Spis treści
Jaan Roose przeszedł między PKiN a Varso Tower. Niezwykły wyczyn w stolicy
Stolica Polski stała się areną bezprecedensowego widowiska. Jaan Roose, zaliczany do światowej czołówki slacklinerów, pokonał dystans łączący Pałac Kultury i Nauki z nowoczesnym kompleksem Varso Tower. Trasa zawieszona niespełna 180 metrów nad miejskimi arteriami liczyła w przybliżeniu pół kilometra długości.
Organizatorzy od samego początku zdawali sobie sprawę ze skali trudności, jednak warunki pogodowe zawiesiły poprzeczkę jeszcze wyżej. Porywisty wiatr nieustannie wprawiał w drgania linę o szerokości zaledwie dwóch centymetrów. Taka sytuacja zmuszała wyczynowca do pełnego skupienia i nieustannego korygowania postawy przy najdrobniejszym ruchu.
Trzydziestoczteroletni sportowiec z Estonii nie uległ presji pogody i punktualnie o 9.00 rozpoczął swoją podniebną przeprawę. Najbardziej wyczerpujący okazał się drugi etap przejścia, ponieważ pod wpływem ciężaru mężczyzny taśma obniżyła się o kilkadziesiąt metrów. W efekcie ostatni odcinek zbliżający go do upragnionego celu musiał pokonywać pod sporym kątem nachylenia.
Spektakularny marsz w chmurach przyciągnął uwagę tysięcy widzów, którzy obserwowali zmagania poprzez transmisje w sieci oraz bezpośrednio z warszawskich ulic. Zgromadzeni pod obydwoma wieżowcami obserwatorzy zgodnie przyznawali, że postać człowieka balansującego na olbrzymiej wysokości zapierała dech w piersiach.
Wcześniejsze sukcesy Jaana Roose'a. Slackliner ma na koncie spektakularne trasy
Dla wybitnego Estończyka tego typu ekstremalne spacery z pewnością stanowią chleb powszedni. W minionych latach sportowiec przechadzał się już po linach rozciągniętych między innymi nad wodami Bosforu oraz nad Cieśniną Mesyńską. Mimo ogromnego doświadczenia, warszawska przeprawa zyskała miano jednej z najbardziej zjawiskowych w jego dorobku, na co złożyły się trudne warunki, dystans i potężna wysokość.
Ryzyko związane z podniebnym spacerem było profesjonalnie zminimalizowane przez specjalistyczny sprzęt zabezpieczający. Slackliner przez cały czas trwania próby pozostawał przypięty do głównej liny przy użyciu atestowanej uprzęży i specjalnej lonży. Takie rozwiązanie w pełni gwarantowało, że ewentualne zachwianie równowagi nie skończyłoby się upadkiem na ziemię.
Finał tego niesamowitego przedsięwzięcia miał miejsce na tarasie Varso Tower, gdzie Estończyk z sukcesem zakończył swój miejski marsz. Zwieńczenie tego widowiskowego projektu dobitnie udowodniło, że ani potężne podmuchy, ani paraliżująca wysokość nie stanowią bariery nie do pokonania.
Właśnie w ten sposób pochodzący z Estonii wyczynowiec radził sobie na tej niezwykle trudnej i niebezpiecznej trasie: