany mężczyzna początkowo zataił swoje kapłaństwo. Dziś pokrzywdzony odczuwa lęk przed samym zasypianiem. Postępowanie dotyczące dominikanina oraz byłego przeora sandomierskiego klasztoru prowadzi warszawska prokuratura.

Biały kościół św. Jacka w Warszawie. Na miniaturowym zdjęciu plecy mężczyzny w szarej bluzie. Czytaj na Eska Warszawa.
Autor: Super Express, Pko/ CC BY-SA 4.0

Przez blisko 15 lat Jasiek (imię zmienione na prośbę rozmówcy) bezskutecznie starał się wymazać z pamięci warszawskie wydarzenia z jesieni 2011 roku. Powracająca trauma rujnowała jego kolejne relacje i odbierała równowagę, co ostatecznie wywołało głęboki kryzys. Z relacji mężczyzny wynika, że w lipcu 2026 roku podjął próbę samobójczą, po której umieszczono go w belgijskim szpitalu psychiatrycznym.

Obecnie 34-letni mężczyzna przyznaje, że długo nie potrafił zdefiniować swoich dawnych przeżyć. Gdy wreszcie postanowił ujawnić tę historię, oskarżył o wielokrotne wykorzystywanie seksualne dominikanina o. Macieja K., pełniącego dawniej funkcję przeora klasztoru w Sandomierzu. Duchowny do tej pory nie przekazał redakcji swojego stanowiska w sprawie tych zarzutów.

Dominikanin Maciej K. ukrywał kapłaństwo na portalu randkowym

Historia miała swój początek w ostatnich dniach września 2011 roku. Dziewiętnastoletni wówczas Jasiek właśnie zamieszkał w stolicy, gdzie nie miał jeszcze żadnych znajomych i nie orientował się w topografii miasta. Za pośrednictwem portalu randkowego odezwał się do niego starszy o 17 lat Maciej K. Kreował się na osobę świecką i twierdził, że mieszka z rodzicami oraz pracuje w wydawnictwie, całkowicie przemilczając swoją przynależność do zakonu i stan duchowny.

Do pierwszego spotkania doszło 30 września. Podczas spaceru po Warszawie dyskutowali o pasjach, kinie oraz architekturze. Rozmówca zapamiętał go jako modnie i elegancko ubranego, przystojnego blondyna o niebieskich oczach. Starszy partner sprawiał wrażenie człowieka błyskotliwego, troskliwego i fascynującego. Dla nastolatka była to pierwsza poważna relacja z mężczyzną, która bardzo szybko przerodziła się w miłość.

Wkrótce między mężczyznami nawiązała się fizyczna bliskość. Dopiero po upływie mniej więcej dwóch tygodni Maciej ujawnił, że jest księdzem z zakonu dominikanów i rezyduje w klasztorze przy ulicy Freta. Ta wiadomość była dla Jaśka ogromnym wstrząsem.

„Cały czas bolało mnie to, że przez dwa tygodnie spotykaliśmy się, uprawialiśmy seks, byliśmy niby jakąś tam parą i nagle po dwóch tygodniach on mi wyjawia, że jest księdzem” – opowiada w rozmowie z „Super Expressem”.

Mężczyzna podkreśla, że mając od początku świadomość kim jest jego partner, nigdy nie wszedłby w ten układ. W tamtym momencie darzył go już jednak silnym uczuciem. Zakonnik miał go zresztą przekonywać, że zmaga się z kryzysem wiary i planuje porzucić kapłaństwo, co dało Jaśkowi nadzieję na wspólną przyszłość.

Związek z zakonnikiem zniszczył psychikę 19-latka z Warszawy

W całej sprawie pojawia się jeszcze jeden wyjątkowo dotkliwy wątek. Z relacji pokrzywdzonego wynika, że duchowny po czasie wyznał swoje pierwotne zamiary. Początkowo nie planował mówić prawdy o swoim powołaniu, licząc wyłącznie na kontakt seksualny i późniejsze nagłe urwanie znajomości.

