Dwa miesiące temu doszło do katastrofy. Zginęły dwie osoby. Co ustaliła komisja?

2026-08-23 13:44

Pod koniec czerwca samolot Cirrus SR22T roztrzaskał się o ziemię podczas podejścia do lądowania na warszawskim lotnisku Babice. W katastrofie zginęły dwie osoby: pilot maszyny oraz 27-letni żołnierz, który przebywał na terenie przyległego ośrodka WORD. Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała wstępny raport z tego tragicznego zdarzenia. Dwa miesiące po zdarzeniu wciąż jednak nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytanie: co dokładnie zawiniło?

  • Maszyna gwałtownie straciła wysokość w trakcie lewego skrętu, uderzając bezpośrednio w plac manewrowy.
  • Śmierć poniósł 54-letni pilot oraz młody żołnierz, który przebywał na ziemi w trakcie szkolenia.
  • Eksperci z PKBWL zabezpieczyli rejestrator lotu. Prace komisji trwają.

Ostatnie chwile przed zderzeniem na Bemowie. Ustalenia śledczych

Maszyna Cirrus SR22T (SP-GOS) wyruszyła 25 czerwca z lotniska we Wrocławiu, kierując się zgodnie z planem na warszawskie Bemowo. Lot początkowo odbywał się w oparciu o wskazania instrumentów pokładowych (IFR). Kiedy jednak samolot zbliżał się do stolicy, kierujący nim 54-latek przeszedł na nawigację wizualną (VFR), co oznaczało, że polegał na własnej obserwacji terenu i komunikatach płynących z wieży kontrolnej.

Pilot po połączeniu z wieżą Warszawa-Babice dostał niezbędne wytyczne dotyczące używanego pasa, warunków atmosferycznych i sytuacji w powietrzu. Następnie zaczął manewrować maszyną w stronę pasa startowego.

Samolot nagle zaczął spadać

Do dramatu doszło w końcowej fazie lotu. Pilot wykonywał ostry zakręt, by dopasować tor lotu do kierunku lądowania. Nagle samolot zaczął niebezpiecznie tracić wysokość. Z przechyłem na lewą stronę, chwilę później zahaczył skrzydłem o betonowy plac manewrowy Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.

Rozpędzona maszyna wbiła się następnie w stojącą nieopodal drewnianą altanę, doszczętnie ją niszcząc. Fragmenty wiaty rozrzuciło na przestrzeni kilkudziesięciu metrów, a samolot zatrzymał się ostatecznie na trawniku, po czym natychmiast stanął w płomieniach.

Tragiczny bilans. Nie żyje żołnierz 10. Pułku Samochodowego

W płonącym wraku zginął 54-letni lotnik. Druga ofiara to szeregowy Łukasz P., który w chwili uderzenia stał pod drewnianą konstrukcją, informował Super Express. Ranne zostały także dwie inne osoby, a obrażenia odniósł nawet pies przebywający z opiekunem na placu manewrowym.

Strażacy, którzy dotarli na miejsce w około 10 minut, zastali rozwinięty pożar kadłuba, skrzydeł i silnika. Opanowanie głównego strumienia ognia zajęło im zaledwie półtorej minuty, jednak dokładne dogaszanie spalonego wraku trwało kolejne sześć minut.

Kluczowy dowód ocalał z płomieni

Awionetka spłonęła niemal w całości, jednak ogień oszczędził ogon maszyny. To tam znajdował się rejestrator RDM-100, potocznie nazywany czarną skrzynką. Mimo oddziaływania ekstremalnych temperatur, eksperci PKBWL zabezpieczyli urządzenie i przetransportowali je do swojego laboratorium. Odzyskanie z niego danych może mieć fundamentalne znaczenie dla poznania prawdy o ostatnich sekundach feralnego lotu.

Z kokpitu nie padło wezwanie o pomoc

Co istotne, z udostępnionego raportu wynika, że do ostatniej chwili pilot utrzymywał spokojny kontakt z wieżą kontrolną. Nie zgłaszał żadnych kłopotów technicznych ani nie użył sygnału Mayday. Warunki do latania tego dnia oceniono jako bardzo dobre - wiatr nie stanowił zagrożenia, a widoczność pozwalała na lot ze wsparciem wzrokowym. Dlatego na tym etapie śledczy wykluczają pogodę jako główną przyczynę katastrofy.

Śledztwo wciąż trwa

Obecnie eksperci nadal nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, dlaczego awionetka runęła na ziemię. Wstępny dokument skupia się na relacji z przebiegu wypadku, a nie na przypisywaniu winy. PKBWL wciąż dokładnie analizuje nagrania z monitoringu, zapisy rozmów z kontrolerem, dokumentację pilota oraz szczątki maszyny.

katastrofa lotnicza bemowo dwie osoby zginely