- 27-letni szer. Łukasz P. zginął podczas katastrofy samolotu na Bemowie.
- Żołnierz przygotowywał się do zawodowej służby wojskowej i zdobywał kolejne kwalifikacje.
- Okoliczności katastrofy badają prokuratura i Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Samolot spadł podczas podejścia do lądowania
Do katastrofy doszło 25 czerwca na terenie placu manewrowego Automobilklubu Polskiego przy ul. Powstańców Śląskich w Warszawie. Lecący z Wrocławia do stolicy samolot Cirrus SR22 rozbił się podczas wykonywania manewru podejścia do lądowania. W wyniku katastrofy zginęły dwie osoby - pilot maszyny oraz znajdujący się na ziemi 27-letni szer. Łukasz P. Drugi uczestnik szkolenia odniósł obrażenia nóg i trafił do szpitala.
Śledczy wyjaśniają przyczyny tragedii
Postępowanie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Równolegle własne czynności wykonuje Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, która analizuje m.in. zapis urządzeń pokładowych oraz przebieg lotu. Jak informował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba, z relacji świadków wynika, że silnik samolotu pracował prawidłowo, a pilot nie zgłaszał problemów technicznych. W trakcie wykonywania manewru maszyna zahaczyła jednak o ziemię, po czym doszło do eksplozji.
Polecany artykuł:
Marzył o służbie zawodowej
Łukasz od stycznia pełnił dobrowolną zasadniczą służbę wojskową w 10. Pułku Samochodowym. W dniu katastrofy uczestniczył w szkoleniu z prowadzenia pojazdów uprzywilejowanych. Zdobyte uprawnienia miały zwiększyć jego szanse na pozostanie w wojsku jako żołnierz zawodowy.
- Łukasz był bardzo koleżeński i przykładny, nie da się o nim powiedzieć złego słowa. Odbywał szkolenie specjalistyczne i dążył do zostania żołnierzem zawodowym - mówi se.pl mjr Radosław Chomicz.
„Nie mieliśmy wątpliwości, że zostanie z nami na dłużej”
Dowódcy podkreślają, że śmierć 27-latka była ogromnym ciosem dla całej jednostki.
- Miał wszystkie cechy dobrego żołnierza: dyscyplinę, odporność psychiczną, był zawsze gotowy do niesienia pomocy i z dumą nosił mundur. W każdej chwili był gotowy służyć Polsce. Nie mieliśmy wątpliwości, że zostanie z nami na dłużej. To ogromna strata dla jego rodziny, kolegów, przełożonych i całego wojska. Miał przed sobą całe życie - podkreśla płk Marek Maćkowski, dowódca 10. Pułku Samochodowego.
Dowódca przyznaje również, że informacja o śmierci żołnierza początkowo wydawała się niewiarygodna.
- Trudno nam było uwierzyć w tak tragiczny, wręcz surrealistyczny zbieg zdarzeń. Tym bardziej że zginął młody, zaangażowany i rokujący na przyszłość żołnierz naszej jednostki. Niestety późniejsze badania potwierdziły nasze najgorsze przypuszczenia - mówi pułkownik.
Wojsko otoczyło rodzinę opieką
Po śmierci żołnierza uruchomiono procedury wsparcia dla jego najbliższych. Jak wyjaśnia dowódca jednostki, rodzinom zapewniana jest pomoc organizacyjna i psychologiczna, a na ich życzenie także wsparcie kapelana.
Ostatnie pożegnanie szer. Łukasza odbyło się 13 lipca w Nisku na Podkarpaciu. W uroczystościach uczestniczyli bliscy, przyjaciele oraz żołnierze 10. Pułku Samochodowego.
- Z Warszawy pojechały dwa autokary naszych żołnierzy, w tym kompania honorowa. To było bardzo trudne pożegnanie. Na pewno o Łukaszu nie zapomnimy. Nadal będziemy wspierać jego rodzinę i odwiedzać jego grób - zapewnia płk Marek Maćkowski.
Polecany artykuł:
Źródło: se.pl