Rzeź w Ursusie. W Wielkanoc zginęły cztery osoby. Szokujące kulisy zbrodni

2026-03-31 9:49

31 marca 2024 roku w domu przy ul. Koronacyjnej natrafiono na zwłoki dwóch mężczyzn oraz dwóch kobiet. Śledczy błyskawicznie ustalili, że potrójnego zabójstwa dokonał Zygmunt M., który na koniec odebrał sobie życie. W sprawę zamieszany był jednak również obywatel Ukrainy Ihor L., który według prokuratury pomagał w egzekucji rodziny. W lutym 2026 roku mężczyzna usłyszał wyrok 25 lat pozbawienia wolności. Jak dowiedzieli się dziennikarze „Super Expressu”, do sądu wpłynęła już apelacja i proces rozpocznie się na nowo.

Radio ESKA Google News

Tragiczna Wielkanoc w Ursusie. Policja odnalazła cztery ciała

Niedziela wielkanocna 31 marca 2024 roku na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców stolicy jako dzień absolutnie koszmarnego odkrycia. Spokojne popołudnie na ulicy Koronacyjnej przerwał nagle przeraźliwy hałas policyjnych syren oraz nadjeżdżających karetek pogotowia. Zaniepokojeni okoliczni sąsiedzi masowo wybiegali na zewnątrz, próbując zorientować się w dramatycznej sytuacji. Funkcjonariusze błyskawicznie zabezpieczyli teren jednej z posesji specjalnymi taśmami, odgradzając dostęp gapiom. Chwilę później na jaw wyszły szokujące fakty, ponieważ wewnątrz budynku jednorodzinnego natrafiono na zmasakrowane zwłoki czterech osób.

Ujawniono cztery ciała w jednym z budynków jednorodzinnych na terenie Ursusa. Dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Prokurator prowadzi oględziny miejsca tego zdarzenia − informował tego dnia ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Szymon Banna.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Makabrycznego znaleziska dokonali bliscy, którzy tego świątecznego dnia postanowili wpaść w odwiedziny. Na ratowanie życia poszkodowanych członków rodziny było już jednak zdecydowanie za późno.

Brutalne morderstwo zamiast wypadku. Zygmunt M. zabił rodzinę

W pierwszej fazie postępowania mundurowi zakładali, że w budynku miał miejsce po prostu nieszczęśliwy wypadek. Miejscowi widzieli jeszcze w Wielką Sobotę wszystkich domowników w kościele i zapamiętali ich jako ludzi niezwykle cichych oraz religijnych. Zaledwie parę dni przed tragedią Anna Z., będąca teściową Zygmunta, umieściła w internecie bardzo osobisty i optymistyczny wpis z okazji swoich urodzin.

Przybył mi kolejny rok, a w nowy wchodzę z nadzieją, że będzie jeszcze lepszy − pisała w mediach społecznościowych. Nie mogła jednak wiedzieć, że kilka dni później zostanie zamordowana przez własnego zięcia.

Bezpośrednio po odkryciu tragedii śledczy bardzo poważnie brali pod uwagę wyjątkowo dramatyczną hipotezę dotyczącą przebiegu wydarzeń.

Nie wykluczamy „rozszerzonego samobójstwa” − mówił krótko zaraz po ujawnieniu ciał prok. Banna.

Technicy policyjni oraz prokuratorzy przez kilkanaście godzin skrupulatnie badali zabezpieczone ślady. Wyniki autopsji potwierdziły ostatecznie, że Zygmunt M. sam odebrał sobie życie po uprzednim brutalnym zgładzeniu żony i teściów. Na ciałach ofiar odkryto mnóstwo zasinień oraz potężnych ran kłutych i tłuczonych. Specjaliści ustalili również ponad wszelką wątpliwość, że mordercy wykorzystali do zadawania ciosów minimum trzy różne narzędzia zbrodni.

Zygmunt M. zaplanował rzeź. Śledczy o konflikcie rodzinnym

Od samego startu dochodzenia mundurowi zakładali bez wahania, że za rzeź odpowiada bezpośrednio Zygmunt M. Ustalenia śledczych wskazywały wyraźnie, iż mężczyzna od dawna borykał się z gigantyczną frustracją wywołaną przewlekłymi nieporozumieniami wewnątrz rodziny.