„On mi to powiedział. Planował zniknąć” – wspomina Jasiek.

Pomimo takich wyznań dziewiętnastolatek nie miał siły od razu zerwać kontaktu. Duchowny miał pojawiać się pod jego domem, zapewniać o swoich uczuciach i ponawiać deklaracje o wystąpieniu z zakonu. Młody chłopak łudził się, że stworzą normalny związek, ale z biegiem czasu coraz wyraźniej widział brak realnych chęci partnera do porzucenia habitu.

Ostateczną decyzję o rozstaniu podjął w pierwszych dniach listopada 2011 roku, co okupił ogromnym cierpieniem. Przez następne dwanaście miesięcy celowo omijał stołeczne Nowe Miasto, aby nie oglądać miejsc kojarzących się z byłym partnerem. W późniejszych listach do władz zakonnych tłumaczył, że nawet po kilkunastu latach nie jest w stanie przejść konkretnym odcinkiem ulicy, który wywołuje u niego bolesne wspomnienia.

O ile jednak określone lokalizacje można po prostu omijać, o tyle ucieczka przed własną pamięcią okazała się niemożliwa. Pytany o wpływ tamtych wydarzeń na dalsze losy przyznaje, że trauma odcisnęła piętno na każdym aspekcie jego dorosłego funkcjonowania.

„Ze wszystkim mam problem. Ze związkami, wszystkimi związkami. A przede wszystkim z bliskością. Nie potrafię się przytulić. To jest dla mnie ogromnie niekomfortowe” – opowiada.

Podstawowe okazywanie czułości, będące dla większości par czymś zupełnie naturalnym, u niego zaczęło wywoływać silne napięcie i opór.

Maciej K. odnowił kontakt po latach. Doprowadziło to do depresji

Z upływem lat Jasiek zdecydował się na emigrację. Znalazł zatrudnienie poza granicami kraju i starał się na nowo ułożyć sobie codzienność. W Brukseli związał się z partnerem, z którym snuli plany o wspólnej przyszłości i zawarciu małżeństwa. Wszystko wskazywało na to, że dawne demony powoli przestają determinować jego życie.

Przełom nastąpił w 2021 roku, kiedy zakonnik niespodziewanie zaczął pisać do niego wiadomości. Jasiek informował go o swoim nowym związku i zaznaczał, że nie zamierza rozdrapywać starych ran. Mimo to samo pojawienie się duchownego ponownie uruchomiło głęboko skrywaną traumę.

„Zniszczyło mi związek, zniszczyło mi pracę” – mówi.

Mężczyzna relacjonuje, że zmagał się z depresją, narastającym lękiem przed intymnością oraz stopniowym izolowaniem się od narzeczonego. Skutkowało to kilkunastomiesięcznym pobytem na zwolnieniu lekarskim i ostatecznym rozpadem relacji. Najbardziej przytłaczała go świadomość, że wydarzenia z jesieni 2011 roku wciąż rzutują na jego teraźniejszość.

„On przez 15 lat miał czas, żeby przeprosić. Ani razu tego nie wykorzystał i to mnie też bardzo boli” – przyznaje.

Dominikanin w Paryżu. Zakupy za setki euro zamiast rozmowy

W 2025 roku Jasiek podjął jeszcze jedną próbę skonfrontowania się z przeszłością i zaprosił dominikanina do Paryża. Miał nadzieję na poważną wymianę zdań oraz ostateczne zamknięcie bolesnego rozdziału sprzed lat. Zakonnik przyleciał na siedem dni, lecz jego pierwsze słowa po dotarciu na miejsce zupełnie zignorowały dawne relacje oraz emocje gospodarza.

„Pierwsze, co mi powiedział na dzień dobry, to że musimy iść kupić walizkę, bo on przyjechał się obkupić” – wspomina mężczyzna.

