Chciał pomóc klaczy. Jedno uderzenie i stracił oko. „Nigdy tak nie róbcie jak ja”

2026-06-16 9:55

Niewinny gest miał ulżyć klaczy nękanej przez owady, a skończył się ciężkimi obrażeniami. 67-letni Stanisław K. z Mazowsza został kopnięty przez konia, gdy próbował zabić muchę siedzącą na jego grzbiecie. Mężczyzna stracił lewe oko, siedem zębów i doznał poważnych złamań. Dziś ostrzega innych, by nigdy nie podchodzili do konia od tyłu.

  • 67-latek został ciężko ranny po kopnięciu przez klacz w stajni pod Seroczynem
  • W wyniku uderzenia stracił oko, siedem zębów oraz doznał złamania szczęki i piszczela
  • Poszkodowany przyznaje, że zlekceważył podstawową zasadę bezpieczeństwa przy pracy z końmi

Chciał pomóc klaczy odpędzić muchy

Pan Stanisław K. z Węgrowa od lat pomagał bratu przy opiece nad końmi. Regularnie doglądał zwierząt, nosił siano i sprzątał boksy. Nic nie zapowiadało, że zwykła wizyta w stajni zakończy się tak dramatycznie.

Podczas majowego popołudnia pomagał swojemu bratu, Sylwestrowi K., właścicielowi kilku koni. Gdy wszedł do boksu 11-letniej klaczy Klary, zauważył, że zwierzę jest atakowane przez duże końskie muchy. Chcąc jej pomóc, sięgnął po łapkę na owady i uderzył w muchę siedzącą na zadzie konia.

Jedno kopnięcie wystarczyło

- Wtedy wydarzyła się tragedia. Klara rąbnęła mnie z kopyta w twarz, a z drugiego w nogę - opowiada portalowi se.pl pan Stanisław K. - Szczęście, że zdążyłem odskoczyć, bo kobyłka zaczęła skakać w miejscu i gdybym padł obok, mogłaby mnie rozdeptać.

Krzyki usłyszał brat mężczyzny. Kiedy wbiegł do stajni, zobaczył Stanisława klęczącego na ziemi. Był cały we krwi.

- Brat trafił do szpitala, po drodze wiele razy tracił przytomność - wspomina pan Sylwester K. - Po opatrzeniu i zszyciu ran okazało się, że Stachu stracił siedem zębów, lewe oko, miał pękniętą szczękę i pęknięty piszczel lewej nogi. Całe szczęście, że ta historia tak się skończyła, bo Stasiek mógł przecież stracić życie.

Dziś ostrzega innych

Od kilku tygodni 67-latek przechodzi leczenie i rehabilitację. O całym zdarzeniu mówi niechętnie. Jak przyznaje, najbardziej żałuje tego, że zignorował zasady, które znał od lat.

- Wiedziałem przecież, żeby do konia nie podchodzić od tyłu, szczególnie gdy się czyści jego grzbiet lub robi coś, co może być dla niego nieprzyjemne. Nie posłuchałem mądrości starych hodowców i teraz cierpię. Nigdy tak nie róbcie jak ja - apeluje.

Krowa zabiła gospodarza