Makabryczny wypadek w Grębiszewie. Toyota wbiła się w tira, zginął ojciec i dwoje dzieci

Sekundy zadecydowały o niewyobrażalnym dramacie na drodze krajowej nr 50. W podwarszawskim Grębiszewie osobowa toyota zjechała na lewy pas, uderzając prosto w samochód ciężarowy. Śmierć na miejscu poniósł kierowca osobówki, jego dwoje małych dzieci oraz szofer tira. Z życiem uszła jedynie matka. Osoby będące na miejscu zdarzenia do dziś zmagają się z traumatycznymi wspomnieniami z tamtego dnia.

Minęło 5 lat po śmiertelnym wypadku na DK 50 w Grębiszewie

Do makabrycznego zderzenia doszło w godzinach przedpołudniowych, 19 lipca 2021 roku. Podróżująca autem marki Toyota czteroosobowa rodzina nagle znalazła się na pasie przeznaczonym do ruchu w przeciwnym kierunku. Rozpędzona osobówka uderzyła bezpośrednio w jadący z naprzeciwka pojazd ciężarowy, którego kierowca nie łamał żadnych przepisów.

Sonda
Czy miałeś kiedyś wypadek drogowy?

Do wypadku doszło na 207. kilometrze drogi krajowej nr 50 w Grębiszewie. Toyota z nieznanych przyczyn zjechała na przeciwległy pas ruchu i zderzyła się z prawidłowo jadącą ciężarówką. Ciężko przekazywać takie informacje, ale nie żyją cztery osoby − ojciec oraz dwójka dzieci oraz kierowca ciężarówki − mówił tego dnia Marcin Zagórski z Komendy Powiatowej Policji w Mińsku Mazowieckim.

Osobową toyotą kierował 39-letni mężczyzna. Na tylnej kanapie pojazdu znajdowało się dwoje jego dzieci: dziewięcioletni Adaś oraz pięcioletnia Ania. Fotel pasażera z przodu zajmowała 34-letnia matka, która jako jedyna z całej rodziny uniknęła śmierci na miejscu. Kobietę z poważnymi obrażeniami błyskawicznie przetransportowano do placówki medycznej.

Funkcjonariusze pracujący na miejscu ustalili, że szofer tira do samego końca starał się zapobiec katastrofie. Mężczyzna próbował ratować się gwałtownym skrętem kierownicy, jednak manewr ten okazał się niewystarczający. W wyniku szarpnięcia ogromna naczepa zaczęła koziołkować, ostatecznie całkowicie miażdżąc kabinę kierowcy.

Świadkowie o wypadku pod Mińskiem Mazowieckim

Sceny rozgrywające się tuż po uderzeniu na trwale zapisały się w głowach lokalnych mieszkańców. Grupa mężczyzn przebywająca na sąsiadującej z drogą posesji, po usłyszeniu potężnego huku, natychmiast rzuciła się na pomoc poszkodowanym.

Słyszeliśmy ogromny huk i trzask. Naczepa tira zrobiła w powietrzu około trzy obroty, a potem zmiażdżyła kabinę. Jej dach dotknął kierownicy − opowiadał jeden ze świadków. Obraz, który zobaczyli, był wstrząsający. − Od razu tam pobiegliśmy. Kierowca ciężarówki miał oderwane nogi od tułowia. Już nie żył. Szoferka, w której był zakleszczony, oderwała się od podwozia i przewróciła na sufit. To był makabryczny widok − relacjonował drugi świadek.

Akcja ratunkowa w Grębiszewie i śmierć kierowcy z Białegostoku

Zderzenie z ciężarówką zamieniło japońskie auto w pogiętą bryłę metalu. Konstrukcja pojazdu uległa tak silnemu zniszczeniu, że żadna z osób postronnych nie potrafiła otworzyć wraku, aby pomóc uwięzionej w nim rodzinie.