Kolejne dni wizyty upłynęły pod znakiem wizyt w centrach handlowych i butikach. W pamięci Jaśka utkwił zwłaszcza moment, w którym duchowny nabył markową bluzę wartą około 500 euro, co stanowi równowartość przeszło dwóch tysięcy złotych. Tak kosztowne zakupy wywołały u niego ogromne zdziwienie.

„Myśmy rzeczywiście przez ten tydzień latali po sklepach, latali po galeriach. On sobie kupował bluzę po 500 euro” – opowiada.

Zamożność zakonnika objawiała się również w innych opowieściach. Dominikanin miał z dumą wspominać o kupnie psa rasy charcik włoski za kwotę rzędu 10 tysięcy złotych, a także o zwyczaju wyrzucania zabrudzonych dywanów i zastępowania ich nowymi zamiast oddawania do prania.

Tymczasem reguła zakonu dominikanów wymaga od braci złożenia ślubów ubóstwa. Zgodnie z informacjami widniejącymi na oficjalnej witrynie powołaniowej zgromadzenia, zakonnicy nie posiadają prywatnych majątków na świeckich zasadach, a wszelkie dochody trafiają do wspólnego budżetu przeznaczonego na ich utrzymanie. Wbrew tym regułom Maciej K. zapisał się w pamięci rozmówcy jako osoba przywiązana do luksusowej odzieży i wydawania pieniędzy.

Dla Jaśka kwestie finansowe miały jednak drugorzędne znaczenie. Największe rozczarowanie wynikało z faktu, że przez pełny tydzień pobytu we Francji duchowny unikał merytorycznej rozmowy o przeszłości.

Oskarżenia o gwałt i nocne zbliżenia. Zmiany w kodeksie karnym

Dopiero praca z terapeutą pozwoliła Jaśkowi spojrzeć z innej perspektywy na relację z 2011 roku. O ile wcześniej skupiał się głównie na kłamstwie dotyczącym kapłaństwa, o tyle podczas sesji terapeutycznych powróciły obrazy nocnych incydentów.

Z jego relacji wynika, że wielokrotnie wybudzał się ze snu w trakcie penetracji lub innych czynności seksualnych inicjowanych przez partnera. Będąc pogrążonym we śnie, nie miał możliwości wyrażenia na to świadomej zgody, a samych zbliżeń tego typu sobie nie życzył. Gdy próbował wyrażać sprzeciw, spotykał się z krótką ripostą.

„A co, źle ci było?”

Brak życiowego doświadczenia, młody wiek oraz silne zauroczenie sprawiały, że nie umiał wówczas ostro zareagować. Zrozumienie, iż jego nocna bezradność mogła być celowo wykorzystywana, przyszło dopiero po wielu latach.

Skutki tamtych nocy odczuwa do dziś, zmagając się z silnym lękiem przed zasypianiem we własnym łóżku, które mimo upływu blisko piętnastu lat nie kojarzy mu się z bezpiecznym miejscem.

„W dzień potrafię zasnąć na kanapie bez problemu” – opowiada.

Schody zaczynają się w godzinach wieczornych. Położenie się do pościeli wywołuje u niego napięcie uniemożliwiające naturalny sen, co zmusza go do przyjmowania farmakologii. Specjaliści prowadzący jego terapię połączyli tę bezsenność bezpośrednio z nocnymi wydarzeniami z 2011 roku, przez które zwykły odpoczynek zamienił się w źródło permanentnego stresu.

Mężczyzna zaznacza, że dawniej definicja gwałtu łączyła się w jego świadomości wyłącznie z biciem, groźbami czy fizycznym unieruchomieniem. Dopiero z czasem pojął istotę działania bez czyjejś zgody oraz wykorzystania stanu snu.

W 2025 roku znowelizowano polskie przepisy karne, kładąc w nich znacznie większy nacisk na kwestię braku świadomej zgody przy zbliżeniach. Ostateczna decyzja o tym, które regulacje prawne zostaną zastosowane do czynów z 2011 roku, należy jednak do prokuratury oraz sądu.

