Makabryczna zbrodnia w Raciążu. 29-letni Aleksander G. zaszlachtował dziadków. Jego ojciec też był mordercą

2026-07-02 9:14

Aleksander G. z zimną krwią pozbawił życia swoich dziadków, używając do tego siekiery i ostrego narzędzia przypominającego maczetę. 29-latek zaatakował bez jasnego motywu, a zadane z potężną siłą ciosy uniemożliwiły jakikolwiek ratunek dla starszych ludzi. Funkcjonariusze prowadzący śledztwo otwarcie przyznają, że zbrodnię cechowało skrajne okrucieństwo. Cała sprawa ma jeszcze jedno, mroczne tło rodzinne, ponieważ przed laty ojciec sprawcy zamordował jego matkę. Obecnie śledczy sprawdzają, jak ta dawna tragedia wpłynęła na psychikę młodego napastnika.

Miejscem tragicznego finału życia dwojga seniorów stał się Raciąż, czyli nieduże miasteczko zlokalizowane w powiecie płońskim w północno-zachodnim rejonie Mazowsza. Ta licząca cztery i pół tysiąca obywateli miejscowość oddalona jest o osiemdziesiąt kilometrów od stolicy oraz o dwadzieścia od Płońska. Obecnie to ciche dotąd miasto znajduje się na ustach całego kraju z powodu niewyobrażalnie krwawych wydarzeń. Płońska komenda policji wydała 19 lutego 2026 roku komunikat o mrożącym krew w żyłach zgłoszeniu, które wpłynęło na numer 112 dzień wcześniej około godziny dwudziestej trzeciej. Dyżurny natychmiast skierował pod wskazany adres patrole, a niedługo później dołączył do nich prokurator. Śledczy błyskawicznie przystąpili do zabezpieczania miejsca zbrodni i prób odtworzenia dramatycznych zdarzeń z tamtej nocy.

Morderstwo w Raciążu. Aleksander G. zabił małżeństwo seniorów ze szczególnym okrucieństwem

Przedstawicielka komendy w Płońsku, nadkomisarz Kinga Drężek-Zmysłowska, przekazała w wywiadzie dla Radia Eska przerażające kulisy zgłoszenia. Oficer prasowa poinformowała, że dyspozytora zaalarmował sam oprawca. Dwudziestodziewięciolatek chwycił za słuchawkę, otwarcie przyznał się do podwójnego zabójstwa i zażądał pojawienia się na miejscu odpowiednich służb.

„Mundurowi natychmiast zostali skierowani pod wskazany adres w Raciążu. Na miejscu przed domem jednorodzinnym zastali 29-letniego zgłaszającego. Mężczyzna ten był trzeźwy” – przekazała nadkomisarz Kinga Drężek-Zmysłowska.

Po wejściu do jednorodzinnego budynku policjanci odkryli zmasakrowane zwłoki 72-letniej kobiety oraz 86-letniego mężczyzny. Zmasakrowane ciała nosiły ślady potężnych ciosów, które jednoznacznie dowodziły niezwykle bestialskiego charakteru mordu. Szybko wyszło na jaw, że ofiary łączyły z aresztowanym mężczyzną bliskie więzy krwi. Przedstawicielka policji sprecyzowała, że zamordowani byli jego dziadkami.

Reporter „Super Expressu” Tomasz Nowociński dotarł do informacji, z których wynika, że zamordowani Andrzej i Danuta G. cieszyli się ogromnym poważaniem wśród lokalnej społeczności. Mieszkańcy traktowali to małżeństwo z nieskrywaną sympatią, dlatego wieść o ich okrutnej śmierci wywołała powszechne niedowierzanie. „Nie mogę uwierzyć, że coś takiego tu się wydarzyło” – wyznała wstrząśnięta tragedią sąsiadka.

Podejrzany o zbrodnię dwudziestodziewięciolatek natychmiast wylądował w policyjnej celi, a śledczy zaplanowali jego pilne przesłuchanie w prokuraturze. Początkowo organy ścigania nie podawały żadnych informacji o motywach tego bestialskiego ataku ani o tym, dlaczego chłopak z niewzruszonym spokojem poinformował dyżurnego o swoim czynie. „Super Express” dotarł jednak do nieoficjalnych wieści sugerujących, że kluczowa dla tej sprawy może być mroczna historia jego rodziny, gdyż ojciec zatrzymanego odsiaduje właśnie wyrok za brutalne odebranie życia matce Aleksandra. Dziennikarze przypomnieli, że Marek G. cztery lata wcześniej zabił pracującą jako pielęgniarka panią Agnieszkę uderzeniami siekiery, a następnie podpalił jej zwłoki w przydrożnym rowie nieopodal Raciąża. Sąd wymierzył mu za to dwadzieścia pięć lat więzienia. Trudno wykluczyć, że utrata matki w tak wstrząsających okolicznościach trwale uszkodziła psychikę młodego człowieka. Prokuratura zamierza bardzo wnikliwie zbadać ten rodzinny wątek.

Masakra w Raciążu. Aleksander G. użył siekiery i noża do poćwiartowania dziadka

Policyjne oględziny miejsca tragedii wskazują, że dwudziestodziewięciolatek najpewniej posłużył się siekierą oraz niezwykle długim ostrzem przypominającym maczetę. Funkcjonariusze zabezpieczyli te zakrwawione narzędzia zbrodni bezpośrednio w domu seniorów. Sprawca zmasakrował zwłoki obojga dziadków, a ciało starszego mężczyzny zostało przez niego dodatkowo brutalnie poćwiartowane. Zabezpieczone dowody świadczą o gigantycznej agresji i skrajnym okrucieństwie, jakiego dopuścił się napastnik. Taki charakter zadanych obrażeń bez wątpienia znajdzie swoje odzwierciedlenie w przyszłym akcie oskarżenia oraz zaważy na przebiegu sądowego procesu.

Rozmowy reportera Tomasza Nowocińskiego z miejscowymi ujawniły niezwykle ciepły obraz ofiar. Zamordowany 86-latek całymi latami zajmował się naprawą domowych urządzeń i chętnie wspierał każdego w potrzebie. Kiedy w okolicy psuła się lodówka czy pralka, mężczyzna zabierał swoją skrzynkę z narzędziami i dokonywał cudów. Okoliczni mieszkańcy zapamiętali go jako niezwykle pracowitego rzemieślnika i oazę spokoju. Z kolei jego żona aktywnie uczestniczyła w życiu lokalnego koła gospodyń wiejskich oraz koła różańcowego, a jej głos można było usłyszeć podczas występów chóru w miejscowym ośrodku kultury. Znajomi z sąsiedztwa wspominają ją jako kobietę pełną serdeczności i zawsze gotową do udzielenia życiowego wsparcia.

Informacje zebrane przez redakcję „Super Expressu” wskazują, że sprawca mieszkał pod jednym dachem z ofiarami. Relacje rodzinne z zewnątrz wyglądały na całkowicie poprawne i absolutnie nic nie zapowiadało nadciągającego dramatu. Ludzie mieszkający w pobliżu często obserwowali, jak dwudziestodziewięciolatek z uśmiechem na ustach prowadził babcię pod ramię na niedzielne nabożeństwa. Musiało jednak dojść do jakiegoś załamania. Zrozpaczona mieszkanka Raciąża, pani Alicja, głośno pytała: „Jak można tak potraktować bliskich?”.

Po zmasakrowaniu swoich bliskich, a tuż przed poinformowaniem służb, młody morderca postanowił zadbać o własny komfort. Mężczyzna zdążył wejść pod prysznic, zmyć z ciała ślady krwi ofiar i zmienić ubranie, po czym z pełnym opanowaniem czekał na przyjazd policyjnych radiowozów. Śledczy wciąż ustalają, czy atak był wynikiem nagłego afektu, silnego wzburzenia emocjonalnego, czy też ataku ciężkiej psychozy. Dziennikarze nieoficjalnie ustalili, że napastnik zmagał się z problemami psychicznymi i zażywał mocne leki przeciwdepresyjne. Jego stan zdrowia mógł być bezpośrednim wynikiem brutalnego morderstwa matki sprzed lat. Mieszkańcy potwierdzają, że chłopak sprawiał wrażenie introwertyka mocno naznaczonego tą dawną, rodzinną tragedią. Pełen obraz jego kondycji umysłowej nakreślą teraz powołani przez prokuraturę eksperci.

Zarzuty dla Aleksandra G. Prokuratura w Płońsku zbada poczytalność 29-latka

Dwa dni po tragedii organy ścigania wydały oficjalny komunikat o postawieniu dwudziestodziewięciolatkowi dwóch zarzutów morderstwa kwalifikowanego. Zatrzymany złożył obszerne wyjaśnienia i przyznał się do zarzucanych mu czynów. Śledczy przesłuchiwali go przez bitych pięć godzin, co było niezwykle wyczerpującym procesem dla obu stron. Zgromadzony materiał dowodowy w pełni pokrywa się z relacją mordercy, co nadaje jego zeznaniom ogromną wiarygodność przed ewentualnym procesem. Szokujący był jednak sposób, w jaki chłopak opisywał krwawą masakrę. Sprawca wypowiadał się całkowicie beznamiętnie, nie okazując nawet cienia skruchy, jakby po prostu czytał przygotowany wcześniej tekst. Charakteryzował go absolutny chłód emocjonalny. Płońskie służby cały czas rekonstruują najdrobniejsze detale zdarzeń z feralnej nocy w raciąskim domu.

Seniorzy wykrwawili się na śmierć po serii cięć zadanych ciężkimi ostrzami, w tym siekierą, tasakiem lub długą maczetą. Technicy kryminalistyczni zabezpieczyli mnóstwo śladów w części mieszkalnej oraz w piwnicy budynku. W najbliższym czasie śledczy powołają biegłych psychiatrów, których zadaniem będzie rzetelna ocena kondycji psychicznej zatrzymanego mężczyzny. Ze względu na informacje o wcześniejszej farmakoterapii, specjaliści muszą dokładnie przeanalizować całą historię jego choroby. Lekarze sprawdzą podawane medykamenty, częstotliwość wizyt oraz powody, dla których dotychczasowa pomoc medyczna nie zapobiegła rozlewowi krwi. Prawdopodobnie zakończy się to skierowaniem podejrzanego na zamkniętą obserwację psychiatryczną, która ostatecznie rozstrzygnie, czy działał on w stanie poczytalności, czy też wymaga umieszczenia w zakładzie leczniczym.

Jeśli badania wykażą całkowitą niepoczytalność sprawcy, uniknie on celi i trafi bezpośrednio pod klucz specjalistycznego szpitala psychiatrycznego. W sytuacji, gdy specjaliści uznają jednak, że mężczyzna w pełni kontrolował swoje zachowanie podczas ataku, prokurator skieruje do sądu akt oskarżenia. Taki rozwój wydarzeń jest nieco mniej prawdopodobny, ale wciąż możliwy, a ewentualny proces może zakończyć się wyrokiem dożywotniego pozbawienia wolności. Rozstrzygnięcie tej zawiłej kwestii z pewnością zajmie wymiarowi sprawiedliwości jeszcze kilka długich miesięcy.

Sonda
Jak oceniasz polską policję?
Pokój Zbrodni - 30 Płodów na posesji