Spis treści
Początki Zalewu Bardowskiego zapowiadały się obiecująco, jako projekt rekompensujący uciążliwe sąsiedztwo. W związku z rozbudową Zakładu Unieszkodliwiania Stałych Odpadów Komunalnych na Utracie, dzielnica Targówek otrzymała około 15 milionów złotych. Fundusze te miały posłużyć do stworzenia atrakcyjnego obszaru rekreacyjnego. W planach widniały m.in. plaża, przystań, infrastruktura dla rolkarzy, skatepark oraz wieża widokowa, które wspólnie miały stworzyć strefę relaksu dla lokalnej społeczności.
Obecny stan tego miejsca zdecydowanie odbiega od wizji rekreacyjnego raju. Problemy zaczynają się jeszcze przed dotarciem do samego zbiornika wodnego. W drodze na miejsce spacerowicze napotykają nielegalne wysypisko śmieci, co stanowi dopiero przedsmak panujących tam warunków.
Warszawianki, Adriana i Marta, odwiedzające okolicę ze swoim psem, dostrzegają spory potencjał tego miejsca. Kobiety podkreślają, że teren ma ogromne możliwości i z powodzeniem mógłby stać się atrakcyjnym punktem wypoczynkowym, gdyby został odpowiednio zagospodarowany.
To naprawdę fajny teren, szkoda, że jest tak źle zagospodarowany. Nie ma gdzie usiąść. W maju były jeszcze jakieś leżaczki, teraz już nic. Woda jest bardzo brzydka, zniechęca do kąpieli. Przychodzimy tylko pobawić się tu z psem. A szkoda, bo z chęcią bym tu posiedziała z kawką – mówi Adriana.
Jednakże nawet próba wypicia wspomnianej kawy okazuje się nie lada wyzwaniem.
Kawiarnia, która tu się znajduje, otwierana jest tylko w weekend. Wtedy z kolei teren jest zamknięty dla mieszkańców i odbywają się zamknięte imprezy – mówi Marta. – Teren wygląda, jakby miał być niedługo zamknięty, a przecież można byłoby go naprawdę fajnie urządzić.
Kolejnym poważnym mankamentem jest stan samej wody w zbiorniku. Mieszkanki wspominają, że w okresie letnich upałów zbiornik prezentował się fatalnie, a unoszący się wokół odór był niezwykle uciążliwy.
– Jak było gorąco, martwe ryby leżały wszędzie. Smród był koszmarny – mówią.
Zamknięta wieża i mostek, którym strach przejść na Targówku
To nie koniec listy niedociągnięć. Wieża widokowa, która z założenia miała przyciągać spacerowiczów, pozostaje niedostępna. Uwagę zwraca również drewniany mostek, którego prowizoryczne naprawy budzą uzasadnione obawy o bezpieczeństwo użytkowania.
Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała pierwotne założenia kompleksu rekreacyjnego. Wiele z zapowiadanych atrakcji nigdy nie powstało, a obiekty oddane do użytku szybko uległy degradacji.
Od 2020 roku teren znajduje się w rękach operatora odpowiedzialnego za działalność Klubu Rejs. Organizowane są tam różnego rodzaju wydarzenia muzyczne i rozrywkowe. Niestety, jak zauważają spacerujące kobiety, w weekendy przestrzeń ta bywa wyłączona z ogólnego użytku z powodu odbywających się tam imprez o charakterze zamkniętym.
Próby kontaktu z operatorem w celu wyjaśnienia kwestii utrzymania porządku, harmonogramu imprez i ogólnodostępności terenu pozostały bez odpowiedzi do momentu opublikowania tego materiału.
Brak środków na Zalew Bardowskiego. Miasto inkasuje ponad 12 tys. zł
Kwestie finansowe rzucają dodatkowe światło na całą sytuację. Z informacji uzyskanych z Urzędu Dzielnicy Targówek wynika, że dzierżawca uiszcza miesięczną opłatę rzędu 12 713,90 zł brutto. Kontrakt na użytkowanie tego terenu zachowuje ważność do końca maja 2029 roku.
Dlaczego więc wieża pozostaje zamknięta, a mostek stwarza zagrożenie? Odpowiedź urzędników sprowadza się do jednego argumentu – braku odpowiednich funduszy.
Dzielnica Targówek oraz Zakład Gospodarowania Nieruchomościami nie dysponują obecnie środkami finansowymi pozwalającymi na realizację szerszych zmian infrastrukturalnych i organizacyjnych na tym terenie – przekazał nam urząd.
To właśnie deficyt w budżecie był głównym powodem przekazania zarządzania obiektem podmiotowi zewnętrznemu. Zgodnie z umową, to dzierżawca odpowiada za utrzymanie zalewu. Urzędnicy zapewniają jednak, że w przypadku pojawienia się dodatkowych funduszy, opracowana zostanie nowa wizja rozwoju tego miejsca.
Obecny obraz tego miejsca jest jednak ponury: dzikie wysypisko, niedostępna wieża, niebezpieczny mostek i woda odstraszająca od rekreacji. Zamiast wymarzonej rekompensaty za bliskość spalarni, mieszkańcy otrzymali zaniedbany teren, z którego miasto czerpie comiesięczne korzyści finansowe. Nic dziwnego, że warszawiacy zastanawiają się, komu w rzeczywistości ma służyć Zalew Bardowskiego.