Zakonnik płacił za terapię i groził samobójstwem. W tle kredyt

Pierwszy oficjalny sygnał do władz zakonu dominikanów Jasiek wystosował 31 sierpnia 2025 roku. W piśmie oskarżył Macieja K. o zatajenie stanu duchownego oraz przemoc seksualną.

Odpowiedź nadeszła już kolejnego dnia. Odpowiedzialny za ochronę osób skrzywdzonych o. Tomasz Franc OP wyszedł z inicjatywą spotkania i zaoferował wsparcie psychologiczne, które ostatecznie nie doszło do skutku.

Według relacji pokrzywdzonego, sam Maciej K. zaczął na niego naciskać, by zrezygnował z oficjalnych kontaktów z władzami zakonu. Duchowny miał zasłaniać się głęboką depresją, wysłać fotografię opakowań z lekami i szantażować, że w razie ujawnienia sprawy przełożonym rozbije się autem o drzewo.

„Powiedział mi wtedy, że jest w depresji głębokiej, wysłał mi zdjęcie tabletek, powiedział, że mu zniszczę życie, jeżeli spotkam się z zakonem” – opowiada Jasiek.

Obawiając się spełnienia tych gróźb, mężczyzna odwołał rozmowę z delegatem prowincji i odrzucił instytucjonalne wsparcie. Przystał natomiast na propozycję, aby koszty jego terapii psychiatrycznej pokrywał bezpośrednio o. Maciej K.

W pierwszej fazie przelewy wynosiły 2 tysiące złotych w skali miesiąca, by z czasem wzrosnąć do kwoty 3 tysięcy złotych. Zabezpieczona wymiana wiadomości dowodzi, że byli partnerzy negocjowali stawki oraz toczyli spory o terminowość przelewów.

W kontekście zakonnych ślubów ubóstwa są to bardzo wysokie kwoty. Dziennikarzom nie udało się zweryfikować źródła pochodzenia tych funduszy ani tego, czy przełożeni mieli świadomość istnienia takiego układu. W jednej z wiadomości dominikanin deklarował nawet zaciągnięcie 20 tysięcy złotych kredytu na poczet dalszego opłacania leczenia.

Relacje między nimi stawały się jednak coraz bardziej napięte. Koszty terapii Jaśka nie malały, natomiast duchowny zaczął informować o wyczerpaniu możliwości finansowych, co ostatecznie doprowadziło do wstrzymania wpłat.

Próba samobójcza w Belgii i 30 tysięcy euro długu za leczenie

Załamanie nastąpiło w lipcu 2026 roku. Z relacji Jaśka wynika, że po próbie odebrania sobie życia spędził niemal miesiąc na oddziale psychiatrycznym belgijskiego szpitala. W dokumentacji udostępnionej redakcji znajdują się wiadomości od kobiety podpisującej się jako jego terapeutka, która potwierdza fakt pobytu w placówce. Sam poszkodowany wskazuje, że bezpośrednią przyczyną jego załamania są zdarzenia z 2011 roku oraz późniejsze relacje z duchownym.

Wieloletnia walka o zdrowie wygenerowała również olbrzymie koszty. Mężczyzna wylicza, że zobowiązania za pobyt w szpitalu, psychoterapię oraz obsługę prawną sięgają 30 tysięcy euro, co daje przeszło 120 tysięcy złotych. W jego ocenie ciężar ten powinni wziąć na siebie dominikanie lub sam Maciej K., jednak władze zakonu odrzuciły roszczenia finansowe.

Przeniesienie Macieja K. do Sandomierza. Stanowisko dominikanów

W sprawie pojawia się również niejasna kwestia zmiany miejsca posługi. Według Jaśka, duchowny podczas rozmów telefonicznych i bezpośrednich spotkań wielokrotnie określał swoją przeprowadzkę z Warszawy do Sandomierza mianem „zesłania za karę”.

Redakcja zwróciła się do przedstawicieli zakonu z pytaniem, dlaczego ksiądz używał takiej narracji i czy decyzja personalna faktycznie wynikała z wcześniejszych nadużyć.

„Przeniesienie naszego współbrata do Sandomierza było czynnością rutynową i nie było motywowane jakąkolwiek karą. W Prowincji nie funkcjonuje coś takiego jak »karne przenosiny«” – odpowiada o. Szymon Popławski OP, socjusz prowincjała.

Rzecznik uzupełnia, że subiektywne odczucia zakonnika mogły być inne, ale władze prowincji z całą pewnością nie traktowały tej decyzji w kategoriach dyscyplinarnych.

Maciej K. pomagał ofiarom Pawła M. Zakon odsunął go od posługi

Dodatkowego kontekstu sprawie nadaje fakt, że w przeszłości Maciej K. był zaangażowany we wspieranie osób, które padły ofiarą przemocy seksualnej ze strony innego znanego dominikanina, Pawła M. Teraz sam musi mierzyć się z podobnymi zarzutami.

Z ustaleń „Super Expressu” wynika, że w 2023 roku władze zakonne odebrały Maciejowi K. te obowiązki. Redakcja poprosiła przełożonych o wyjaśnienie powodów takiego kroku.

„Była to decyzja Prowincjała, który na bieżąco sprawdza predyspozycje braci do pełnienia określonych funkcji” – odpowiedział nam o. Popławski.

Przedstawiciele zgromadzenia nie doprecyzowali, czy ruch kadrowy był podyktowany jakimikolwiek skargami na działalność zakonnika.

Dziennikarze dopytywali również o powody zwłoki w powiadomieniu prokuratury po tym, jak 31 sierpnia 2025 roku wpłynęła pierwsza skarga od Jaśka.

„Podjęliśmy stosowne czynności kanoniczne niezwłocznie po uzyskaniu informacji o relacji naszego współbrata z osobą zgłaszającą niewłaściwe zachowania” – wyjaśnia o. Popławski.

Socjusz prowincjała tłumaczy, że pierwotne zgłoszenie nie zawierało danych wskazujących na złamanie prawa karnego, a oficjalne zawiadomienie śledczych nastąpiło niezwłocznie po otrzymaniu szerszego opisu zdarzeń.

Kolejne znaki zapytania dotyczą ewentualnych restrykcji nałożonych na duchownego. W wiadomościach z marca 2026 roku Maciej K. wysłał Jaśkowi komunikat o treści: „Piszę choć mam zakaz!”. Zapytano więc władze prowincji o datę wydania takiej decyzji oraz o to, czy miały świadomość łamania tych obostrzeń przez podwładnego.

„Z uwagi na ochronę dóbr osobistych naszego współbrata nie możemy wypowiadać się o nałożonych na niego zakazach lub nakazach” – odpowiedział o. Popławski.

Przedstawiciel dominikanów zaznaczył równocześnie, że przełożeni nie mieli wiedzy o kontynuowaniu korespondencji, „o ile takie miały miejsce”. Zabezpieczone wiadomości tekstowe jednoznacznie dowodzą jednak, że kontakt był podtrzymywany, choć nie ma pewności, o jakim dokładnie zakazie wspominał ksiądz i czy władze zakonne wiedziały o jego ignorowaniu.

Pokrzywdzony ma żal do dominikanów o brak zainteresowania

Poza kwestiami proceduralnymi i finansowymi, Jasiek formułuje wobec zakonu jeszcze jeden zarzut, który dotyka go w sposób szczególny. Chodzi o całkowity brak zwykłej, ludzkiej empatii.

Mężczyzna podkreśla, że od sierpnia 2026 roku zakon posiada pełną wiedzę o jego załamaniu i pobycie w szpitalu, a mimo to przez blisko kwartał żaden z duchownych nie zainteresował się jego stanem.

Swoje rozgoryczenie wyraził w ostatnim piśmie przesłanym do pełnomocniczki prawnej zgromadzenia.

