Tragiczny finał poszukiwań Sebastiana G.
Było lato 2024 roku, połowa lipca, gdy 28-letni Sebastian G., mieszkaniec Myszyńca, nagle przepadł bez śladu. Nie odbierał telefonu, nie pojawił się w pracy. Zrozpaczona rodzina zgłosiła jego zaginięcie. Mężczyzny szukano dniami i nocami. Policjanci kryminalni z Ostrołęki i wydziału poszukiwawczego mazowieckiej komendy przeczesywali rzeki, bagna i blisko 700 hektarów lasów, wykorzystując m.in. drony. Mundurowym pomagały psy tropiące. W mediach pojawiały się kolejne apele.
Dopiero kilka miesięcy później na jaw wyszła przerażająca prawda. Sebastian G. został zamordowany! Funkcjonariusze zatrzymali dwóch mieszkańców pow. ostrołęckiego - 26-letniego Mateusza T. i 21-letniego Damian S.
Podczas przesłuchania młodszy z mężczyzn pękł i wyznał prawdę, co stało się z zaginionym Sebastianem. Opowiedział o imprezie na działkach, o samochodowej przejażdżce, która skończyła się tragedią w lesie. O awanturze i brutalnym zabójstwie mężczyzny. Mężczyźni bili go bowiem pięściami po głowie i górnej części tułowia. Jeden z ciosów miał trafić też w tchawicę. - Próbował oddychać, ale nie ratowaliśmy go. Piliśmy dalej. Już się nie podniósł - zeznał spokojnie, bez cienia emocji. Mówił też o tym, jak wraz z drugim oprawcą, rozebrali ciało i zakopali je w lesie przy ul. Żurawiej. Podobno liczyli, że nago rozłoży się szybciej. Że las ukryje ich zbrodnię. Prowizoryczny grób zasłonili gałęziami, a wokół rozrzucili śmieci. Dla zmylenia śladów brali też udział w poszukiwaniach Sebastiana!
Badania DNA potwierdziły, że zwłoki znalezione pod koniec listopada w lesie to zaginiony 28-latek.
Zabójcy Sebastiana przed sądem
Obydwaj oprawcy mieli za sobą kryminalną przeszłość. Mateusz T., był karany za kradzieże z włamaniem. Z kolei Damian S. siedział w więzieniu za brutalne pobicie i wyszedł zza krat zaledwie kilka miesięcy przed zbrodnią w Myszyńcu.
Tym razem obaj zostali oskarżeni o to samo - o pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Według opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej Sebastian G. zmarł przez zakopaniem. Doznał obrażeń ciała w postaci licznych podbiegnięć krwawych oraz pośmiertnej amputacji kciuka lewej dłoni.
Proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Ostrołęce. Damian S. przyznał się do wszystkiego i złożył obszerne wyjaśnienia. Z kolei Mateusza T. milczał jak grób i nie przyznawał się do winy. 27 listopada 2025r. sąd uznał oskarżonych za winnych.
Damianowi S. wymierzył karę 10 lat pozbawienia wolności, a Mateuszowi T. karę 12 lat pozbawienia wolności. Sąd Okręgowy orzekł również na rzecz oskarżycieli posiłkowych zadośćuczynienie w wysokości po 100.000zł, nadto zaliczył oskarżonym okres rzeczywistego pozbawienia wolności na poczet orzeczonych kar.
Obrońcy Damiana i Mateusza wnieśli o apelację. Wyrok zaskarżyła również Prokuratura Rejonowa w Ostrołęce, żądając wyższego wymiaru kary dla obu oskarżonych.
Sprawa swój finał miała w Sądzie Apelacyjnym w Białymstoku. 28 kwietnia 2026 r. zapadł prawomocny wyrok. Jak przekazała Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce, sąd zmienił wyłącznie opis czynu. Wyrok pozostał ten sam - 12 lat więzienia dla Mateusz T. oraz 10 lat więzienia dla Damiana S.
- Wyrok Sądu Apelacyjnego jest prawomocnym i wykonalny - przekazała prok. Elżbieta Łukasiewicz, Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrołęce. - Strony mogą wywieźć nadzwyczajny środek zaskarżenia w postaci kasacji, która jest rozpoznawana przez Sąd Najwyższy. Podstawą kasacji mogą być jedynie uchybienia wymienionych w art. 439 k.p.k., czyli tzw. bezwzględne przyczyny odwoławcze lub inne rażące naruszenie prawa, jeżeli mogło ono mieć istotny wpływ na treść orzeczenia. Kasacja nie może być wniesiona wyłącznie z powodu niewspółmierności kary - dodała.