Ośmioletni Dawid z Warszawy przestał oddychać. Rodzina czekała na karetkę 24 minuty

2026-04-17 16:08

Standardowy poranek na warszawskiej Białołęce zamienił się w koszmar, który zrujnował życie całej rodziny. Ośmioletni Dawid nagle przestał oddychać, a ciężar walki o jego życie spadł na nastoletnich braci, którzy przez 24 minuty prowadzili dramatyczną reanimację, czekając na przyjazd opóźnionego pogotowia ratunkowego.

Koszmar na warszawskiej Białołęce. Nastoletni bracia ratowali 8-letniego Dawida

Joanna Sochacka, matka ośmiolatka, relacjonuje, że dramat rozpoczął się krótko po godzinie piątej rano. Kobieta wybudziła się ze snu, słysząc niepokojący dźwięk, który przypominał głośne harczenie.

Sonda
Czy wzywałeś kiedyś karetkę?

Dzisiaj mam wrażenie, jakbym opowiadała o jakimś filmie − mówi.

Z początku zakładała, że to jedynie zły sen dziecka, jednak szybko dotarło do niej, że sytuacja jest niezwykle krytyczna. Rozpaczliwy krzyk matki postawił na nogi jednego ze starszych synów. Chwilę później w domu padły przerażające słowa, zwiastujące początek dramatycznej walki o przetrwanie chłopca.

Mamo, on nie oddycha!

Błyskawicznie w sypialni zjawili się wszyscy trzej starsi bracia ośmiolatka. Przejęli oni inicjatywę w ratowaniu chłopca, ponieważ matka była całkowicie sparaliżowana narastającym przerażeniem. − Byłam jak oszalała. Krzyczałam, próbowałam go ratować, ale to oni przejęli całkowitą kontrolę − opowiada.

Nastolatkowie natychmiast wybrali numer alarmowy i przystąpili do resuscytacji. Jeden z chłopców utrzymywał stały kontakt z dyspozytorem, podczas gdy reszta ściśle wykonywała przekazywane instrukcje. Kobieta została stanowczo wyproszona z pomieszczenia.

Moje reakcje tylko przeszkadzały. Oni musieli działać − przyznaje.

Piętnastoletni Igor zajął się matką na parterze budynku. Pilnował, aby nie wchodziła na piętro, regularnie kontrolował jej ciśnienie i dbał o podanie odpowiednich medykamentów.

Zatrważająco długi czas oczekiwania. Karetka dotarła do Dawida po 24 minutach

Początkowy kontakt z operatorem numeru 112 trwał dokładnie sześć minut. Przez cały ten czas dyspozytorka przekazywała nastolatkom wytyczne dotyczące prawidłowego udzielania pomocy medycznej. − Mówili jej, że Dawid łapie oddech, że oddycha nierówno. Robili wszystko, co im kazała − relacjonuje matka.

To połączenie zostało jednak przerwane bez zadysponowania zespołu ratownictwa medycznego na miejsce zdarzenia. − Powiedziała, żeby kontynuowali i zadzwonili, jeśli coś się będzie działo − dodaje.

Z perspektywy matki poszkodowanego dziecka, ta konkretna decyzja pozostaje absolutnie niepojętym i najbardziej szokującym elementem całego dramatu.

Nastolatkowie przez następne cztery minuty prowadzili walkę o życie brata samodzielnie. Niestety, w krótkim czasie stan ośmiolatka drastycznie się załamał.

Znowu stracili Dawida − mówi kobieta.

Chłopcy musieli wykonać kolejny telefon, tym razem bezpośrednio pod numer 999. Aby od nowa zrelacjonować dyspozytorowi przebieg zdarzeń, zostali zmuszeni do chwilowego wstrzymania uciśnięć klatki piersiowej. − Utrzymali to dziecko przy życiu do przyjazdu karetki − podkreśla matka.

Historia wykonanych połączeń telefonicznych nie pozostawia złudzeń: pomiędzy pierwszym zgłoszeniem a pojawieniem się ratowników upłynęły aż 24 minuty. − Mam to w telefonie. 6 minut rozmowy, 4 minuty przerwy i 14 minut drugiego połączenia − mówi.

Przez całe to okienko czasowe ośmiolatek był nieustannie reanimowany przez starsze rodzeństwo. − To było 24 minuty niedotlenienia mózgu − dodaje.

Medycy ostatecznie ustabilizowali pacjenta i przywrócili akcję serca. Niestety, najgorsze wydarzenia miały dopiero nadejść.

Kolejny wstrząsający błąd służb medycznych. Pierwszy ambulans odmówił transportu 8-latka

Po dotarciu na miejsce miało miejsce kolejne niewytłumaczalne zdarzenie. Medycy z pierwszej karetki nie przetransportowali chłopca do placówki medycznej.

Powiedzieli, że nie mogą go transportować − relacjonuje matka.

Zamiast pilnego przewiezienia pacjenta na oddział, ratownicy podjęli decyzję o wezwaniu następnego ambulansu. − Słyszano, jak ratowniczka mówi: „Ale jak to? Tu jest ośmioletnie dziecko!” − opowiada.

Kolejna ekipa ratunkowa dotarła błyskawicznie i to ona sfinalizowała transport małoletniego do lecznicy. Z dzisiejszej perspektywy jest jasne, że decydujące znaczenie miały początkowe minuty akcji. − Gdyby karetka przyjechała po pięciu minutach, bylibyśmy w zupełnie innym miejscu − mówi matka.

Obecnie układ krążenia chłopca funkcjonuje poprawnie, jednak trwające zbyt długo niedotlenienie doprowadziło do drastycznych i rozległych uszkodzeń tkanki mózgowej. − Obszar odpowiedzialny za ruch jest zniszczony − tłumaczy.

W tym momencie ośmiolatek znajduje się w stanie wegetatywnym. Stracił zdolność mowy, ruchu oraz samodzielnego przełykania pokarmów.

Jego funkcje życiowe ograniczają się do tego, że trawi i jego serce bije − mówi matka.

Z przeprowadzonych diagnoz wynika równocześnie, że części mózgu odpowiadające za odczuwanie emocji nie uległy zniszczeniu. − Widzimy, kiedy się denerwuje. Ale nie może nam tego powiedzieć − dodaje.

Rodzina musi na bieżąco domyślać się wszystkich potrzeb dziecka. Zagadką pozostaje sam powód nagłego zatrzymania akcji serca u chłopca. − Nigdy na nic nie chorował − podkreśla matka.

Specjalistom nie udało się dotąd ustalić podłoża tego tragicznego incydentu. W najbliższym czasie przewidziano realizację szczegółowych analiz, obejmujących również testy genetyczne.

Szokujące tłumaczenia dyspozytorni. Rodzina z Warszawy domaga się sprawiedliwości

Joanna Sochacka najbardziej kwestionuje przebieg pierwszego zgłoszenia alarmowego. − Mówili, że sytuacja nie wydawała się poważna. To absurd − mówi matka.

Kobieta akcentuje fakt, że przez cały czas trwania tej rozmowy nastolatkowie aktywnie prowadzili masaż serca u brata. − Nie rozmawiali o muzyce, tylko o ratowaniu życia − podkreśla.

Przedstawiciele służb ratunkowych zasłaniają się awarią w systemach informatycznych, jednak dla zdesperowanej matki takie argumenty są całkowicie niewiarygodne i nie do zaakceptowania.

Jak można przez 6 minut prowadzić reanimację i nie uznać tego za poważne? − pyta.

Klinika "Budzik" jedynym ratunkiem. Rodzina z Białołęki podejmie kroki prawne

Zrujnowana tragedią rodzina deklaruje wejście na drogę sądową w celu pociągnięcia winnych do odpowiedzialności.

To było niedopełnienie obowiązków − mówi matka.

Kobieta zaznacza, że zamierza z pełną determinacją walczyć o godne życie dla swojego okaleczonego dziecka.

Nie wiem, czy Dawid kiedykolwiek wróci do zdrowia.

Ośmiolatek został zakwalifikowany do leczenia w specjalistycznej klinice „Budzik”, gdzie czekają go miesiące skomplikowanej i wyczerpującej rehabilitacji.

Plan jest taki, żeby był tam rok − mówi matka.

Dla bliskich poszkodowanego pobyt w tym renomowanym ośrodku stanowi jedyną szansę na jakąkolwiek poprawę stanu zdrowia chłopca.

Wsparcie finansowe na rzecz leczenia małego Dawida można przekazywać za pośrednictwem dedykowanej zbiórki pod adresem: https://dzieciom.pl/podopieczni/46522

Redakcja portalu wystosowała oficjalne zapytanie do Biura Rzecznika Praw Pacjenta w celu wyjaśnienia opisanych nieprawidłowości. Dziennikarze wnieśli o szczegółową weryfikację obowiązujących protokołów ratunkowych oraz odniesienie się do niezrozumiałych decyzji o zaniechaniu wysłania ambulansu w trakcie pierwszej rozmowy, rażąco długiego czasu oczekiwania na pomoc, a także odmowy transportu nieletniego przez pierwszą ekipę ratowników. Redakcja zobowiązuje się do niezwłocznej publikacji stanowiska instytucji państwowej natychmiast po jego otrzymaniu.