Zygmunt M. planował swoją śmierć. Zgromadzony materiał wskazuje na to, że decyzję o samobójstwie podjął już wcześniej. Motywy nie są jednak do końca jasne − wyjaśniał prok. Piotr Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jednym z najpoważniejszych motywów branych pod lupę przez organy ścigania były zaognione relacje sprawcy z teściem.

Jednym z powodów branych pod uwagę jest zazdrość o swoją żonę i złe traktowanie przez teścia, który uważał, że przygarnął Zygmunta M., bo ten niczego nie miał. Był więc sfrustrowany takim traktowaniem − dodawał prokurator.

Ukrainiec Ihor L. aresztowany. Zagadkowy list Zygmunta

W toku przeszukania posesji funkcjonariusze natrafili na pożegnalny list sporządzony osobiście przez Zygmunta. Prokuratura odmówiła podania jego dokładnej treści do wiadomości publicznej, jednak zawarte w nim sformułowania pozwoliły ukierunkować dalsze działania. Policjanci szybko doszli do przekonania, że martwy sprawca z całą pewnością nie działał w pojedynkę.

W to okrutne morderstwo zamieszany miał być także pochodzący z Ukrainy Ihor L. Służby namierzyły mężczyznę, a po szczegółowym przesłuchaniu natychmiast trafił on do aresztu tymczasowego.

Ihor L. złożył wyjaśnienia, zaprzeczył temu, że znał Zygmunta i był na miejscu zdarzenia. Nie był związany z tą rodziną. Podejrzewamy, że chciał pomóc w zabójstwie w zamian za pieniądze. Mowa tu o ok. 10 tys. zł − powiedział „Super Expressowi” rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba.

Rozpracowywanie tej tajemniczej sprawy ciągnęło się miesiącami. Brak jakichkolwiek ocalałych domowników znacząco spowalniał postępy w śledztwie. Ostatecznie jednak zgromadzony materiał pozwolił na skierowanie aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym zarzucono Ukraińcowi współudział w potrójnym morderstwie. Właściwy proces karny rozpoczął się oficjalnie na początku 2025 roku.

Wstrząsające zeznania policjantów. Zdrada w tle zbrodni na Ursusie

W trakcie wrześniowej rozprawy sędziowie wysłuchali relacji osób, które jako pierwsze pojawiły się w miejscu rzezi. Głos zabrała między innymi młoda, 27-letnia policjantka z patrolu interwencyjnego. Przewodnicząca składu orzekającego odczytała do protokołu jej dramatyczne słowa zebrane jeszcze w fazie śledztwa.

Ciało było zasłonięte beżowym kocem od stóp do obojczyków. Na twarzy kobiety były rany cięte i kłute − wynikało z zeznań.

Drugi z funkcjonariuszy biorących udział w interwencji potwierdził, że wewnątrz domu unosiła się bardzo intensywna woń gazu pieprzowego. To właśnie on odkrył na kuchennym blacie notatnik z odręcznym listem Zygmunta.

Był bardzo chaotyczny, dotyczył domniemanej zdrady − zeznał policjant.

Motyw rzekomej niewierności został również wyeksponowany w zeznaniach złożonych przez syna zamordowanej Anny i samego oprawcy. Na sali sądowej przytoczono jego słowa z pierwszych przesłuchań.

Ojciec w listopadzie powiedział, że jak matka będzie go zdradzała, to dojdzie do tragedii − mówił.

Przed obliczem temidy stanął również przedsiębiorca budowlany Marcin H., u którego dorywczo dorabiał Ihor L. Biznesmen przedstawił oskarżonego w bardzo niekorzystnym świetle. Wyjaśnił, że obywatel Ukrainy notorycznie znikał z placu budowy, a po powrotach zawsze dało się wyczuć od niego silną woń alkoholu. Zaznaczył, że właśnie z tego powodu nigdy nie sformalizował z nim współpracy. Poruszono również wątek gotówki ujawnionej przy obcokrajowcu w momencie zatrzymania, a szef potwierdził, że zaledwie dwa dni przed masakrą wręczył mu drobną zaliczkę.

Kwestia tego, czy znaleziona przy Ukraińcu gotówka była wynagrodzeniem od Zygmunta za brutalną egzekucję, nie została na sali rozpraw ostatecznie udowodniona. Wina Ihora L. opierała się jednak na zupełnie innych, bezdyskusyjnych dowodach zabezpieczonych przez śledczych.

