Spis treści
Gigantyczny sum z jeziorka Balaton w Warszawie. Kontrowersje wokół połowu
Fotografie potężnej ryby wyciągniętej z wód warszawskiego Gocławia błyskawicznie zdobyły popularność w internecie. Zwierzę mierzące 173 centymetry wyłowiono z jeziorka Balaton. Niektórzy obserwatorzy z podziwem komentowali wędkarski wyczyn, ale uwagę większości internautów przykuł fakt trwającego wciąż okresu ochronnego dla tego gatunku.
Z udostępnionych w sieci materiałów jasno wynika, że wyłowienie okazałej ryby zgromadziło na brzegu niemałą publiczność. Wśród obserwatorów znalazły się również dzieci, a spacerowicze chętnie pozowali do pamiątkowych fotografii z potężnym okazem. Całe to niecodzienne zdarzenie budzi jednak w przestrzeni publicznej mnóstwo prawnych i etycznych kontrowersji.
Wędkarze wyłowili rybę w piątek 29 maja. Prawo polskie wyraźnie ustala ramy czasowe, w których gatunek suma jest bezwzględnie chroniony i ma to miejsce od 1 stycznia aż do 31 maja. Istnieje wprawdzie zapis prawny mówiący, iż „"jeżeli pierwszy albo ostatni dzień okresu ochronnego dla określonego gatunku (...)przypada w dzień ustawowo wolny od pracy, okres ochronny ulega skróceniu o ten dzień", jednak tutaj nie miał on znaczenia. Koniec opisywanego terminu wypadał w niedzielę, dlatego całkowita ochrona gatunkowa obowiązywała jeszcze do końca soboty 30 maja. Działanie uczestników zajścia miało zatem charakter nielegalny, a schwytane zwierzę powinno od razu odzyskać wolność i trafić z powrotem do wody.
Polscy wędkarze złowili suma giganta o długości 292 cm. To nowy rekord świata!:
Ogromny sum z Gocławia wywołał skrajne emocje wśród internautów
Mieszkańcy warszawskiego Gocławia w licznych wypowiedziach zaznaczają, że gigantyczna ryba była doskonale znanym bywalcem tego konkretnego zbiornika. Dla wielu osób żyjących na co dzień w sercu praskiego blokowiska zwierzę uchodziło za lokalną atrakcję i symbol zatopionego w betonie jeziorka Balaton. Miejscowi mocno zżyli się z tym konkretnym wodnym osobnikiem.
Kolejnym szokującym detalem jest nagranie wideo krążące obecnie w internecie. Materiał filmowy bardzo wyraźnie pokazuje moment wkładania rzucającej się ryby prosto do bagażnika samochodowego. Sytuacja ta wprost dowodzi, że schwytany okaz nadal żył podczas przewozu w pojeździe. Zwierzę było tym samym skazane na prawdziwe tortury bez jakiegokolwiek dostępu do wody.
„To barbarzyństwo!” – stwierdzają jednoznacznie rozgoryczeni komentatorzy w licznych wpisach publikowanych w mediach społecznościowych.
W sieci można jednak natknąć się również na całkowicie odmienne stanowiska i gratulacje dla Ukraińców (ponieważ według nieoficjalnych informacji to właśnie przedstawiciele tej nacji odpowiadają za głośny połów na Gocławiu). Zwolennicy stanowczo bronią wędkarzy i tłumaczą, że takie brutalne zasady od zawsze dyktują warunki w tym wymagającym fachu. W licznych wpisach przewija się także ważny argument dotyczący przetrwania innych gatunków w stosunkowo niedużym akwenie. Według tej narracji tak masywny osobnik funkcjonował jako podwodny szkodnik wyniszczający mniejsze zwierzęta, więc jego zniknięcie przyniesie korzyść reszcie lokalnej fauny.