Spis treści
- Urzędnicy ignorują problemy mieszkańców Marek
- Zmotoryzowani drżą o zawieszenie swoich pojazdów
- Błoto w czasie ulew, ogromny kurz w dni słoneczne
- Seniorzy i cykliści walczą z przeszkodami na drodze
- Deszcz oznacza kałuże, a słoneczne dni kurz
- Maszyny pomagają tylko na chwilę
- Odwodnienie ulicy, którego nie ma
- Społeczność apeluje o remont, miasto odwraca wzrok
Urzędnicy ignorują problemy mieszkańców Marek
Luźne kamienie, głębokie koleiny, ogromne kałuże i nierówności. To nie jest opis jakiejś prowincjonalnej ścieżki na krańcach kraju, lecz codzienny obrazek z ul. Skłodowskiej w podwarszawskich Markach. Zmotoryzowani drżą o zawieszenie swoich aut, a piesi uskuteczniają wymyślne manewry między wyrwami. W czasie opadów ulica tonie w błotnej brei. Z kolei w pogodne dni nad zabudowaniami unosi się gęsty kurz.
– Kiedy pada deszcz, jest po prostu paskudnie. Tworzą się głębokie kałuże. Tędy jeżdżą również duże samochody oraz ciężarówki obsługujące pobliskie firmy. Rozchlapują wodę i błoto, więc robi się prawdziwy armagedon. Brudne mamy nie tylko auta, ale i elewacje domów – żali się w wywiadzie dla „Super Expressu” Magdalena Zacharek, zaniepokojona mieszkanka pobliskich zabudowań.
Kłopoty mają tu nie tylko zmotoryzowani. Nawet zwykły spacer, zwłaszcza z małym dzieckiem w wózku, to tutaj prawdziwy tor przeszkód.
– Na co dzień korzystam z komunikacji miejskiej, ale żeby dojść do przystanku, muszę pokonywać te doły i dziury. Kiedy wychodzę z wózkiem, urządzam prawdziwy slalom. Nie da się tędy przejść i zachować czystych butów. To tragedia – stwierdza kolejna osoba mieszkająca w okolicy, Iryna Ilkiv.
Zmotoryzowani drżą o zawieszenie swoich pojazdów
Wzdłuż ulicy Skłodowskiej znajduje się kilkanaście budynków mieszkalnych oraz siedziby lokalnych przedsiębiorstw. Liczne wyrwy i nierówności obejmują tu właściwie całą szerokość pasa drogowego. Zmotoryzowani starają się omijać największe doły, jednak najczęściej nie ma na to miejsca. Zdecydowanie najgorzej jest w momentach, gdy na poboczu zaparkowane są inne pojazdy.
Niedawno fragmenty dziur doraźnie podsypano kruszywem. Jak zauważają mieszkańcy, w czasie opadów materiał ten jest bardzo szybko wymywany, a kratery po raz kolejny się powiększają.
– Jeśli na poboczu stoją inne auta, nie da się przejechać bez wpadnięcia w dziurę lub koleinę. Kiedy wjeżdżamy w ul. Skłodowską albo z niej wyjeżdżamy, ja i moja rodzina czujemy się jak na kolejce górskiej. Samochód też na tym cierpi – komentuje Bogusław Dąbrowski, mieszkaniec Marek.
Zmotoryzowani mają uzasadnione obawy, że fatalny stan jezdni z czasem skończy się u nich bardzo kosztownymi wizytami u mechaników i poważnymi awariami.
– Mieszkam tutaj od marca tego roku, a już kilkukrotnie podczas jazdy słyszałam niepokojące dźwięki dochodzące z zawieszenia. Boję się, że w końcu uszkodzę samochód. Czy miasto zapłaci mi za mechanika? – zastanawia się pani Magdalena.
Błoto w czasie ulew, ogromny kurz w dni słoneczne
Wprawdzie woda i kałuże najbardziej rzucają się w oczy, jednak mieszkańcy w konwersacji z „Super Expressem” zaznaczają, że okres letni wcale nie jest łaskawszy. Wtedy piaszczysta droga zaczyna potężnie kurzyć.
