Gwałt na młodej policjantce
Jako pierwsza zdarzenie z początku stycznia opisała TV Republika. Redakcja podała, iż gwałtu na młodej policjantce dopuścić miał się "pijany dowódca jednego z oddziałów prewencji policji". Zgodnie z relacją medium "dowódca z innym policjantem pili alkohol na kompanii, zawołali tę dziewczynę/policjantkę, dowódca miał wyprosić kompana od kieliszka, zamknął się i ją zgwałcił. Dziewczyna miała krzyczeć i wołać pomocy, inni policjanci z kompanii zaczęli walić w drzwi. W końcu dowódca otworzył. Dziewczyna z widocznymi otarciami zgłosiła sprawę dyżurnemu".
Artykuł ukazał się 7 stycznia i tego samego dnia swój komunikat wydała Polska Policja. Przekazano w nim, że działania funkcjonariuszy zostały podjęte natychmiast po zdarzeniu. "Pokrzywdzona o popełnieniu na jej szkodę przestępstwa z art. 197 kk powiadomiła dyżurnego OPP, co zainicjowało wdrożenie obowiązujących w Policji procedur. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomione zostało Biuro Spraw Wewnętrznych Policji, a także prokurator Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, pod którego nadzorem funkcjonariusze BSWP realizowali czynności w trybie art. 308 kpk" - czytamy. Mundurowi przekazali także, iż "po złożeniu przez pokrzywdzoną zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa, wskazany policjant został zatrzymany przez funkcjonariuszy BSWP i osadzony w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych do dyspozycji prokuratury".
W kolejnym komunikacie z 9 stycznia Polska Policja podkreśliła, że czynności "na terenie OPP w Warszawie zostały podjęte natychmiast po otrzymaniu przez dyżurnego OPP zgłoszenia, tj. o 5:30". Wcześniej przełożeni nie wiedzieli, że doszło do opisanej sytuacji ani że na terenie jednostki spożywany był alkohol. Dalej funkcjonariusze przekazali, że podejrzany "został przewieziony na teren OPP w Warszawie po godzinie 7:00, pozostawał do dyspozycji prokuratury aż do chwili jego formalnego zatrzymania, tj. o godz. 14:45, które nastąpiło po zakończeniu czynności procesowych realizowanych z pokrzywdzoną. Bezpośrednio po zdarzeniu, do którego doszło ok. godz. 3:30, udał się do miejsca swojego zamieszkania, co było możliwe, ponieważ poza uczestnikami nikt o zdarzeniu nie wiedział" - czytamy.
TV Republika przekazała, że podejrzany usłyszał zarzut zgwałcenia policjantki i zmuszenia jej do poddania się innej czynności seksualnej. Został aresztowany na trzy miesiące.
SE: Podejrzany trafił do aresztu w Grójcu
Jak w tekście z 13 stycznia przekazał stołeczny "Super Express", podejrzany o gwałt na policjantce mężczyzna trafił do aresztu śledczego w Grójcu według procedur przewidzianych dla każdej osoby tymczasowo aresztowanej. Redakcja opisała szerzej warunki, jakie czekają tam na osadzonych. W pierwszej kolejności "przyjęci" mogą trafić na nawet dwa tygodnie do celi przejściowej, gdzie przechodzą m.in. badania lekarskie. Są również informowani o potencjalnych zagrożeniach, swoich prawach i obowiązkach, porządku wewnętrznym w jednostce. Po pewnym czasie odbywa się kolejna rozmowa, po której ustalane jest miejsce, do którego następnie trafi osadzony.
"To właśnie na tym etapie decyduje się o izolowaniu byłych funkcjonariuszy od innych osadzonych. Przepisy mówią wprost o »konieczności oddzielenia tymczasowo aresztowanych, którzy są lub byli pracownikami administracji rządowej« czy służb związanych z bezpieczeństwem publicznym. Chodzi o zapobieganie agresji, zemście i próbom zastraszania" - czytamy.
Następnie tymczasowo aresztowany przenoszony jest do celi mieszkalnej, którą ustala się z uwzględnieniem m.in. aspektu bezpieczeństwa. Osadzeni nie mają tam dostępu do prywatnego telefonu ani telewizora. Mogą jednak, o ile nie narusza to porządku ani względów bezpieczeństwa, nosić własną odzież i obuwie. Mają prawo do codziennego godzinnego spaceru, zawiadomienia bliskich o miejscu pobytu oraz kontaktowania się z prawnikiem na osobności. Aby mogło dojść do widzenia z bliskimi, wymagana jest zgoda organu, do którego dyspozycji pozostaje tymczasowo aresztowany.
"Co do zasady przysługuje jedno w miesiącu. Odbywa się pod nadzorem funkcjonariusza Służby Więziennej i bez bezpośredniego kontaktu. Korespondencja przechodzi przez prokuraturę, z wyjątkiem listów do obrońcy i organów ścigania" - przekazał "Super Express". Redakcja poinformowała także, iż osadzony może odbywać rozmowy telefoniczne, "ale wyłącznie z samoinkasującego aparatu i tylko po wydaniu zgody przez organ prowadzący sprawę".