Mieszkańcy Mokotowa protestują przeciw ośrodkowi przy Czerskiej
O przeniesieniu ośrodka leczenia substytucyjnego z praskiej ul. Kijowskiej na Mokotów zrobiło się głośno w połowie lutego. Decyzja szybko spotkała się z oporem ze strony mieszkańców ul. Czerskiej i jej okolic. Odbył się nawet protest, powodowany obawami o to, czy uruchomienie kliniki nie wpłynie negatywnie na poziom bezpieczeństwa oraz porządku. Lokalna społeczność niepokoi się również, czy nie zacznie tam dochodzić do prób nielegalnego handlowania metadonem.
Jak pisała w mediach społecznościowych radna Mokotowa Natalia Polubiec, "nowa placówka działa w lokalu użytkowym na parterze budynku mieszkalnego - bezpośrednio przy osiedlu, w którym mieszkają rodziny z dziećmi". "Wielu z protestujących uważa, że lokalizacja ta jest niewłaściwa i nie została odpowiednio zabezpieczona, a słowa o monitoringu i ochronie nie rozwiewają ich obaw" - dodała.
"Klinika nie powinna znajdować się w takim miejscu"
Sprawą zainteresował się również radny Tomasz Szczegielniak. - Mieszkańcy, którzy się do mnie zwrócili, wyrazili zaniepokojenie, że na Mokotowie [...] nastąpi to, co działo się w okolicach ul. Kijowskiej, czyli handel tym środkiem, handel narkotykami, niebezpieczne sytuacje. [...] Poinformowałem mieszkańców, że mogą się udać na sesję Rady Dzielnicy Mokotów i przedstawić swoje wątpliwości. Odbył się protest przed kliniką, w którym również wziąłem udział, gdzie dowiedziałem się, że sytuacje, o których mówili mieszkańcy, że mogą się wydarzyć, już tak naprawdę się wydarzyły. Pojawiły się tam butelki z tym środkiem. [...] Jeden z mieszkańców poinformował o tym, że był świadkiem, jak doszło do kłótni między osobą, która miała ten środek, a osobą, która najprawdopodobniej chciała go od niej nabyć - powiedział w rozmowie z reporterem Radia ESKA.
Radny przekazał też, że pojawiło się "podejrzenie włamania do (okolicznej) apteki". - Jestem zaniepokojony sytuacją. Będę postulował, żebyśmy jako radni zajęli się sprawą, prosząc straż miejską, policję o to, żeby objąć ten teren z szczególnym zainteresowaniem. Moim osobistym zdaniem klinika nie powinna znajdować się w takim miejscu, w którym znajduje się obecnie. Uważam, że tej kliniki tam po prostu nie powinno być, niezależnie od tego, jaka tam będzie ochrona - dodał.
Na czym polega terapia prowadzona w ośrodku?
Nastroje starają się natomiast uspokajać przedstawiciele samego ośrodka. Kierowniczka zespołu terapeutycznego Małgorzata Życzkowska opowiedziała reporterowi Radia ESKA, na czym dokładnie polega terapia metadonowa. - Jest to metoda, która została wprowadzona w Polsce, bo pierwszy program powstał w Instytucie Psychiatrii i Neurologii, w 1992 r. Polega to na tym, że pacjentom, którzy są uzależnieni od opioidów, podaje się substytut - agonistę receptorów opioidowych. Jest to syntetyczny środek, który ma czas trwania od 24 do 36 godzin. Może być zażywany raz na dobę i powoduje, że pacjenci nie mają objawów abstynencyjnych, zespołu abstynencyjnego, czyli są w stanie w pełni realizować plany życiowe, wykonywać obowiązki wynikające z bycia mamą, tatą, członkiem społeczeństwa - wyjaśniła, dodając, że środek nie ma euforycznego działania. W ośrodku w ramach terapii stosowana jest także buprenorfina.
- Na programie metadonowym są zasady. Wymagamy całkowitej abstynencji. Pacjenci są poddawani weryfikacji i badamy testem na obecność innych środków niedozwolonych, nieprzepisanych przez lekarza. W związku z tym, jeżeli pacjentowi wyjdzie w testach, że zażył inną substancję niż ta, która jest na programie zalecona, wtedy ponosi konsekwencje. Trzy dodatnie testy powodują, że pacjent jest usunięty z programu. Jest również odsyłany na detoks, dlatego że trzeba sobie powiedzieć prawdę - choroba taka jak uzależnienie jest chorobą nawrotową. Gdy przyjdzie pacjent pod wpływem alkoholu, to czuć. Wtedy od razu jest weryfikowany i absolutnie nie jest mu wydawany substytut. Pacjent jest odsyłany do lekarza. Jest pod wpływem alkoholu, zachowuje się w jakikolwiek sposób agresywny - jest karnie usunięty z programu - podkreśliła.
Życzkowska wyjaśniła również, iż w ramach terapii pacjent przychodzi do ośrodka raz na dobę i przy okienku wypija metadon. Osoby, które uczestniczą w programie powyżej dwóch lat, dobrze funkcjonują i zachowują pełną abstynencję, mogą otrzymać substytut "na wynos" raz na dwa tygodnie. - Taki pacjent wie, jak zabezpieczyć lek, jak go przechowywać, żeby on się nie dostał w niepowołane ręce i on sam tę dawkę przyjmuje w domu. Ale to są indywidualne sytuacje, większość pacjentów przychodzi codziennie, wypija metadon przy okienku i po prostu idzie - dodała.
"Dostajemy po głowie za wszelkiego rodzaju niedogodności"
Przedstawicielka ośrodka powiedziała, że teoretycznie podobne miejsca mogą przyciągać osoby zainteresowane nielegalnym zdobyciem środka. - Natomiast to się może zadziać wszędzie. W momencie, gdy byliśmy na ul. Kijowskiej, za nami były ul. Brzeska i Markowska, niejednokrotnie było tak, że różnego rodzaju "interesy" robione w bramach szły na konto pacjentów. My wzywaliśmy policję i okazywało się, że to w ogóle nie są nasi pacjenci. Na przykład elewacja została zniszczona w weekend. Pan z ochrony budynku powiedział, że to byli nasi pacjenci, że on ich widział na kamerze. Natomiast gdy nasz ochroniarz podszedł i przejrzał ten materiał, okazało się, że to było dwóch nastolatków, którzy bawili się hulajnogami, odbijali się od elewacji jak od rampy i ją zniszczyli. Mam wrażenie, dostajemy po głowie za wszelkiego rodzaju niedogodności, które są gdzieś naokoło - zaznaczyła.
Życzkowska podkreśliła także, iż ośrodek dysponuje monitoringiem wewnątrz i na zewnątrz oraz ochroną. - My naprawdę bardzo dbamy, żeby tam był spokój i cisza. Nie chcemy absolutnie zakłócać życia mieszkańców. Rozumiemy, że są dzieci, osoby starsze, wymagające wsparcia, natomiast nie może być tak, że gdzieś w dzielnicy ktoś kogoś pobił i to "wiadomo", że jest nasz pacjent - zaznaczyła. Pracownicy kliniki twierdzą, że zastosowali się do wszystkich wytycznych Ministerstwa Zdrowia, a sama placówka w żaden sposób nie zagraża mieszkańcom Mokotowa. - Jest zrobiona bardziej przejrzysta dokumentacja medyczna [...], jest więcej pomieszczeń, jest więcej personelu - wyliczyła rozmówczyni reportera.
Współpraca: Bruno Mostowy / Radio ESKA