Wojna w Ukrainie zmienia zasady ratowania żołnierzy. Koniec złotej godziny na froncie
Konflikt za naszą wschodnią granicą całkowicie zmienił to, jak wygląda współczesne pole bitwy. Wojskowy Instytut Medyczny zauważa, że dotychczasowe standardy, oparte na szybkim transporcie rannych do szpitala, przestały obowiązywać. Obecnie na froncie dominują drony, a poszkodowani muszą czekać na pomoc znacznie dłużej niż kiedyś. Dotychczasowa zasada tzw. złotej godziny, czyli udzielenia specjalistycznej pomocy w ciągu 60 minut, w warunkach pełnoskalowej wojny jest często niemożliwa do zrealizowania.
Teraz dominuje przede wszystkim złożoność urazów. Uraz jamy brzusznej, urazy kończyn, które występują w ponad 50% i niestety charakteryzują się bardzo wysoką śmiertelnością, bo śmiertelność w tych urazach przekracza 70%. [...] My byliśmy przygotowani do tego i przyzwyczajeni do tego, że ewakuacja poszkodowanego następowała w ciągu kilkudziesięciu minut, maksymalnie kilku godzin. Teraz w terenie pozazurbanizowanym do ewakuacji poszkodowanych na terenie Ukrainie dochodzi nawet w ciągu kilku dni. Stąd to niezmiernie ważny aspekt, żeby przygotować personel do podjęcia tych podstawowych czynności stabilizujących pacjenta, tak żeby on miał jak największe szanse do trwania do momentu ewakuacji – powiedział płk lek. Jarosław Kowal, zastępca dyrektora Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.
W obliczu nowych zagrożeń medycy muszą uczyć się, jak stabilizować stan rannych żołnierzy w ekstremalnych warunkach przez wiele godzin, a nawet dni. Zmiana charakteru walki z pancernej na dronową sprawiła, że lekarze i ratownicy stykają się z zupełnie innym rodzajem obrażeń, które wymagają natychmiastowej i precyzyjnej reakcji jeszcze na polu bitwy.
Wojsko planuje przeszkolić wszystkich medyków. Najważniejsze jest tamowanie krwawienia
Nowy program szkoleniowy ma być jednolity dla całego kraju, co pozwoli na sprawną współpracę różnych zespołów medycznych w razie konfliktu. Plan zakłada, że każdy pracownik medyczny – niezależnie od specjalizacji – musi posiadać podstawowe umiejętności ratowania życia w warunkach bojowych. Chodzi przede wszystkim o proste, ale kluczowe czynności, takie jak tamowanie silnych krwotoków czy udrażnianie dróg oddechowych, które mogą przydać się nie tylko na wojnie, ale i podczas codziennych wypadków na ulicy.
Jest to propozycja, żeby 100% personelu przeszkolić w tych podstawowych czynnościach, tak żeby umieć zatamować krwawienie, poradzić sobie z chorym, zachłyśniętym, zadławionym itd. Ważna kwestia, takie zdarzenie nie musi być wynikiem masowego konfliktu zbrojnego itd. Z taką sytuacją możemy się spotkać codziennie na ulicy, żebyśmy wiedzieli jak zareagować w przypadku obfitego krwawienia, czy ktoś w restauracji zadławi się kanapką. To są podstawowe rzeczy. Przeszkolmy 100% personelu. 10-15% zarezerwujmy dla personelu bardziej zaawansowane metody, a te 2-3% zróbmy zespół ekspercki – tłumaczył płk lek. Jarosław Kowal.
Specjaliści z WIM podkreślają, że czas pokoju należy wykorzystać na systematyczne ćwiczenia. Chodzi o to, aby system szkolenia był taki sam w każdym województwie i powiecie. Dzięki temu, gdy spotkają się medycy z różnych części Polski, będą działali według tych samych schematów i bez problemu się zrozumieją, co jest kluczowe w sytuacjach masowego zagrożenia.
Drony medyczne i nowoczesna technologia w służbie armii. Jak opanować stres bojowy?
Współczesna technologia oferuje rozwiązania, które mogą uratować życie tam, gdzie tradycyjna ewakuacja śmigłowcem jest niemożliwa z powodu ryzyka zestrzelenia. Polskie wojsko analizuje wykorzystanie dronów lądowych i powietrznych nie tylko do walki, ale także do transportu leków, opatrunków czy nawet samych rannych. Innym innowacyjnym pomysłem są specjalne podkoszulki monitorujące parametry życiowe żołnierza, które przesyłają informacje o jego kondycji do bazy.
Dotychczasowe nasze działania i te procedury, które także były procedurami natowskimi, zupełnie o czym innym mówiły. Była tak zwana złota godzina. W ciągu godziny trzeba pomóc poszkodowanemu, dotrzeć do niego, ewakuować na przykład z pola walki. Teraz to jest po prostu niemożliwe. Nie poleci śmigłowiec, ponieważ natychmiast zostanie zestrzelony. Trzeba zastosować różnego rodzaju metody, które pozwolą, po pierwsze, monitorować sytuację zdrowotną poszkodowanego. [...] po drugie, stosować np. drony, i te powietrzne, i te lądowe, do tego, żeby dostarczyć lekarstwa, opatrunki i zabezpieczyć go na dłuższe przebywanie, będąc zranionym, on musi przetrwać możliwość dotarcia do niego w opóźnionym czasie – wyjaśnił Stanisław Ziętek, wiceminister obrony.
Równie ważne jak nowoczesny sprzęt jest przygotowanie psychiczne medyków. Praca pod ostrzałem, w dymie i przy ogromnym huku generuje stres, który może sparaliżować nawet najbardziej doświadczonego lekarza. Dlatego szkolenia odbywają się na poligonach, gdzie personel cywilny i wojskowy uczy się działać w warunkach maksymalnie zbliżonych do prawdziwej wojny. Chodzi o to, by budować odporność psychiczną kadr medycznych, aby w razie kryzysu potrafiły opanować emocje i skutecznie ratować ludzkie życie.
Polecany artykuł: