Gigantyczny pożar hali pod Warszawą. „Myślałem, że już nasi sąsiedzi się palą”

2026-04-21 11:58

„Baliśmy się wyjść z domów” − mówią mieszkańcy Bramek pod Warszawą po dramatycznej nocy z poniedziałku na wtorek (20 na 21 kwietnia). Tej nocy ogromny pożar strawił zakład przetwórstwa suszonych warzyw w ich okolicy. Ogień był tak intensywny, że nad okolicą unosiła się łuna widoczna z wielu kilometrów. Strażacy przez całą noc walczyli, by nie dopuścić do jeszcze większej tragedii.

Dramatyczne wspomnienia mieszkańców. „Płomienie były ogromne”

Mieszkańcy wspominają tamtą noc z wyraźnym niepokojem. Jak relacjonują w rozmowie z Radiem ESKA, płomienie były ogromne, a sytuacja zmieniała się z minuty na minutę. − Ja od wpół do drugiej nie spałam! Czerwone płomienie, wysokie, wielkie, dookoła wszystko się świeciło. Straż kazała się przygotować do ewakuacji. Spakowałam dokumenty, leki, ale na szczęście nie trzeba było uciekać − opowiada jedna z mieszkanek.

Inny świadek dodaje: − Myślałem, że już nasi sąsiedzi się palą. Płomienie olbrzymie, naprawdę olbrzymie. Już myślałem, że bez ofiar się nie obejdzie − dodawał.

Pożar hali produkcyjnej w Bramkach

Dramat rozpoczął się w środku nocy z 20 na 21 kwietnia. W Bramkach pod Warszawą ogień błyskawicznie objął dwie hale produkcyjne zakładu przetwórstwa suszonych warzyw oraz część budynku socjalno-biurowego. W szczytowym momencie pożarem objętych było około 23 tysięcy metrów kwadratowych zabudowań. Na miejscu działało około 250 strażaków z wielu powiatów regionu oraz Warszawy. Jak podkreślają służby, akcja była wyjątkowo trudna i długotrwała.

To około 15 i pół tysiąca metrów kwadratowych samego pogorzeliska w późniejszym etapie, a łącznie pożar objął jeszcze większą powierzchnię. Straty będą ogromne, w tej chwili nie jesteśmy w stanie ich dokładnie oszacować − przekazał w rozmowie z reporterem ESKI mł. kpt. Krzysztof Stefaniak ze straży pożarnej w Grodzisku Mazowieckim.

Z hotelu pracowniczego ewakuowano 19 osób, pracowników zakładu. Trafili oni do pobliskiej szkoły, nikt nie odniósł obrażeń. Ale w trakcie akcji ucierpiał jednak jeden ze strażaków, doznał urazu nogi i został przewieziony do szpitala.

Brak zagrożenia chemicznego dla mieszkańców

Służby podkreślają, że mimo skali zdarzenia nie stwierdzono zagrożenia chemicznego dla okolicznych mieszkańców. Przeprowadzone pomiary nie wykazały obecności niebezpiecznych substancji w powietrzu.

Obecnie trwa dogaszanie pogorzeliska, które, jak zapowiadają strażacy, może potrwać jeszcze wiele godzin. Przyczyna wybuchu pożaru nie jest na razie znana. Po zakończeniu akcji biegły z zakresu pożarnictwa ma przeprowadzić oględziny i ustalić wstępne źródło ognia.

Źródło: Radio ESKA

Sonda
Byłeś kiedyś świadkiem pożaru?