Ciało 5-letniego Dawida znaleziono przy autostradzie. Ojciec zadał mu 11 ciosów nożem w serce

2026-05-19 14:38

Zaginięcie małego chłopca z Grodziska Mazowieckiego postawiło na równe nogi służby i tysiące zwykłych obywateli, którzy zaangażowali się w przeczesywanie terenu. Początkowo zakładano, że maluch padł ofiarą porywaczy. Po kilku dobach wyczerpującej akcji w zaroślach niedaleko trasy szybkiego ruchu dokonano jednak makabrycznego odkrycia. Ciało dziecka nosiło ślady kilkunastu ciosów nożem, a mordercą okazał się własny ojciec.

Małżeństwo trzydziestodwuletniego Pawła Ż. oraz o rok młodszej Julii początkowo układało się dobrze, a na świat przyszedł ich upragniony syn Dawid. Relacja rodziców z biegiem czasu zaczęła się jednak drastycznie psuć. Okoliczni mieszkańcy zwracali uwagę na toksyczne zachowania mężczyzny, chociaż głosy w tej sprawie bywały podzielone. W czerwcu 2019 roku matka postanowiła definitywnie zakończyć ten związek. Zabrała swoje rzeczy oraz dziecko z wynajmowanego mieszkania w Grodzisku Mazowieckim. Porzucony mąż zupełnie nie potrafił zaakceptować nowej rzeczywistości. Kobieta domagała się rozwodu, a kluczową kwestią pozostała opieka nad pięciolatkiem. Ojciec odebrał wyprowadzkę żony jako celową próbę całkowitego odseparowania go od syna. Otoczenie uważało, że do momentu rozstrzygnięcia sądowego chłopiec powinien przebywać z matką. Konflikt narastał błyskawicznie. Mężczyzna przestał stawiać się w pracy i ostatecznie poszedł na urlop. Od 24 czerwca nikt nie miał pojęcia, gdzie przebywa.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?

Zawiadomienie o znęcaniu i dramatyczny telefon. Paweł Ż. zabrał syna w podróż

Pełnomocnik prawny żony złożył w prokuraturze oficjalne zawiadomienie o znęcaniu się psychicznie, którego rzekomo dopuszczał się Paweł. Ten ruch spowodował, że mężczyzna wpadł w ogromne przerażenie i obawiał się całkowitej utraty kontaktu z potomkiem. Dziesiątego lipca pojawił się niespodziewanie w domu dziadków chłopca. Matki dziecka nie było wtedy na miejscu. Ponieważ ojciec nie posiadał ograniczeń w prawach rodzicielskich, bez przeszkód zabrał pięciolatka na popołudniową przejażdżkę. Nic w jego zachowaniu nie zwiastowało nadchodzącego koszmaru.

Około godziny siedemnastej szara skoda opuściła posesję z piskiem opon. Dwie godziny później na telefon matki zadzwonił mąż. „Już więcej nie zobaczysz syna” – powiedział do słuchawki Paweł Ż. Pozwolił jeszcze kobiecie na krótką wymianę zdań z maluchem, co przypominało okrutne pożegnanie, a następnie przerwał połączenie. Przerażona Julia natychmiast skontaktowała się ze służbami ratunkowymi.

Kolejne dwie godziny przyniosły tragedię na stacji kolejowej w Grodzisku Mazowieckim. Śledczy zostali wezwani do wypadku, w którym człowiek rzucił się pod pociąg jadący w kierunku Skierniewic. Początkowo uznano to za standardowe samobójstwo, zupełnie nie łącząc zdarzenia z poszukiwaniami małego Dawida. Szybko jednak ustalono, że ofiarą jest poszukiwany ojciec. W pobliżu zabezpieczono jego zamknięty samochód, ale wewnątrz nie było pięciolatka. Służby wciąż wierzyły, że mężczyzna mógł ukryć żywe dziecko w bezpiecznym miejscu.

Akcja poszukiwawcza błyskawicznie nabrała rozmachu, a wizerunek chłopca trafił do wszystkich ogólnopolskich serwisów informacyjnych. Komunikat głosił, że pięciolatek miał na sobie niebieskie jeansy, szaroniebieską bluzę i trampki z motywem z bajki. Ostatnie logowanie telefonu zmarłego samobójcy wskazywało na okolice lotniska Chopina. W teren ruszyli policjanci, strażacy, wojsko i nurkowie. Użyto również psów tropiących oraz policyjnego śmigłowca. Kryminalistyczne badanie porzuconego auta ujawniło ślady krwi sugerujące, że przewożono nim zwłoki.

Odnalezienie zwłok przy autostradzie. Śledczy od początku przewidywali najgorsze

Ówczesny rzecznik Komendanta Głównego Policji, Mariusz Sokołowski, oficjalnie przyznał: „Trzeba skłaniać się ku temu, że akcja poszukiwawcza pięcioletniego Dawida idzie w kierunku poszukiwania zwłok dziecka”. Taka deklaracja oznaczała, że organy ścigania dysponowały już mocnymi dowodami na śmierć malucha. Akcję jednak kontynuowano bez wytchnienia. Oficer śledczy w wypowiedzi dla stacji TVP Info podkreślał: „To, że Paweł Ż. wziął nagły urlop w pracy, choć uchodził w niej za bardzo sumiennego człowieka, może wskazywać na to, że nie działał pod wpływem jakiegoś impulsu, lecz wszystko przygotowywał. Mógł znaleźć miejsce, w którym porzuci Dawida, a później udać się do niego z chłopcem, wcześniej zabijając go w samochodzie”.

Po tygodniu intensywnych działań w terenie zapadła decyzja o wstrzymaniu przeczesywania zarośli na rzecz głębszej analizy zebranego materiału dowodowego. Wywołało to lawinę krytyki ze strony opinii publicznej. Rozpatrywano nawet scenariusz wywiezienia potomka za granicę, choć ramy czasowe na to nie pozwalały. Doktor Krzysztof Klementowski zasygnalizował w rozmowie z redakcją „Super Expressu”: „Jest bardzo mała szansa, że dziecko żyje. Nie ma też większych szans na to, żeby pięciolatek z obcymi ludźmi przejechał przez granicę. Z rodzicem to jest możliwe, ale przecież ojciec popełnił samobójstwo”. Ekspert dodał również: „W mojej ocenie zabił dziecko, a ciało dokładnie schował. Tak, żeby nigdy nie zostało znalezione. Uznał, że doprowadzi do sytuacji, w której matka przez całe życie będzie się łudzić, że pewnego dnia syn wróci i powie: »cześć mamo«, przytuli się. To nieprawdopodobna trauma na całe życie”. Dziesiątego dnia na trasie miedzy Warszawą a Grodziskiem policja ostatecznie zlokalizowała ukryte w trawie zwłoki chłopca.

Przerażające ustalenia z sekcji zwłok. Matka Dawidka podjęła trudną decyzję

Ciało dziecka nosiło ślady kilkunastu ran kłutych i zostało porzucone pod liśćmi blisko ekranów dźwiękochłonnych przy trasie A2. Raport z sekcji zwłok potwierdził, że ojciec uderzył nożem jedenaście razy, celując prosto w serce malucha. Zbrodnia miała miejsce wewnątrz pojazdu. Sprawca ukrył ofiarę na poboczu, po czym ruszył na stację kolejową, by rzucić się pod koła pociągu. Zabójca nie pozostawił żadnych notatek, dlatego jedynym kluczem do zrozumienia jego motywów była ostatnia rozmowa telefoniczna z małżonką.

Dziennikarze „Super Expressu” donosili: „A te świadczą o tym, że mężczyzna, tracąc nadzieję na opiekę nad dzieckiem, uznał że żona, która od niego odeszła, też nie dostanie Dawidka. I odebrał jej go na zawsze. Ale najwyraźniej sam nie potrafił z tym żyć”. Zszokowana matka mordercy wyznała na łamach portalu Wirtualna Polska: „Nie mogę uwierzyć, że on był mordercą”. Uroczystości pogrzebowe zamordowanego Dawida odbyły się trzydziestego lipca w Cerkwi świętej Marii Magdaleny na warszawskiej Pradze. Zrozpaczona kobieta zdecydowała się na emigrację do Rosji, zabierając ze sobą prochy ukochanego syna. Sprawcę makabrycznej zbrodni pochowano z kolei na lokalnym cmentarzu w miejscowości Szczęsne.

Pokój Zbrodni - Dawidek z Grodziska Mazowieckiego