Spis treści
Centrum danych w Bobrowcu: plany spółki LF1
Ostatnie tygodnie upłynęły w Piasecznie pod znakiem głośnych demonstracji przeciwko budowie gigantycznej serwerowni w okolicach ulicy Energetycznej. Lokalna społeczność wyrażała głębokie obawy dotyczące nadmiernego hałasu oraz gigantycznego poboru prądu i wody. Nie jest to jedyne takie przedsięwzięcie w tym rejonie, ponieważ podobny obiekt ma stanąć także w pobliżu ulicy Okulickiego.
Jak się jednak okazuje, kolejny tego typu kompleks technologiczny planowano zlokalizować w Bobrowcu. To niewielka miejscowość znajdująca się w północnym fragmencie gminy Piaseczno.
Przedsiębiorstwo o nazwie LF1 złożyło oficjalne dokumenty o pozwolenie na wzniesienie ogromnego ośrodka przetwarzania danych wraz z niezbędnym zapleczem na kilku posesjach w Bobrowcu. Działania urzędowe toczyły się już od 2023 roku, a w lipcu 2025 roku firma deweloperska uzyskała pozytywną decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych.
Problem polega na tym, że świadomość nadchodzących zmian miała zaledwie garstka tutejszych właścicieli domów. „Super Express” przeprowadził rozmowy z wieloma osobami zamieszkującymi Bobrowiec i zdecydowana większość dowiadywała się o serwerowni dopiero w trakcie tych wywiadów. Znaczna część pytanych nie miała wręcz pojęcia, jak funkcjonuje data center oraz jakie niesie ze sobą zagrożenia.
Przecież to tylko elektronika. Ona chyba nie robi hałasu i nie przeszkadza, prawda? – zastanawiał się jeden z sąsiadów planowanej inwestycji.
Budowa data center w gminie Piaseczno zagraża przyrodzie
Pozostali obywatele drżą nie tylko o swój codzienny komfort, ale również o lokalny ekosystem. Trzydziestoletni Hubert jest właścicielem Klubu Jeździeckiego Erren zlokalizowanego na terenie Bobrowca. Organizowane są tam lekcje jazdy konnej dla dorosłych i młodzieży, a także specjalistyczne terapie z udziałem koni dla najmłodszych.
Konie leczą duszę – mówi 30-latek.
Właściciel ośrodka zaznacza, że obszar Bobrowca to naturalne siedlisko wielu gatunków dzikiej zwierzyny.
Wystarczy rano wyjść i zobaczyć sarny albo zająca. Widuję tu sokoły, w nocy słychać sowy. Szkoda by było, gdyby zniszczyli przyrodę w tym miejscu – mówi Hubert.
Według Huberta bliskość potężnej serwerowni mogłaby drastycznie zakłócić funkcjonowanie jego ośrodka i organizację zajęć. Głównym powodem do niepokoju jest nieustanny hałas maszyn, który fatalnie wpływałby zarówno na uczestników, jak i płochliwe zwierzęta.
Z kolei 43-letni Adam miał wiedzę o nadchodzącej zabudowie. Gdy jednak dokładnie przeanalizował udostępnioną dokumentację, natrafił na szczegóły budzące znacznie większe przerażenie niż same urządzenia serwerowe.
Aby deweloper mógł uzyskać pozytywne warunki zabudowy, teren inwestycji musiał posiadać bezpośrednie połączenie z drogą publiczną. Mężczyzna relacjonuje, że na urzędowych planach wyrysowano trasę dojazdową od strony ulicy Żwirowej. Sęk w tym, że wytyczono ją bezpośrednio przez prywatne posesje okolicznych mieszkańców.
Gmina narysowała dostęp do drogi publicznej przez naszą działkę. Nie ma tam żadnej drogi – mówi Adam.
W ocenie 43-latka ten kontrowersyjny projekt dojazdu ingerował w prawo własności wielu okolicznych sąsiadów.
Wyznaczony szlak komunikacyjny rozpoczynał się przy ulicy Żwirowej i prowadził w kierunku pobliskiego ronda, przecinając przy tym grunty należące do osób prywatnych. Mieszkaniec ocenił ten manewr jako skrajnie nietypowy i budzący ogromne wątpliwości prawne.
Adam wspólnie z innymi zagrożonymi właścicielami złożył oficjalne odwołanie skonstruowane przez wynajętego prawnika. Interwencja przyniosła oczekiwany skutek, a Samorządowe Kolegium Odwoławcze ostatecznie unieważniło gminną decyzję o warunkach zabudowy dla tego obiektu.
