Gigantyczna serwerownia wyrasta tuż pod oknami. Zdesperowani mieszkańcy drżą o zasoby wody

Ciągły szum pracujących maszyn, kłopoty z ciśnieniem w kranach i tąpnięcie cen pobliskich nieruchomości. Z takimi perspektywami mierzą się obywatele Piaseczna, którym zaledwie kilkadziesiąt metrów od posesji zaczęto budować wielkie centrum danych. Społeczność zapowiada bezwzględny opór, zaznaczając, że po uruchomieniu kolosa na odwrót będzie już za późno.

Budowa centrum danych w Piasecznie. Mieszkańcy czują się oszukani przez urzędników

Na samym początku w okolicy stanęło tylko ogrodzenie, a niedługo później na plac wjechał ciężki sprzęt budowlany. Znaczna część lokalnej społeczności dopiero w tym momencie zorientowała się, że tuż obok ich posesji startuje nietypowe przedsięwzięcie deweloperskie.

Przy ulicy Energetycznej zaplanowano budowę potężnego kompleksu składającego się z czterech budynków wchodzących w skład centrum danych, do których dołączona będzie cała infrastruktura techniczna. Okoliczni obywatele skarżą się, że przez lata absolutnie nikt nie informował ich bezpośrednio o planach wzniesienia takiego giganta.

Przedstawiciele gminy odpierają te zarzuty, argumentując, że wszelkie niezbędne powiadomienia o toczących się procedurach regularnie zamieszczano w oficjalnym Biuletynie Informacji Publicznej.

Tylko kto siedzi w BIP-ie i sprawdza, jakie pozwolenia właśnie zostały wydane? – pyta jedna z mieszkanek.

Wojciech, który niedługo będzie dzielił płot z wielką serwerownią, znalazł w swojej skrzynce pocztowej informacyjną ulotkę od wykonawcy dopiero niedawno, gdy prace budowlane trwały już w najlepsze. Z kolei Renata, zajmująca dom oddalony o trzysta metrów od placu budowy, nie otrzymała nawet takiego zdawkowego powiadomienia.

Właściwie w każdej przeprowadzanej na miejscu rozmowie przewija się ogromny żal do ratusza.

Takie inwestycje nie powstają z dnia na dzień. Przygotowuje się je latami, a mieszkańcy nic nie wiedzieli. Przed wyborami wszyscy są mili, uprzejmi, kiełbasa wyborcza ciągnie się kilometrami. Potem wyborca nagle przestaje być ważny – tłumaczy Wojciech.

Kilka razy proszono o spotkanie z burmistrzem. Nie znalazł czasu. Widocznie byliśmy za mało ważni – mówi Renata.

Najbardziej przerażający jest dla ludzi fakt, że inwestycja wyrasta dosłownie trzydzieści pięć metrów od domostw okolicznych rodzin.

Anna Rzewnicka, odpowiedzialna za koordynację obywatelskiego sprzeciwu, zaznacza, że społeczność absolutnie nie oponuje przeciwko rozwojowi nowoczesnych technologii. Jak twierdzi, protest dotyczy wyłącznie konkretnej lokalizacji przeznaczonej na ten gigantyczny obiekt.

„Protestujemy przeciwko tej lokalizacji, nie przeciwko technologii. Do najbliższego domu jest około 35 metrów. Sprzeciwiamy się też brakowi komunikacji ze strony gminy i temu, jak mało transparentnie to wszystko wyglądało” – mówi Rzewnicka.

Działaczka relacjonuje, że z perspektywy zwykłego obywatela cała sytuacja rozwinęła się w błyskawicznym tempie.

W sierpniu pojawił się płot i tablica informacyjna. Zaraz potem zaczęły się prace – mówi.

Na ten moment katalog obaw formułowanych przez sąsiadów wydaje się wręcz nie mieć końca.

Boimy się hałasu, tym bardziej że niedaleko planowane jest kolejne data center. Do tego dochodzi zużycie wody i energii, ciepło wyrzucane do atmosfery, zanieczyszczenie światłem i spadek wartości nieruchomości – wylicza.

Czego obywatele obawiają się najbardziej? Że prawdziwe konsekwencje sąsiadowania z potężną infrastrukturą informatyczną dostrzegą w momencie, gdy będzie już absolutnie za późno na jakiekolwiek zatrzymanie maszyn.

Serwerownia Sien Real pochłonie zasoby? Obawy o braki wody w Piasecznie

Kwestia zasobów wodnych budzi obecnie najgorętsze dyskusje w społeczności. W sezonie letnim władze Piaseczna wielokrotnie apelują do ludzi o powstrzymanie się od podlewania trawników i napełniania przydomowych basenów. W dniach największych upałów systematycznie występują kłopoty z odpowiednim ciśnieniem w rurach, a tymczasem tuż za miedzą ruszy potężne centrum danych, które siłą rzeczy zacznie drenować lokalne rezerwy wody.

Z perspektywy wielu osób problem ma charakter wybitnie osobisty, ponieważ na co dzień zasilają swoje gospodarstwa z własnych ujęć głębinowych.

Mamy tutaj studnię. Woda jest pompowana z około stu metrów. I boimy się, co się z nią stanie, kiedy obok ruszy taka inwestycja – mówi Renata.

Pan Wojciech nie potrafi powstrzymać frustracji.

Od lat proszą nas: nie podlewajcie, nie napełniajcie basenów. A teraz nagle pozwala się na coś takiego. To jest jakiś kosmos – mówi Wojciech.

– Nikt już tej władzy nie uwierzy. Następnym razem powiedzą: nie podlewajcie ogródków. I co? Płacę za wodę, będę podlewał. Skoro pozwalają na taką inwestycję, to dlaczego mieszkańcy mają się ograniczać? – pyta.

Oprócz obaw o suszę, ludzie panicznie boją się permanentnego dudnienia instalacji chłodzących.

„Dzisiaj mogą nam powiedzieć, że nie będzie głośno i że wody nie zabraknie. Ale prawdę poznamy dopiero wtedy, kiedy wszystko ruszy. I wtedy będzie już za późno. Serwerownia zostanie, a my razem z nią” – mówi Wojciech.

Na liście zmartwień wysoko plasuje się również widmo drastycznego spadku wartości pobliskich posesji mieszkalnych.

Kto będzie chciał kupić dom kilkadziesiąt metrów od takiego obiektu? – pytają mieszkańcy.

Firma Sien Real, która odpowiada za wznoszenie kompleksu, stara się studzić emocje i deklaruje pełne zrozumienie dla niepokojów społecznych. Zapewnia jednak, że budowa w żadnym stopniu nie wpłynie negatywnie na dostępność kranówki.

Rozumiemy, skąd bierze się niepokój mieszkańców. W Józefosławiu w okresach szczytowego zapotrzebowania spada ciśnienie w sieci wodociągowej – przyznaje inwestor.

Przedsiębiorstwo przekazuje uspokajające komunikaty, według których standardowe zużycie wody przez cały obiekt nie przekroczy pułapu pięćdziesięciu pięciu metrów sześciennych na dobę, natomiast moduły chłodzące mają funkcjonować w całkowicie zamkniętym obiegu.

Deweloper Sien Real jasno deklaruje, że nowoczesne serwerownie spełnią wszelkie rygorystyczne wytyczne dotyczące emisji dźwięku oraz ochrony przyrody. Dodatkowo zwraca uwagę na fakt, że inwestycja lokowana jest na pofabrycznych obszarach należących dawniej do zakładów UNITRA-Polkolor, które od wielu lat posiadały przeznaczenie stricte przemysłowe i usługowe.

Gwarancje składane przez inwestora w ogóle nie trafiają jednak do przerażonych sąsiadów.

Żądania dymisji wiceburmistrza Roberta Widza. Społeczność zbiera podpisy

W tracie manifestacji zdesperowani obywatele gremialnie składali swoje podpisy pod dwiema petycjami.

Pierwsze z pism zawiera kategoryczne wezwanie do dogłębnej reasumpcji wydanej decyzji środowiskowej dotyczącej data center. Ludzie domagają się ponownej weryfikacji, czy tak potężna infrastruktura faktycznie powinna zostać zatwierdzona w tak bliskim sąsiedztwie zabudowy jednorodzinnej.

Drugi wniosek celuje bezkompromisowo w drugiego zastępcę burmistrza, Roberta Widza. Obywatele oficjalnie żądają dymisji samorządowca. Na transparentach niesionych podczas pikiety widniało niezwykle dosadne hasło brzmiące „Widz wiedział, nie powiedział”.

Kompletne zatajenie planów przed opinią publiczną urosło do rangi głównego symbolu tego sporu. Społeczność nie potrafi pojąć, jak władze mogły przez długie lata po cichu procedować tak monstrualny projekt, zostawiając obywateli w niewiedzy aż do momentu ogrodzenia terenu blachą.

Woda oligoceńska do chłodzenia serwerów? Grzegorz Rudowski alarmuje o skutkach inwestycji

W znacznie ostrzejszym tonie wypowiada się sześćdziesięciopięcioletni Grzegorz Rudowski, będący jednym z głównych prowodyrów obywatelskiego zrywu.

Działacz kładzie szczególny nacisk na potencjalną katastrofę związaną z niedoborami wody głębinowej.

Ludzie byli przekonani, że tutaj ma powstać ujęcie wody. Wycinają drzewa? No dobrze, pewnie będą robić ujęcie. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że chodzi o serwerownię – opowiada.

Jaką wodą będzie chłodzona serwerownia? Zwykłą czy oligoceńską? Według naszych analiz właśnie oligoceńską, czyli najcenniejszą – mówi.

Powyższe zarzuty stanowią oczywiście wyłączne domysły pikietujących. Oficjalne komunikaty płynące z urzędu gminy nie dają żadnych podstaw do twierdzenia, że systemy data center będą wykorzystywały do zbijania temperatury cenne pokłady wód oligoceńskich.

Grzegorz Rudowski zwraca jednak uwagę na jeszcze jeden aspekt, mianowicie na potężne ilości gorącego powietrza, które maszyny będą emitować prosto do lokalnego otoczenia.

Kupujcie sobie palmy – rzuca gorzko. – Ciepło zamiast zostać wykorzystane ma iść w powietrze.

Mężczyzna dodaje także, że plac budowy przy ulicy Energetycznej to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak przypomina, w bliskich planach jest postawienie kolejnej tego typu placówki przy ulicy Okulickiego.

To nie jest sprawa jednego osiedla. Jeśli te inwestycje powstaną, wszyscy będziemy odczuwać ich skutki. To jest jedna walka – mówi Rudowski.

Protest w Piasecznie kosztuje. Zrzutka na prawników i analizy dokumentów

Społeczność zamierza protestować nie tylko przy użyciu głośnych haseł i banerów. Planują gruntowne przeczesanie dokumentacji projektowej, zlecenie niezależnych badań eksperckich oraz podjęcie batalii sądowej. Wszystkie te działania wymagają jednak sporych nakładów finansowych.

Z tego powodu postanowiono zorganizować publiczną zbiórkę funduszy w internecie.

Niektórzy wpłacają po 5 złotych i za te 5 złotych też jesteśmy wdzięczni. Każdy daje tyle, ile może. Prawnicy nie chcą pracować pro bono. Nie poddamy się – mówi Rudowski.

Lider demonstrantów solennie przysięga, że obywatele wyczerpią absolutnie każdą dostępną ścieżkę formalną.

Jeśli będzie trzeba, pójdziemy dalej. Ta inwestycja nie powinna tutaj powstać – zapowiada.

Nie wiem, czy uda się to powstrzymać. Ale właśnie na to liczymy. Chcemy, żeby ta lokalizacja została zmieniona – mówi Anna Rzewnicka.

Daniel Putkiewicz zabiera głos. Burmistrz zapowiada spotkanie z inwestorem Sien Real

Gdy tłumy zeszły z ulic, w przestrzeni internetowej wypowiedział się wreszcie burmistrz Daniel Putkiewicz, publikując oświadczenie w swoich mediach społecznościowych.

Samorządowiec zadeklarował zorganizowanie na 29 września ogólnodostępnego panelu dyskusyjnego. Mają w nim wziąć udział zarówno zaniepokojeni ludzie, jak i przedstawiciele inwestora wraz z zatrudnionymi przez niego ekspertami.

Włodarz miasta planuje ponadto uformować dedykowaną radę, w której skład wejdą delegaci osiedli, radni oraz urzędnicy. Jej głównym celem będzie prowadzenie negocjacji z budowniczym w obszarze ochrony zasobów wodnych, minimalizacji hałasu i zagospodarowania uciekającej energii cieplnej.

Daniel Putkiewicz obiecał również pochylenie się nad postulatami mieszkańców, którzy domagają się gruntownej rewizji wydanej decyzji środowiskowej.

W tej chwili jednak za blaszanym ogrodzeniem nieustannie pracują potężne maszyny. Okoliczni lokatorzy muszą codziennie obserwować postępy robót, mając bolesną świadomość, że margines czasowy na zablokowanie przedsięwzięcia drastycznie maleje.

Trudno dziś wyrokować, czy batalia doprowadzi do wstrzymania gigantycznej budowy. Historia pokazuje jednak, że determinacja obywateli niejednokrotnie potrafiła pokrzyżować plany potężnych inwestorów. Społeczność Piaseczna gorąco wierzy, że ich przypadek również zakończy się sukcesem w starciu z wielkim kapitałem.

Dzien Maszynisty