Dramat na zacisznej ulicy Ochoty w czasie powstania
Dzieje Powstania Warszawskiego są pełne makabrycznych epizodów, które do dziś szokują swoim okrucieństwem. Szczególnie mroczną kartą jest zbrodnicza eksterminacja mieszkańców Woli oraz Ochoty, przeprowadzona przez wojska niemieckie. Okazuje się, że po kilkudziesięciu latach na światło dzienne wciąż wychodzą mało znane świadectwa opisujące potworne sceny, jakie rozegrały się w tych częściach stolicy.
Jedną z takich przerażających, a zarazem rzadko przytaczanych relacji można odnaleźć w trzytomowych wspomnieniach współtwórcy Kabaretu Starszych Panów, Jeremiego Przybory. Satyryk przywołuje w nich relację swojej żony, Alicji Wirth-Przybory. W czasie Powstania Warszawskiego była ona niespełna 18-letnią dziewczyną przebywającą na terenie Ochoty.
Kobieta zrelacjonowała wydarzenia, które miały miejsce tuż obok jej dawnego miejsca zamieszkania – na zazwyczaj spokojnej i ustronnej ulicy Glogera, zlokalizowanej niedaleko Placu Narutowicza.
Makabryczne sceny podczas pacyfikacji
Zgodnie z relacją przekazaną przez żonę Jeremiego Przybory, żołnierze RONA (Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej, składającej się z bezwzględnych rosyjskich kolaborantów na usługach hitlerowców) rozbili obóz właśnie na ulicy Glogera. Umiejscowili się tuż przed budynkiem, w którym wcześniej mieszkała Alicja wraz z bliskimi. Opis dantejskich scen, które się tam rozegrały, pokrywa się z innymi wstrząsającymi świadectwami z eksterminacji Ochoty.
"Powyciągali z okolicznych mieszkań łóżka i gwałcili na nich dziewczyny i kobiety. Potem zabijali je, a trupy gromadzili w zakolu, które tworzyła cofnięta fasada domu, przywalali je drewnianymi sprzętami i podpalali. Taki to nieustający fajerwerk płonących mebli i ciał przyświecał tej orgiastycznej rzezi"
Zwróciliśmy się do Muzeum Powstania Warszawskiego, prosząc o ocenę historyczną i weryfikację tych drastycznych doniesień.
"- Bazując na dostępnych nam źródłach nie znaleźliśmy informacji, które potwierdzałyby zbrodnię dokonaną akurat na ul. Glogera. Wykluczyć jednak jej całkowicie też nie można. Ze źródeł i publikacji dotyczących rzezi Ochoty wyłania się obraz, że watahy wrogów rozbiegły się po terenie dzielnicy dokonując wielu aktów terroru. W takim wypadku niewykluczone, że jeden z oddziałów mógł zatrzymać się na ul. Glogera i tam dokonać zbrodni "
Na podstawie materiałów zgromadzonych przez Muzeum Powstania Warszawskiego ukazuje się bezmiar okrucieństwa tamtego okresu. Piątego sierpnia 1944 roku okupanci dokonali masakry w Instytucie Radowym. Niemcy wracali tam później jeszcze kilka razy, by dobijać ocalałych, którzy próbowali się chować w zakamarkach gmachu. Dzień później hordy RONA wpadły w rejon kamienic u zbiegu ulic Korzeniowskiego, Mochnackiego, Hoffmanowej i Wawelskiej, w miejscu znanym jako Kolonia Małych Domków. Ponadto w pobliskim akademiku na Placu Narutowicza stacjonowały oddziały Schutzpolizei, odpowiedzialne za śmierć wielu Warszawiaków.
"- Wszystkie te pozycje są bardzo blisko ul. Glogera. Być może więc któryś z wrogich oddziałów znajdujący się w jednym z tych budynków zapuścił się w tę ulicę i dokonał tam zbrodni? To jednak tylko przypuszczenie"
Jednocześnie historyk z MPW zwraca uwagę na olbrzymią wagę takich jednostkowych wspomnień, które przy analizowaniu masakry na Ochocie mogą stanowić bezcenne źródło wiedzy.
"- Często bowiem zdarza się tak, że wielu bezpośrednich świadków mogących powiedzieć o egzekucjach, zginęło. W takim wypadku jedynymi relacjami ze zbrodni są często pojedyncze, unikalne protokoły zeznań oraz wspomnienia osób, które miały szczęście przeżyć ludobójstwo na Ochocie "
Podczas brutalnej pacyfikacji Ochoty w sierpniu 1944 roku przez siły niemieckie i jednostki kolaboracyjne zamordowano blisko 10 tysięcy osób.