Mieszkańcy Warszawy mają dość nocnego hałasu. Aktywiści zapowiadają kolejny protest

Niemal dwanaście miesięcy po głośnej manifestacji pod hasłem „Warszawa nie śpi” stolica ponownie zmierzy się z gniewem niewyspanych obywateli. W ubiegłym roku setki osób w piżamach domagały się od władz stanowczych kroków w walce z miejskim zgiełkiem. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze uważa, że sytuacja nie uległa poprawie, dlatego w rozmowie z „Super Expressem” społecznicy zapowiadają następny przemarsz.

Warszawa nadal boryka się z problemem uciążliwego hałasu

Dokładnie 9 sierpnia ubiegłego roku odbyła się głośna manifestacja, która zgromadziła setki osób niezadowolonych z warunków panujących w stolicy po zmroku. Uczestnicy tego wydarzenia domagali się od włodarzy podjęcia natychmiastowych działań ograniczających wszechobecny zgiełk. Wyróżnikiem tamtego zgromadzenia, oprócz licznych transparentów z konkretnymi postulatami, był nietypowy ubiór demonstrujących, co miało stanowić niezwykle jasny przekaz dla urzędników. Mieszkańcy pojawili się na ulicach w nocnych strojach.

Społecznicy, miejscy radni oraz oburzeni warszawiacy przynieśli ze sobą poduszki i paradowali w szlafrokach. Taki wizerunek stanowił bezpośrednie nawiązanie do trudności ze snem, jakich doświadczają głównie osoby zamieszkujące centralne dzielnice. Wskazywano wówczas na ogromną uciążliwość klubów i lokali gastronomicznych, które notorycznie wystawiały potężne nagłośnienie na zewnątrz swoich ogródków. Dodatkowo krytykowano właścicieli głośnych pojazdów z przerobionymi układami wydechowymi, a także zwracano uwagę na niebezpieczne i uciążliwe zjawisko nielegalnych wyścigów ulicznych pod szyldem Warsaw Night Racing.

Rok po tych wydarzeniach urzędnicze zapewnienia o dokładnym zbadaniu sprawy wydają się nie przynosić żadnych realnych efektów w walce z miejskim zgiełkiem. Według oceny radnej Marty Szczepańskiej, która rok temu współorganizowała wspomnianą manifestację, sytuacja uległa wręcz zauważalnemu pogorszeniu. Zjawisko określane mianem terroru akustycznego nadal zatruwa życie tysiącom ludzi.

Radna Marta Szczepańska krytykuje bezczynność służb miejskich

„Miasto absolutnie sobie nie radzi. Problem, zgłaszany np. na numer 112, jest bagatelizowany przez operatorów. Podobnie czyni policja. Z kolei straż miejska nie ma odpowiednich uprawnień. Brak postulowanych fotoradarów akustycznych sprawia, że kierowcy, motocykliści czy właściciele ogródków gastronomicznych są bezkarni” – mówi radna Szczepańska w rozmowie z reporterem Super Expressu.

Przedstawicielka warszawskiego samorządu zauważa, że zaostrzone przepisy uderzające w uczestników nocnych rajdów nie przyniosły pożądanego rezultatu w centrum miasta. W ciepłych miesiącach ulice Śródmieścia wciąż przypominają tory wyścigowe, a ryk silników nie pozwala okolicznym mieszkańcom na spokojny odpoczynek w nocy.

„W Warszawie brakuje fotoradarów akustycznych. Zautomatyzowałoby to pracę policji, która i tak ma często poważniejsze sprawy na głowie. Tego typu rozwiązania z powodzeniem stosowane są w popularniejszych metropoliach jak Nowy Jork czy Barcelona. Ale i w Polsce Trójmiasto czy Kraków próbują podjąć walkę z hałasem” – dodaje radna.

Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze zapowiada wrześniowy marsz

Przedstawiciele ruchu Miasto Jest Nasze przekazali dziennikowi „Super Express”, że planują powtórkę zeszłorocznego zgromadzenia. Zaplanowana na 4 września pikieta ma zgromadzić wszystkich obywateli, którym uciążliwe dźwięki odbierają możliwość regeneracji. Organizatorzy podkreślają jednak ważną zmianę wizualną, ponieważ tym razem tłum zrezygnuje ze szlafroków i wystąpi w codziennych ubraniach. Społecznicy uznali, że piżamowy happening niepotrzebnie odbierał powagę niezwykle istotnemu problemowi, jakim jest prawo do ciszy.

Główne cele manifestacji pozostają całkowicie zbieżne z postulatami wysuwanymi w ubiegłym roku. Obywatele wciąż domagają się montażu urządzeń rejestrujących natężenie dźwięku oraz stanowczo żądają wysłania na ulice Śródmieścia większej liczby policyjnych patroli. Na liście oczekiwań znajduje się również lepsze zarządzanie strefami imprezowymi, tak aby działalność lokali rozrywkowych nie kolidowała z odpoczynkiem tysięcy warszawiaków.

Pomysłodawcy zgromadzenia zwracają uwagę na poważne konsekwencje medyczne ciągłego przebywania w niesprzyjającym środowisku akustycznym. Twierdzą, że długotrwały zgiełk połączony z permanentnym stresem dewastuje zdrowie z podobną siłą co regularne nadużywanie alkoholu i innych używek. Z tego powodu aktywiści kategorycznie wzywają polityków do odłożenia na bok partyjnych sporów i podjęcia realnych działań, które ostatecznie przełamią urzędniczą nieudolność w tym obszarze.

Wstrząsy i hałas z trasy Łazienkowskiej nie dają żyć okolicznym mieszkańcom