W czwartek (18 czerwca) w stolicy planowano zorganizować zgromadzenie upamiętniające postać Łukasza Litewki. Jak zaznaczali twórcy inicjatywy, pikieta nie miała na celu uderzania w konkretne osoby czy instytucje, lecz opierała się na pokojowych założeniach. Głównym założeniem było oddanie hołdu nieżyjącemu parlamentarzyście, a także zgromadzenie sympatyków jego działalności społecznej oraz próba uzyskania odpowiedzi na pytania dotyczące jego niespodziewanego zgonu.
− Chcemy pokazać, że nadal jest wielu ludzi, którzy pamiętają o jego dobroci, zaangażowaniu i pomocy niesionej innym. Nie idziemy nikogo oskarżać ani sądzić
Sytuację na Placu Zamkowym w centrum Warszawy monitorował wysłannik dziennika „Super Express”. Szybko okazało się, że z szumnie zapowiadanej mobilizacji niewiele wyszło. Zamiast tłumów, ostatecznie zgromadziła się tam zaledwie kilkunastoosobowa, około 10-osobowa grupka zwolenników posła.
Gdy marsz ostatecznie spalił na panewce, w sieci pojawiło się szczegółowe stanowisko organizatorów. Podkreślili w nim, że prace nad przygotowaniem manifestacji trwały aż dwa miesiące, a według ich wewnętrznych ankiet obecność deklarowało ponad 120 chętnych. Co więcej, uczestnicy mieli zjechać z najdalszych zakątków Polski, angażując w to przedsięwzięcie własne oszczędności i prywatny czas.
Z relacji osób odpowiedzialnych za zgromadzenie wynika, że tuż przed jego zaplanowanym startem otrzymali informację, iż oficjalna zgoda na organizację została wycofana już dzień wcześniej. Zapowiedzieli oni skierowanie zawiadomienia do odpowiednich służb i rozpoczęli poszukiwania wsparcia prawnego w tej sprawie.
W opublikowanym komunikacie nie zabrakło również gorzkich słów pod adresem osób, które pomimo wcześniejszych zapewnień ostatecznie zrezygnowały z przyjazdu do Warszawy.
− Mam żal do tych wszystkich osób, które deklarowały swoją obecność, a nie pojawiły się dzisiaj. Nie dlatego, że zależało nam na liczbach. Zależało nam na ludziach
Łukasz Litewka zginął w tragicznym w skutkach wypadku, do którego doszło podczas przejażdżki rowerowej. Polityk związany z Lewicą był niezwykle popularny dzięki swoim akcjom charytatywnym i ogromnemu sercu dla potrzebujących. Dowodem na jego społeczne poparcie był wynik z ostatnich wyborów parlamentarnych, w których zdobył mandat poselski startując z ostatniego miejsca na liście, gromadząc poparcie ponad 40 tysięcy wyborców.
Inicjatorzy przerwanej akcji zaznaczyli na koniec, że mimo organizacyjnej klapy w stolicy, nie zamierzają zaprzestać działań przypominających o dorobku i dokonaniach zmarłego polityka.