Spis treści
Handlarz końmi Sylwester S. planował emeryturę w Siedlcach
Sylwester S. uchodził za człowieka niezwykle uczciwego i przyzwoitego, który w biznesie szczególnie gardził kłamstwem oraz oszustwem. Choć miał już swoje lata, zawsze dbał o elegancki wygląd, nosząc zazwyczaj jasną kurtkę dżinsową i czarne bojówki, a w dłoni niezmiennie trzymał czarną skórzaną saszetkę, dodającą mu prezencji zamożnego przedsiębiorcy. Wywodził się z rodziny od pokoleń zajmującej się handlem końmi i kontynuując tę wieloletnią tradycję, zgromadził spory majątek inwestowany w nieruchomości. Mężczyzna zapowiadał rychłe przejście na emeryturę, ponieważ częste zakrapianie alkoholem końskich transakcji poważnie nadwyrężyło jego zdrowie. Zamierzał zamieszkać na stałe w Siedlcach, by resztę życia poświęcić opiece nad wnukami.
W listopadzie 1999 roku Sylwester S. wybrał się na targ w Siedlcach z jednym ze swoich ostatnich koni, co miało być jego finalną transakcją w dwudziestym stuleciu. Zanim wybiło południe, zainkasował 4 tys. zł za sprzedaż okazałego ogiera. Ponieważ brat miał po niego przyjechać dopiero po godzinie 13, mężczyzna postanowił zabić czas i z pełną gotówki saszetką zbliżył się do hałaśliwej grupy grającej w trzy karty na metalowej beczce.
Jeden z graczy zachęcił go do wytypowania wygrywającego asa kier, na co 63-latek wyłożył 100 zł i błyskawicznie zgarnął trzysta złotych. Zachęcony łatwym zyskiem oraz namowami naganiacza handlarz ponownie zaryzykował i po dwóch następnych rozdaniach trzymał już w dłoniach sześćset złotych.
„Powinien wycofać się i odejść z wygraną, ale przekonany o uczciwości prowadzących grę, wkręcał się coraz bardziej” - relacjonuje jego młodszy, 89-letni brat Stanisław S.
„Po chwili szczęście odwróciło się od niego. W kilka minut przegrał 3 tys. zł. Wierząc, że zaraz się odegra, postawił wszystko, całą zawartość saszetki. Miał w niej na pewno cztery tysiące za ogiera, ale mogła to być znacznie większa kwota” - uzupełnia krewny ofiary.
Oszustwo na targu i zabójstwo handlarza przy ul. Kolejowej w Siedlcach
Sylwester S. błyskawicznie stracił wszystkie pieniądze, a organizatorzy hazardu ulotnili się z targowiska. Zrozumiawszy, że padł ofiarą przestępców, handlarz dopadł jednego z nich i zagroził wezwaniem policji w razie braku zwrotu gotówki, na co młody napastnik zareagował uderzeniem go kastetem w twarz i ucieczką w tłum. Krwawiący 63-latek pojechał taksówką na pogotowie, by opatrzyć rozcięte usta, a następnie udał się pod kamienicę przy ulicy Kolejowej w Siedlcach, gdzie krótko wcześniej nabył lokal mieszkalny.
„Wszedł do bramy i zobaczył przed sobą mężczyznę, który uderzył go na targowisku. Młody facet zakazał mu donoszenia o oszustwie policji. Kiedy brat odmówił i zapowiedział, że to zrobi, wypalił mu z pistoletu w klatkę piersiową. Ranny dotarł jeszcze na klatkę schodową, gdzie znalazła go sąsiadka. Trafił do szpitala, gdzie po kilku godzinach zmarł” - opowiada pan Stanisław, pokazując dziennikarzowi „Super Expressu” zdjęcie zamordowanego brata.
Śledczy ujęli mordercę po upływie dwóch tygodni, a okazał się nim 32-letni mieszkaniec Wołomina, Mariusz A. Mężczyzna ten wspólnie ze wspólnikami, których tożsamości nigdy nie ujawnił organom ścigania, regularnie odwiedzał targowiska i bazary, by naciągać łatwowiernych ludzi na grę w trzy karty.
Za odebranie życia Sylwestrowi S. Sąd Okręgowy w Siedlcach wymierzył oskarżonemu karę 20 lat więzienia. Sprawca wciąż przebywa za kratami, gdyż w trakcie odbywania tego wyroku policjanci z innych jednostek udowodnili mu szereg kolejnych oszustw oraz brutalnych pobić.