Spis treści
Do koszmarnej katastrofy doszło w minioną środę (9 września) na przejeździe kolejowym zlokalizowanym w miejscowości Sokolniki Suche. Pędzący pociąg PKP Intercity zderzył się z samochodem ciężarowym, a potężna siła uderzenia wywołała absolutny chaos wewnątrz składu. Zszokowani pasażerowie usiłowali w pośpiechu opuścić zdewastowane wagony, jednocześnie sprawdzając, czy ich współtowarzysze nie potrzebują pilnej interwencji medycznej.
Pasażerowie PKP Intercity zobaczyli ogień w rowie po zderzeniu
Feralnym kursem podróżowała pani Beata, która dysponuje doświadczeniem zawodowym jako opiekun medyczny. Kobieta błyskawicznie przystąpiła do ratowania poszkodowanych. „Siedziałam w ostatnim wagonie, piłam kawę i nagle usłyszałam huk. I za chwileczkę zobaczyłam ogień w rowie” – relacjonuje.
Gdy maszyna ostatecznie stanęła, podróżna poczuła niepokojące przechylenie konstrukcji na prawą stronę. „Torba mi spadła na głowę, a ja uciekłam na lewą stronę” – opowiada uczestniczka zdarzenia.
Krótko potem natrafiła na poszkodowaną, która dusiła się i nie była w stanie złapać tchu. Bazując na swoich kwalifikacjach, podjęła próbę ratunku. „Zrobiłam tam pewne takie poczynania, żeby jej ulżyć” – mówi.
Dopiero po wydostaniu się z wnętrza pociągu uświadomiła sobie skalę zniszczeń. „Wszystko rozprute, nie było szyb, nie było krzeseł” – wspomina zszokowana kobieta.
Dramat siostry zakonnej na przejeździe. Wszędzie było mnóstwo krwi
Jeden ze wstrząsających obrazów z miejsca wypadku szczególnie wrył się w pamięć pani Beaty. Pomocy medycznej dramatycznie potrzebowała siostra zakonna, która doznała bardzo rozległych i poważnych obrażeń nogi.
„Był tam ktoś udzielający pomocy medycznej. Zrobił z paska taką tamponadę siostrze zakonnej, która bardzo krwawiła” – relacjonuje pasażerka.
Ciężko ranna pacjentka cały czas zachowywała świadomość. Przypadkowi świadkowie gorączkowo próbowali opanować masywny krwotok, czekając na przyjazd wyspecjalizowanych ratowników.
„Pomagaliśmy jej, zakładaliśmy stazę na nogę. Wkłada się kołek i przekręca, żeby zatamować krwawienie. Później, kiedy przyjechało pogotowie, założyli już typowe, medyczne zabezpieczenie” – mówi pani Beata.
Ten potworny widok głęboko zapadł w pamięć również innemu świadkowi, panu Radosławowi.
„Biegaliśmy, szukaliśmy osób. Zakonnica bez nogi odmawiała różaniec, krew była wszędzie” – mówi mężczyzna w rozmowie opublikowanej na łamach dziennika „Super Express”.
Trudna akcja reanimacyjna rannych z katastrofy kolejowej
Pani Beata zaangażowała się również w akcję ratowania życia kolejnej poszkodowanej, która wymagała natychmiastowego przywrócenia krążenia.
„Podeszłam do tej pani. Ona leżała. Była już w pozycji bocznej bezpiecznej. Tylko obróciliśmy ją na plecy, rzuciłam hasło, żeby sprawdzili, czy ma udrożnione drogi oddechowe, i zaczęłam reanimację” – opowiada ratująca.
Na chwilę w uciskaniu klatki piersiowej wyręczył ją inny pasażer, jednak wkrótce kobieta powróciła do wyczerpujących działań.
„Później znów reanimowałam ją i jeszcze jakiś pan i później znowu ja i przyjechało pogotowie” – relacjonuje przebieg zdarzeń.
Jak dodaje pasażerka, w międzyczasie dbała też o pozostałych rannych. „Robiłam takie opatrunki drobne tym ludziom, którzy tam zakrwawieni byli” – mówi.
Śledczy ustalą przyczyny tragedii w Sokolnikach Suchych
Precyzyjnym odtworzeniem przebiegu całego wypadku zajmują się obecnie służby śledcze. Najważniejszym zadaniem dla badających sprawę funkcjonariuszy jest wyjaśnienie, dlaczego kierujący ciężarówką wjechał prosto pod jadący pociąg. Istotnym elementem postępowania będą z pewnością nagrania z kamer monitoringu oraz wszystkie ślady dowodowe pieczołowicie zabezpieczone w miejscu zdarzenia.