„Dlaczego, z jakiego powodu, od trzech miesięcy – dokładnie od 10 sierpnia br. – od kiedy Zakon wie o całej sytuacji nie zapytano się mnie w żaden sposób o mój stan zdrowia psychicznego i fizycznego?”.

W dalszej części wiadomości kontynuuje tę myśl.

„Dlaczego osoby duchowne, nomen omen, nie zapytały o moje duchowe samopoczucie? Dlaczego po prostu nie zapytano jak się czuję?”.

O ile na samym początku dominikanie wychodzili z inicjatywą rozmowy i wsparcia terapeutycznego, o tyle teraz deklarują oczekiwanie na ustalenia prokuratury i nie widzą potrzeby osobistych spotkań. Dla poszkodowanego brak elementarnego pytania o zdrowie pozostaje jednak całkowicie niezrozumiały.

Prokuratura Warszawa-Żoliborz prowadzi śledztwo. List do papieża Leona XIV

Oficjalne zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa Jasiek złożył w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Żoliborz w dniu 13 sierpnia 2026 roku. Już następnego dnia prowincjał przyjął dymisję Macieja K. ze stanowiska przeora sandomierskiego klasztoru. Przedstawiciele zakonu zaznaczają przy tym, że była to dobrowolna decyzja duchownego, a nie odgórna degradacja.

Formalne śledztwo ruszyło 16 października. Prokuratorzy badają sprawę pod kątem doprowadzenia innej osoby do obcowania płciowego poprzez wykorzystanie jej bezradności, co kwalifikowane jest z art. 198 kodeksu karnego w związku z art. 12 § 1 k.k.

Piotr Antoni Skiba, pełniący funkcję rzecznika Prokuratury Okręgowej w Warszawie, zasłonił się decyzją referenta postępowania i odmówił przekazania szczegółów. Obecnie brakuje potwierdzonych informacji o postawieniu komukolwiek zarzutów.

Redakcja nawiązała kontakt telefoniczny z samym o. Maciejem K. Zakonnik zapowiedział konsultacje z adwokatem i zadeklarował możliwość oddzwonienia, jednak do chwili publikacji tekstu nie zabrał głosu.

Władze zakonne zapewniają o pełnej otwartości na współpracę z organami ścigania, zwracając jednocześnie uwagę na obowiązującą zasadę domniemania niewinności.

„W zależności od ustaleń procesowych, podejmiemy ewentualne i adekwatne decyzje kanoniczne wobec naszego współbrata” – zapewnia o. Popławski.

Pokrzywdzony postanowił jednak działać ponad strukturami krajowymi. W dniu 4 listopada sporządził dokumenty adresowane do watykańskich dykasterii oraz papieża Leona XIV, w których wnosi o wydalenie Macieja K. ze stanu duchownego i zainicjowanie kanonicznego procesu karnego.

Czy było więcej ofiar? Śledczy badają przeszłość zakonnika

Rozmówca podkreśla, że przez półtorej dekady liczył przede wszystkim na zwykłe słowo „przepraszam”, które jednak nigdy nie padło z ust duchownego.

„To jest od 15 lat cały czas niezabliźniona rana” – przyznaje.

Obecnie mężczyzna kontynuuje terapię i stara się odzyskać życiową równowagę. Dawnego partnera, któremu przed laty powierzył swoje uczucia, oskarża dziś o manipulacje, kłamstwa oraz przemoc na tle seksualnym.

Ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy zachowanie zakonnika wypełniło znamiona czynu zabronionego, udzieli stołeczna prokuratura.

W tle całego postępowania pojawia się jeszcze jedna istotna wątpliwość. Już w pierwszym piśmie skierowanym do władz zakonnych Jasiek sygnalizował, że nie musiał być jedyną osobą skrzywdzoną przez Macieja K.

Zadaniem prokuratorów będzie teraz dokładne prześwietlenie zdarzeń sprzed blisko piętnastu lat, które dla samego pokrzywdzonego wciąż stanowią bolesną teraźniejszość.

Lubieżny ksiądz skazany

ROLKI