– Deszcz to jeszcze pół biedy. Kiedy jest sucho, pył z drogi unosi się niemiłosiernie. Wszystko osiada na posesjach i samochodach. Oddychamy tym za każdym razem, kiedy coś przejeżdża. Tego lata miałem całą elewację w kurzu i piachu. Od parteru, po dach – opisuje pan Paweł.
Podobnego zdania jest pan Bartłomiej, który zamieszkał na ul. Skłodowskiej jesienią ubiegłego roku. W porze zimowej doły nieco zamaskował lód i śnieg. Kiedy jednak przyszła wiosna, koszmar zaczął się na nowo i był o wiele bardziej irytujący.
– Już wtedy było widać, że droga jest w złym stanie. Zimą było trochę lepiej, bo śnieg i lód częściowo wyrównały nawierzchnię. Wiosną i latem zaczął się dramat, a jesienne deszcze jeszcze wszystko pogorszyły. Regularne mycie parapetów czy ogrodzenia to tutaj norma – relacjonuje pan Bartłomiej.
Z wypowiedzi okolicznych osób można wywnioskować, że na ulicy czasem pracował ciężki sprzęt do poziomowania podłoża. Takie urządzenie zdziera ziemię, likwidując górki i rozkładając materiał po całej jezdni. Kolejnym krokiem jest ubijanie przez walce. Taka „poprawiona” nawierzchnia wytrzymuje jednak zaledwie do pierwszych mocniejszych opadów atmosferycznych.
– Odkąd tutaj mieszkamy, równiarka przyjechała chyba dwa razy. To daje tylko chwilowy efekt. Wystarczy trochę deszczu i po dwóch tygodniach znowu są dziury oraz kałuże – stwierdza Bartłomiej. Zgadzają się z tym inni sąsiedzi.
- Warto dodać, że nie ma tutaj żadnego odpływu, a podwórka są położone nieco wyżej, od poziomu drogi. Podczas ulew cała woda spływa na tę ziemię i tworzy obrzydliwe błoto - dodaje.
Seniorzy i cykliści walczą z przeszkodami na drodze
Obecny stan nawierzchni to także wielki kłopot dla osób na rowerach oraz osób w podeszłym wieku. Ryzyko kontuzji rośnie zwłaszcza po deszczu. Wówczas koleiny wypełniają się wodą i nie wiadomo, jak są głębokie. Z tego powodu niektórzy rezygnują z jazdy i idą z rowerem obok siebie.
Deszcz oznacza kałuże, a słoneczne dni kurz
Mimo iż wszechobecne błoto rzuca się w oczy najbardziej, rozmówcy „Super Expressu” skarżą się, że również pogodne miesiące nie dają im wytchnienia. W okresach bezdeszczowych piasek z drogi z każdym podmuchem ucieka w powietrze i osiada na domach.
– Deszcz to jeszcze pół biedy. Kiedy jest sucho, pył z drogi unosi się niemiłosiernie. Wszystko osiada na posesjach i samochodach. Oddychamy tym za każdym razem, gdy coś przejeżdża. Tego lata miałem całą elewację w kurzu i piachu, od parteru aż po dach – wskazuje pan Paweł, kolejny mieszkaniec z ul. Skłodowskiej.
To samo zauważył także wspomniany wcześniej pan Bartłomiej, mieszkający na tej ulicy od października poprzedniego roku. W zimie dołki były wypełnione lodem i zamarzniętym śniegiem. Wiosną znów droga stała się dla mieszkańców utrapieniem.
– Już wtedy było widać, że droga jest w złym stanie. Zimą było trochę lepiej, bo śnieg i lód częściowo wyrównały nawierzchnię. Wiosną i latem zaczął się dramat, a jesienne deszcze jeszcze wszystko pogorszyły. Regularne mycie parapetów i ogrodzenia to tutaj norma – opisuje sprawę.
