Chłopiec na hulajnodze wjechał pod tramwaj. Motorniczy w porę nacisnął hamulec

Niewiele brakowało, a doszłoby do potwornego nieszczęścia. Chłopiec jadący na hulajnodze, wjechał na przejście mimo czerwonego światła, a potem upadł tuż przed nadjeżdżającym tramwajem. Jedynie szybka reakcja motorniczego zapobiegła tragedii. Dziecko szybko się pozbierało i uciekło z miejsca zdarzenia, a w sieci pojawiło się nagranie pokazujące te chwile grozy.

Chłopiec w czerwonej kurtce upada na torowisko przed tramwajem. O incydencie w Warszawie przeczytasz na Eska Warszawa.
Autor: Tramwaje Warszawskie/ Facebook

Dramatyczne sekundy na przejściu w Warszawie

Spółka Tramwaje Warszawskie udostępniła na Facebooku film, który pokazuje, jak niewiele trzeba, by doszło do tragedii. Na opublikowanym nagraniu widać nieodpowiedzialnego chłopca, wjeżdżającego hulajnogą na przejście, ignorując przy tym czerwone światło. Nagle pojazd zatrzymuje się na szynach, a dziecko z impetem upada na tory.

To wszystko wydarzyło się dosłownie chwilę przed nadjeżdżającym tramwajem. Całe to mrożące krew w żyłach zdarzenie zarejestrowała kamera zamontowana w kabinie pojazdu. Motorniczy momentalnie zareagował i zaczął awaryjnie hamować, dzięki czemu chłopak nie znalazł się pod kołami. Na całe szczęście, potężny tramwaj stanął w porę, unikając potrącenia.

Chłopiec szybko podniósł się z ziemi, zszedł z torowiska na pobliski chodnik i zniknął z kadru. Tym razem skończyło się to dla niego tylko ogromnym stresem, a może też jakimiś siniakami i zadrapaniami po upadku.

Tramwaj potrzebuje czasu na hamowanie

Filmik został wrzucony przez Tramwaje Warszawskie w jednym celu – jako przestroga dla innych użytkowników drogi, by zachowali większą ostrożność.

„Jazda nawet na najszybszej hulajnodze nie daje prawa do jazdy na czerwonym i nie ochroni Cię przed skutkami wypadku. Tu motorniczy w porę wyhamował, ale nie zawsze jest tyle czasu na reakcję. Tramwaj nie zatrzyma się w miejscu” - czytamy we wpisie miejskiej spółki tramwajowej. 

Eksperci od lat przypominają, że tramwaj nie zatrzyma się tak szybko jak auto. Kilkudziesięciotonowa maszyna ma znacznie dłuższą drogę hamowania, a do tego motorniczy nie ma jak skręcić, by ominąć ewentualną przeszkodę na torach.

Dlatego nawet jeśli kierujący pojazdem zareaguje wzorowo i natychmiast wciśnie hamulec, to i tak może nie uniknąć potrącenia kogoś, kto nagle pojawi się na torach. W opisanej sytuacji tylko łut szczęścia sprawił, że nie doszło do dramatu.

To zdarzenie dobitnie pokazuje, że ignorowanie świateł to skrajna nieodpowiedzialność. Takie zachowanie to ogromne ryzyko nie tylko dla osoby łamiącej przepisy, ale również dla ludzi podróżujących komunikacją i pozostałych na drodze.

Szok w centrum Warszawy

ROLKI