Mieszkańcy warszawskiej Pragi mogą wylądować na bruku. Budynek grozi zawaleniem, a urząd odmawia pomocy

Przez fatalny stan techniczny kamienicy przy ulicy Środkowej 11 w Warszawie nadzór budowlany nakazał jej niezwłoczne opuszczenie. Lokatorzy znaleźli się w dramatycznym położeniu, ponieważ kompletnie nie mają gdzie się podziać. Zrozpaczeni mieszkańcy protestowali przed urzędem dzielnicy Praga-Północ.

Koszmar warszawiaków ze Środkowej 11 trwa od przeszło dekady. Dawniej zajmowali oni miejskie lokale komunalne. Sytuacja zmieniła się diametralnie w wyniku reprywatyzacji, gdy pojawili się spadkobiercy dawnych właścicieli i przejęli zabytkową nieruchomość wprost z jej mieszkańcami.

Przez kolejne lata w obiekcie nie przeprowadzano praktycznie żadnych prac remontowych. Mieszkańcy uczciwie jednak przyznają, że jeszcze za czasów miejskiego zarządzania budynkiem również niewiele tam robiono.

Kolejna zmiana nastąpiła kilka miesięcy temu, gdy nieruchomość znów zmieniła właściciela. Kamienicę przejął nowy deweloper, który wziął się za porządkowanie pustostanów.

Szybko okazało się, że to wyłącznie początek poważnych problemów. Warszawiacy relacjonują, że gdy ekipy sprzątające zaczęły wynosić odpady z pustostanów, stara konstrukcja zaczęła po prostu drżeć.

W kamienicy jest ponad 40 mieszkań, ale tylko w 17 mieszkają rodziny. Kiedy zaczęło się sprzątanie pustych lokali, pojawił się niesamowity smród, szczury i pluskwy. Wszystkie śmieci wyrzucono na podwórko, gdzie leżały ponad tydzień. To był koszmar – mówi nam Aneta Marcinkiewicz (44 l.), która często odwiedza kamienicę i wspiera znajomych w walce o mieszkania.

Na elewacji zainstalowano elementy zabezpieczające. Ustawiono specjalne siatki i daszki, których głównym celem jest wyłapywanie sypiącego się tynku oraz spadających cegieł.

„To jest tylko kwestia czasu, aż stanie się tragedia” – twierdzi stanowczo 42-letnia Luiza, która na co dzień przebywa w niebezpiecznym budynku na Środkowej 11.

Dosłownie cegły ze ścian lecą nam na głowy. Do tego akurat remontowana jest ulica Środkowa. Nasz cały budynek chodzi. Fundamenty są zniszczone, część nieruchomości się zawaliła. Sąsiadka ma dziurę w suficie. Załatała ją od środka, ale przy większym deszczu zaleje jej mieszkanie – mówi jeden z lokatorów.

Nakaz opuszczenia budynku przy Środkowej 11. Mieszkańcy Pragi walczą o dach nad głową

Fatalnym stanem technicznym zainteresował się Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego. W doręczonym mieszkańcom dokumencie urzędnicy stwierdzili wprost, że budynek zagraża życiu i musi zostać natychmiast opuszczony.

„Dostaliśmy decyzję, że musimy opuścić kamienicę. Tylko my nie mamy gdzie pójść” – przyznaje ze smutkiem lokatorka Luiza.

Warszawiacy natychmiast zwrócili się do lokalnego samorządu o przyznanie im innych miejsc do życia. Władze dzielnicy twierdzą uparcie, że to prywatny właściciel nieruchomości ma obowiązek zabezpieczyć lokale zastępcze. Większość osób proszących ratusz o ratunek spotkała się z odmową, często umotywowaną kuriozalnymi wręcz przesłankami.

Dla przykładu, 42-letniej Luizie urzędnicy oznajmili, że użytkowane przez jej czteroosobową rodzinę 25-metrowe lokum przewyższa metraż o pięć metrów. Innemu mężczyźnie urzędnicy doradzili wyprowadzkę do bliskich ze strony żony. Dziennikarzom zaprezentowano też dokument, w którym magistrat odmówił wsparcia dwóm osobom właśnie ze względu na zbyt przestronne ich zdaniem mieszkanie.

Poważny konflikt dotyczy również samych kwestii formalnych. Z relacji mieszkańców wynika, że administracja w wielu przypadkach oskarża ich o bezumowne zajmowanie lokali, czemu oni sami stanowczo i zdecydowanie zaprzeczają.

„Słyszymy, że nie mamy umów. To jest bzdura. Mamy umowy z miastem, podpisane jeszcze w latach 90.” – podkreślają rozgoryczeni warszawiacy.

Zgromadzeni chętnie prezentują dowody na poparcie swoich słów. Z udostępnionej dokumentacji jasno wynika, że sam urząd formalnie uznaje prawo lokatorów do przebywania w obiekcie przy Środkowej 11 na bazie umowy najmu zawartej na czas nieokreślony pierwszego września 1997 roku.

Lokatorzy protestują w urzędzie Praga-Północ. Bezradność władz wobec dramatu mieszkańców

W środę 19 sierpnia zdesperowani prażanie pojawili się przed głównym budynkiem urzędu dzielnicy. Z okrzykami na ustach i transparentami w dłoniach żądali stanowczo spotkania z jakimkolwiek przedstawicielem lokalnej administracji. Wspierał ich przy tym Komitet Obrony Lokatorów, a na jednym z rozłożonych haseł można było przeczytać „Radni bezradni, lokatorzy bez domu”.

Na zewnątrz nie pojawił się jednak żaden decydent. Lokatorów zignorował burmistrz Pragi-Północ oraz jego zastępca, który zdaniem protestujących przebywał wówczas w swoim biurze. Prażanie kilkukrotnie nawoływali polityków do wyjścia i rozmowy, jednak ich wołania o pomoc pozostały całkowicie bez echa.

W akcie desperacji grupa wtargnęła do środka i pozostawiła we właściwym wydziale pismo ze swoimi postulatami. Głównym żądaniem jest rzetelna weryfikacja sytuacji życiowej każdej rodziny zamieszkującej przy Środkowej 11. Oczekują również, że urzędnicy pochylą się nad wcześniej odrzuconymi wnioskami, zwalniając ludzi z konieczności przechodzenia biurokratycznej procedury od nowa.

Po zakończeniu zgromadzenia warszawiacy musieli wrócić do zrujnowanej kamienicy, z której wedle urzędowych nakazów powinni się ewakuować już dawno temu.

Grób zamordowanej Oli z Jędrzejowa