Mocne dowody przeciwko Ihorowi L. Telekomunikacja i DNA

W trakcie finalnych wystąpień w lutym 2026 roku prokurator stanowczo zapewniała, że wszystkie zebrane poszlaki układają się w logiczną układankę potęgującą winę ukraińskiego wspólnika. Reprezentantka oskarżenia akcentowała podczas mowy końcowej, że dowody niezbicie świadczą o współdziałaniu oskarżonego przy morderstwie.

Lista obciążających faktów była długa, w tym dziesiątki połączeń telefonicznych pomiędzy sprawcami oraz jednoznaczne dane z BTS logujące ich numery na ulicy Koronacyjnej, poparte szczegółową analizą zapisu z kamer monitoringu.

Zdaniem oskarżycieli Ihor L. pojawił się na posesji dokładnie wtedy, gdy teściowie Zygmunta poszli na świąteczną mszę. Prokuratura kładła ogromny nacisk na niespotykaną wręcz brutalność czynu. Z przerażających ustaleń wynikało, że jedna z ofiar została brutalnie uduszona poprzez wepchnięcie sztucznej szczęki głęboko do gardła. Eksperci medycyny sądowej nie mieli złudzeń, że takich obrażeń nie mogła zadać zaledwie jedna osoba. W sprawie przewijał się również drastyczny wątek masakrowania ciał ofiar już po ustaniu ich funkcji życiowych.

Obrońca obywatela Ukrainy kategorycznie odpierał te potworne zarzuty. Mecenas Piotr Mrowiński wygłosił w sądzie bardzo ostre stanowisko.

Pani prokurator twierdzi, że nie ma innej możliwości niż udział dwóch sprawców. Biegli sądzą inaczej.

Prawnik punktował rzekomy brak namacalnych śladów przypisanych bezpośrednio do jego klienta, tłumacząc, że samo przebywanie w rejonie zbrodni niczego nie przesądza. Linia obrony forsowała tezę, że Ihor L. przybył na miejsce wyłącznie w celu zabrania pewnych rzeczy i nie brał czynnego udziału w rzezi.

25 lat za kratami dla Ihora L. Wyrok sądu pierwszej instancji

Ogłaszając sentencję wyroku, sąd bardzo dokładnie przeanalizował zawiłe relacje rodzinne zmarłego Zygmunta, które pchnęły go do tak potwornej zbrodni. Prowadząca sprawę sędzia Izabela Ledzion uznała go za głównego inicjatora zamachu na bliskich. Dodała jednak stanowczo, że pomimo braku jakichkolwiek świadków naocznych, zebrane dowody bezsprzecznie udowadniają aktywną obecność Ihora L. w samym centrum wydarzeń.

Nie mamy bezpośrednich świadków zdarzenia. Nikt nam nie powie, jaka była jego rola. Wiemy, że tam był − zaznaczyła.

Dla składu orzekającego absolutnie priorytetowe okazały się ślady biologiczne pozostawione na miejscu rzezi. Na ubraniu Ukraińca zabezpieczono materiał genetyczny jednej z zamordowanych kobiet. Sędziowie uznali, że w połączeniu z logowaniami z nadajników oraz bilingami telefonicznymi tworzy to nierozerwalny ciąg poszlak dowodzących współudziału. Po wielomiesięcznej batalii zapadł surowy wyrok.

Sprawa wraca do sądu. Apelacja po rzezi na Ursusie

Warszawski sąd nie miał litości i uznał obywatela Ukrainy za winnego wszystkich zarzucanych mu czynów, potwierdzając jego współudział w bestialskim planie Zygmunta M. Za potrójne morderstwo wymierzono mu niezwykle surową karę 25 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, a w poczet kary wliczono mu cały okres spędzony dotychczas w areszcie.

To jednak wciąż nie kończy tej mrocznej i tragicznej historii z ulicy Koronacyjnej. W marcu 2026 roku obrona skutecznie wniosła apelację od nieprawomocnego wyroku pierwszej instancji. W praktyce oznacza to, że akta tej szokującej zbrodni trafią wkrótce do sądu apelacyjnego, a cały proces ruszy od nowa.

Rozszerzone samobójstwo na Ursusie | Pokój Zbrodni
Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?