Do oficjalnego sprzeciwu dołączył także sąsiad 43-latka. Mężczyzna wyznał redakcji, że o poprowadzeniu drogi przez jego własność dowiedział się zupełnym przypadkiem. Żaden urzędnik wcześniej nie kontaktował się z nim w sprawie ewentualnego wykupu gruntu czy przejęcia fragmentu jego ziemi.
Adam wypowiada się w bardzo emocjonalnym tonie. W jego przekonaniu taki sposób planowania drogi ewidentnie łamał podstawowe prawa właścicieli ziemskich.
Albo to rażąca niekompetencja po stronie gminy, albo działanie ewidentnie na szkodę mieszkańców – mówi.
Niezależnie od opinii mieszkańców, ostatecznym faktem pozostaje uchylenie warunków zabudowy przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze. Nie jest to jednak jedyny kłopot dewelopera, ponieważ Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Piasecznie kategorycznie odmówiło wydania technicznych warunków przyłączenia serwerowni do lokalnej sieci wodnej.
Z nieoficjalnych informacji wynika również, że twórcy projektu zmagają się z poważnymi brakami w strukturze własnościowej działek pod samą serwerownię. Splot tych wszystkich okoliczności sprawia, że gigantyczne centrum danych na ten moment absolutnie nie może zostać wybudowane w Bobrowcu.
Fakt całkowitego zablokowania procedur potwierdza także sam burmistrz Piaseczna, Daniel Putkiewicz.
Obecnie nie ma więc formalnych możliwości realizacji przedsięwzięcia – napisał w mediach społecznościowych.
Przyszłość serwerowni w Bobrowcu: mieszkańcy Piaseczna obawiają się Planu Ogólnego
Dla Adama jednak bitwa o Bobrowiec wciąż trwa. Urząd Gminy jest w trakcie opracowywania nowego Planu Ogólnego, który na lata zdefiniuje ostateczne przeznaczenie okolicznych parceli. To właśnie w tych dokumentach mieszkaniec upatruje kolejnego poważnego zagrożenia dla swojej spokojnej okolicy.
Naturalne byłoby, żeby przy domach była jakaś spokojna strefa. A gmina chce tutaj wcisnąć obszar przemysłowy – mówi.
Lokalne władze wcale nie kryją faktu, że nie mają zamiaru całkowicie blokować kolejnych inicjatyw związanych z centrami danych. Burmistrz argumentuje, że strefy aktywności biznesowej i gospodarczej od dawna koncentrują się wokół trasy ekspresowej S7 oraz na terenach poprzemysłowych.
Nie można wykluczyć, że takie wnioski będą się pojawiały – przyznaje Daniel Putkiewicz.
Choć umiejscowienie potężnych hal usługowych i zakładów przemysłowych w sąsiedztwie ruchliwej drogi ekspresowej brzmi z punktu widzenia urbanistyki sensownie, to dla właścicieli sąsiadujących domostw perspektywa ta jest absolutnie nie do zaakceptowania.
Adam najbardziej obawia się nieustannego szumu generowanego przez urządzenia.
Nie chciałbym mieć takiego centrum obok siebie. To może być uciążliwe. Wszystko zależy od tego, jakie to będzie centrum, ale na pewno będzie generować hałas – mówi.
Kolejnym potężnym problemem jest kwestia zasobów wodnych. To właśnie ogromne zapotrzebowanie na wodę potrzebną do chłodzenia serwerów wywołało falę protestów przeciwko budowie na ulicy Energetycznej. Kwestia ta wywołuje ogromne emocje, ponieważ podczas ostatnich fal upałów włodarze Piaseczna i szefostwo wodociągów prosi obywateli o maksymalne oszczędzanie kranówki. Zakazywano podlewania trawników, napełniania przydomowych basenów oraz używania wody do spraw innych niż absolutnie konieczne. Paradoksalnie, w tym samym czasie w regionie planowane są kolejne obiekty pochłaniające gigantyczne ilości wody.
W przypadku spółki budującej w Bobrowcu ostateczna decyzja o przyłączeniu do wodociągów była odmowna.
Na ten moment społeczność Bobrowca może świętować triumf. Ta konkretna budowa została skutecznie wstrzymana przez urzędy. Nikt jednak nie ma gwarancji, że zmodyfikowany projekt serwerowni nie powróci na biurka decydentów w niedalekiej przyszłości.
Ulice Energetyczna, Okulickiego oraz miejscowość Bobrowiec to tylko początek. Lista lokalizacji wyznaczonych pod gigantyczne centra danych w obrębie Piaseczna rośnie w zastraszającym tempie. Nawet lokalny magistrat otwarcie przyznaje, że spodziewa się kolejnych wniosków inwestycyjnych. Powstaje więc kluczowe pytanie: czy ta podwarszawska gmina wkrótce zmieni się w potężne zagłębie serwerowni?