Maszyny pomagają tylko na chwilę
Lokalni mieszkańcy zaznaczają, że co jakiś czas widzą przy ul. Skłodowskiej pojazdy wyrównujące szutrową nawierzchnię. Rozgarniają one nawierzchnię i starają się zniwelować zagłębienia, a następnie wszystko jest utwardzane. Niestety, rezultat tych działań widać jedynie do pierwszego ulewnego deszczu.
– Odkąd tutaj mieszkamy, równiarka przyjechała chyba dwa razy. To daje tylko chwilowy efekt. Wystarczy trochę deszczu i po dwóch tygodniach znowu pojawiają się dziury oraz kałuże – tłumaczy nam pan Bartłomiej. Podobnie wypowiadają się też inni lokatorzy.
Odwodnienie ulicy, którego nie ma
– Warto dodać, że nie ma tutaj żadnego odpływu, a podwórka są położone nieco wyżej niż droga. Podczas ulew cała woda spływa na nieutwardzoną nawierzchnię i zamienia ją w błoto – mówi jeden z mieszkańców.
Ludzie są zmęczeni pyłem, dziurami i wodą z kałuż. Apelują, by ulica wreszcie doczekała się solidnego asfaltu i zaprzestano bezsensownego sypania cienkich warstw żwiru, które nic nie dają.
Społeczność apeluje o remont, miasto odwraca wzrok
Mieszkający wzdłuż tej drogi przypominają, że wielokrotnie wnioskowali do magistratu o położenie porządnej, asfaltowej drogi. Jednak dotychczas obietnice nie zamieniły się w czyny. Według słów mieszkańców, gmina tłumaczy to po prostu brakiem środków w lokalnym budżecie.
Co więcej, urzędnicy podobno argumentują, że ruch w tym rejonie jest zbyt mały, by inwestycja miała rację bytu z ekonomicznego punktu widzenia. Według tych wyliczeń na tym terenie zamieszkuje zbyt mała ilość osób, żeby remont był uzasadniony.
– Usłyszeliśmy, że mieszka tutaj zbyt mało osób, aby opłacało się układać asfalt. Tylko że utwardzono inne, mniej uczęszczane ulice. Tutaj też mieszkają ludzie, którzy każdego dnia muszą dojechać do swoich domów – mówi wściekły Bartłomiej Dębowski.
Jego zdaniem jedyną rzeczą, która mogłaby faktycznie pomóc, jest wylanie tu prawdziwego asfaltu wraz z zamontowaniem instalacji odprowadzającej wodę po deszczu.
– Tutaj trzeba po prostu położyć asfalt. Nie widzę innego trwałego rozwiązania. Można ponownie wysypać żwir i przez jakiś czas będzie lepiej, ale po kolejnych opadach problem wróci – wskazuje Bartłomiej Dębowski.
Lokatorom skończyła się cierpliwość i nie chcą widzieć więcej równiarek i prowizorki. Żądają jasnej deklaracji od władz co do daty rozpoczęcia kompleksowych prac modernizacyjnych na ulicy Skłodowskiej.
Redakcja „Super Expressu” miała okazję zapoznać się ze specjalnym e-mailem, jakiego otrzymał w lipcu jeden z mieszkańców od wiceburmistrza Marków Dariusza Pietruchy. Wynika z niego jasno, że na ten moment ul. M. Skłodowskiej - Curie nie figuruje na liście ulic przeznaczonych do remontu nawierzchni w trwającym roku. Dodano, że póki co, będzie tam jedynie prowadzona konserwacja poprzez użycie równiarek przynajmniej dwa razy w ciągu 12 miesięcy.
Co warte podkreślenia, nazwa ul. Skłodowskiej ani razu nie pojawiła się w urzędowych zestawieniach wykonanych już prac drogowych w Markach.
Wszystko wskazuje na to, że pokrzywdzonym lokatorom zostaje na razie czekać na łaskę w postaci przydzielenia im specjalnych funduszy od decydentów finansowych z gminy Marki.