Widok tych małych, zmasakrowanych ciałek był przerażający. Auto było zamknięte i potwornie powyginane. Nie mogliśmy nic zrobić. Nie dawało się otworzyć drzwi. Były zablokowane, a kobieta jeszcze żyła! − mówił poruszony mężczyzna, który jako jeden z pierwszych znalazł się przy wraku.

Widząc rozmiar katastrofy, okoliczni mieszkańcy natychmiast powiadomili odpowiednie służby ratunkowe. Dopiero interwencja straży pożarnej i użycie ciężkiego sprzętu hydraulicznego pozwoliły na wyciągnięcie ciężko rannej 34-latki. Kobieta trafiła pod opiekę zespołu medycznego, który natychmiast przystąpił do ratowania jej życia.

Wypadek pochłonął również życie 55-letniego Roberta S., który prowadził pojazd ciężarowy. Mężczyzna mieszkający na co dzień w Białymstoku był cenionym w branży profesjonalistą. Zostawił trójkę dzieci, a w swojej wieloletniej karierze wyszkolił dziesiątki początkujących szoferów.

Straciliśmy naszego kolegę, który był niezwykle lubiany w środowisku. Do naszej firmy przyszedł jako kierowca. Był spokojny, sumienny i zaangażowany w to co robi. Został kierownikiem transportu, uczył młodych kierowców zawodu. Wprowadził do firmy wiele nowych osób. Wszyscy go znali i szanowali. To dobry człowiek − mówił jego przełożony.

Nagłe odejście 55-latka wstrząsnęło jego środowiskiem zawodowym, co skłoniło kolegów z pracy do uruchomienia pomocy finansowej dla osieroconych córek. W dniu ceremonii pogrzebowej, ulicami stolicy Podlasia przejechała specjalna kolumna samochodów ciężarowych, stanowiąca hołd dla zmarłego tragicznie kierowcy.

Niewyobrażalny ból spadł na 34-latkę, która w ułamku sekundy została pozbawiona całej najbliższej rodziny. Jak donosili po tragedii jej sąsiedzi, los bywa niezwykle okrutny – kilka lat wstecz ta sama kobieta wspólnie z nieżyjącym już mężem wyciągnęła inną rodzinę z płonącego wozu.

Mąż złapał gaśnicę i pobiegł do BMW, a ja zabrałam młodą matkę i jej synka do naszego samochodu, gdzie byli bezpieczni − opowiadała wtedy. Po latach sama znalazła się w sytuacji, z której nie udało się uratować jej najbliższych.

Prokuratura badała przyczyny wypadku na DK 50

Postępowanie mające na celu rzucenie światła na przebieg tej drogowej katastrofy trwało bardzo długo. Eksperci i prokuratorzy drobiazgowo analizowali zabezpieczone dowody, przesłuchiwali osoby będące na miejscu i weryfikowali stan techniczny wraków. Niezależnie od ostatecznych wniosków biegłych, dla krewnych ofiar żadna urzędowa ekspertyza nie zdoła złagodzić straty najbliższych.

Czas nie zatarł wspomnień wśród społeczności podwarszawskiego Grębiszewa. Mężczyźni niosący pierwszą pomoc po zderzeniu przyznają otwarcie, że zmasakrowana osobówka i leżący na dachu tir to widoki, których nie da się wyrzucić z pamięci. Największą traumą pozostaje dla nich bezradność wobec zakleszczonych w aucie, martwych już dzieci.

To dramatyczne zdarzenie jest brutalnym dowodem na to, że rutynowy przejazd autem może błyskawicznie zamienić się w rzeź na drodze. Dla rodzin zmarłych data 19 lipca pozostanie czarnym dniem w kalendarzu. To właśnie ten letni poranek bezpowrotnie zniszczył ich dawne życie, zostawiając po sobie jedynie rozpacz i żałobę.

Potworny wypadek w Grębiszewie. Nie żyją cztery osoby