Koszmar mieszkańców Skórca. Przez smród padliny z lokalnej zbiornicy nie mogą normalnie żyć

2026-06-17 10:11

Fetor z zakładu utylizującego zwierzęce odpady w Skórcu na Mazowszu zamienił życie okolicznych mieszkańców w prawdziwy koszmar. Duszący zapach sprawia, że ludzie unikają wychodzenia z domów, a rodzice w obawie o zdrowie nie pozwalają dzieciom bawić się na świeżym powietrzu. Pojawiają się głosy o ryzyku wybuchu epidemii. Podczas burzliwego zebrania szef firmy zobowiązał się do instalacji systemów oczyszczających powietrze.

Skórzec. Smród padliny nie daje żyć mieszkańcom

Około pół tysiąca osób zjawiło się w sali gimnastycznej szkoły podstawowej w Skórcu, by wziąć udział w zebraniu z władzami gminy oraz kierownictwem miejscowego zakładu utylizacji odpadów roślinnych i zwierzęcych. Placówka zlokalizowana jest w pobliskim lesie, zaledwie kilometr od zabudowań, w których żyje około 1200 osób. Społeczność alarmuje, że unoszący się stamtąd odór dezorganizuje ich codzienność.

Wysokie temperatury sprawiają, że wietrzenie mieszkań staje się niemożliwe, a nawet krótki pobyt na podwórku kończy się złym samopoczuciem i mdłościami. Szczególnie cierpią uczniowie, którzy z powodu fetoru muszą spędzać lekcje wychowania fizycznego wyłącznie w zamkniętych salach. Lokalna mieszkanka, Anna Wereda, podkreśla, że posyłanie dzieci na plac zabaw kończy się u nich bólami głowy.

Swoje oburzenie wyraża także Ryszard Kokoszka, 74-letni mieszkaniec gminy. Według niego odrażający zapach jest wszechobecny i nieustanny, a samorządowcy powinni natychmiast zareagować. Zwraca uwagę na wyczerpanie społeczności i realne obawy o zdrowie publiczne, sugerując nawet ryzyko pojawienia się chorób zakaźnych.

Prezes Zbiornicy obiecuje zmiany

Przedstawiciele załogi zakładu utylizacyjnego stają w obronie swojego miejsca pracy. Kierowca Wiesław Olszewski zaznacza, że firma zatrudnia około stu osób i jest źródłem utrzymania dla wielu rodzin z okolicy. Sam pracuje tam z żoną, argumentując, że zapewnione dochody pozwalają im na godne życie i dla niego ten zarobek nie ma zapachu.

Jerzy Długosz, pełniący funkcję wójta, twierdzi, że nie ma narzędzi prawnych do interwencji, ponieważ działalność tego typu przedsiębiorstw nadzorują specjalistyczne instytucje państwowe. Natomiast Marcin Cabaj, stojący na czele zarządu spółki, deklaruje chęć rozwiązania kłopotliwej sytuacji. Zaznacza, że firma z 35-letnim stażem działa zgodnie z surowymi normami weterynaryjnymi i środowiskowymi. Zadeklarował jednak, że w odpowiedzi na skargi zamontowane zostaną nowoczesne systemy filtracyjne, które zredukują emisję nieprzyjemnych zapachów.

Sonda
Popierasz protest mieszkańców?
Pokój Zbrodni - Zabójstwo Anny z Raszyna