Krwawa awantura na warszawskim Bródnie. Pasażerki wezwały znajomego, kierowca dostał butelką

2026-06-21 15:11

Ślady krwi na karoserii samochodu, potłuczone szkło rozrzucone na chodniku i policyjne radiowozy pod blokiem przy ul. Wysockiego na warszawskim Bródnie. Tak zakończył się kurs przewozu osób dla 44-letniego kierowcy z Ukrainy, który został ranny podczas gwałtownej awantury.

  • 44-letni kierowca aplikacji przewozowej został ranny po zakończeniu kursu
  • Do zdarzenia doszło przy ul. Wysockiego na warszawskim Bródnie
  • Policja zatrzymała 36-letniego mężczyznę podejrzewanego o udział w ataku

Awantura po przywiezieniu pasażerek

Kierowca Toyoty zakończył kurs pod jednym z bloków na Bródnie. Jak wynika z relacji świadków, przewożone przez niego kobiety mogły znajdować się pod wpływem alkoholu. Po dotarciu na miejsce między pasażerkami a kierowcą doszło do nieporozumienia - podał Miejski Reporter. Zwykła wymiana zdań szybko zamieniła się w głośną kłótnię. Na razie nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną konfliktu.

W ruch poszła butelka

Odgłosy awantury usłyszał 36-letni znajomy kobiet, który przebywał w jednym z pobliskich mieszkań. Mężczyzna wyszedł przed budynek i, według nieoficjalnych informacji, również wdał się w sprzeczkę z kierowcą. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Doszło do szarpaniny i rękoczynów. Według świadków użyta została butelka po piwie. Jej rozbite fragmenty widać na zdjęciach z miejsca zdarzenia.

Ktoś powiadomił służby. Po przyjeździe policjantów na chodniku i samochodzie znajdowały się ślady krwi świadczące o gwałtownym przebiegu zajścia. Ranny kierowca potrzebował pomocy medycznej.

36-latek zatrzymany

Policjanci zatrzymali 36-letniego mężczyznę podejrzewanego o udział w pobiciu. Badanie wykazało, że był trzeźwy. Trafił do policyjnej celi, gdzie oczekuje na dalsze czynności procesowe. Śledczy ustalają obecnie szczegółowy przebieg zdarzeń, sprawdzają relacje uczestników oraz świadków i próbują wyjaśnić, dlaczego zwykły kurs zakończył się brutalnym atakiem.

- Do tej pory nie przeprowadzono czynności z zatrzymanym - przekazał w niedzielę portalowi se.pl podkom. Rafał Markiewicz z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji. Po przesłuchaniu podejrzanego i świadków zapadną dalsze decyzje procesowe.

Policjant uratował z pożaru 17 osób, został ciężko ranny