Bezpośrednio pod płotem zamkniętej placówki gromadzą się płonące świece oraz niewielkie pamiątki. Przechodnie zostawiają tam autka, maskotki i lampiony uformowane w kształt serca, obok których ciężko przejść bez refleksji. Ten niezwykle poruszający widok przypomina o niedawnym gwarze i radosnej atmosferze, która dominowała w tym miejscu. Obecnie wokół budynku unosi się wyłącznie przejmująca cisza, przerywana krokami mieszkańców zatrzymujących się, by w zadumie zapalić lampkę i złożyć hołd zmarłemu chłopcu.
Śmierć 2-latka w Ząbkach. Prokuratura bada przyczyny tragedii
Przypominamy, że do tragicznego zdarzenia doszło w minioną środę, 20 maja. Z niedużego oczka wodnego usytuowanego na terenie posesji wynajmowanej przez klub dziecięcy wydobyto zwłoki dwuletniego malucha. Ten wstrząsający incydent błyskawicznie sprowokował dyskusję dotyczącą nadzoru nad podopiecznymi w tym obiekcie. Śledczy starają się ustalić, dlaczego chłopczyk został pozostawiony sam sobie. Postępowanie jest obecnie prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka.
Funkcjonariusze ujęli w tej sprawie 48-letnią Lukrecję B. oraz 53-letnią Monikę Z. Prokurator Remigiusz Krynke, reprezentujący Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga, poinformował media, że obie kobiety usłyszały już stosowne zarzuty karne. Przeprowadzono także przesłuchania, podczas których zatrzymane występowały formalnie w charakterze podejrzanych o udział w tym nieszczęśliwym zdarzeniu.
Jak wskazał przedstawiciel prokuratury, stanowiska oskarżonych w tej sprawie są odmienne. „Jedna z pań przyznała się do zarzucanego jej czynu i złożyła króciutkie wyjaśnienia. Druga odmówiła odpowiedzi na pytania dotyczące tego, czy przyznaje się do zarzucanego przestępstwa” – informował śledczy zajmujący się rozwikłaniem okoliczności dramatu w Ząbkach.
Klub dziecięcy w Ząbkach miał świetne opinie wśród rodziców
Zanim doszło do nieszczęścia, instytucja cieszyła się ogromnym zaufaniem i pozytywnymi recenzjami. Obiekt oferował rozbudowany program edukacyjny, który obejmował warsztaty sensoryczne, muzyczne oraz zajęcia ruchowe. W budynku regularnie odbywały się kameralne koncerty i przedstawienia teatralne kierowane do maluchów. Właściciele chwalili się w pełni indywidualnym traktowaniem podopiecznych, ukończonymi kursami pierwszej pomocy przez personel, a także rygorystycznym przestrzeganiem wszelkich norm bezpieczeństwa.
W wyniku tragicznych wydarzeń placówka zawiesiła swoją działalność. Z sieci natychmiast zniknęła oficjalna strona internetowa biznesu, a profile w mediach społecznościowych zostały trwale usunięte przez administratorów. Lokalna społeczność Ząbek nie zapomina jednak o miejscu, w którym zginął mały chłopiec.
Mieszkańcy Ząbek apelują o lepszy nadzór po śmierci 2-latka
Wśród miejscowych wciąż dominuje smutek połączony z wątpliwościami na temat opieki nad dziećmi. „Za mało pilnują malutkich dzieci” – oceniła jedna z okolicznych mieszkanek, komentując wydarzenia. Pozostali obywatele głośno wskazują na problem niewystarczającej liczby wykwalifikowanych wychowawców w prywatnych placówkach i domagają się znacznie bardziej rygorystycznych kontroli takich instytucji.
Trudno powstrzymać w tej sytuacji ogromne nerwy i głęboki żal. W rozmowie z mediami pani Jolanta Pietrzak podzieliła się swoim smutkiem, wskazując: „Nie mogę myśleć o tym, co się stało, bo łzy same cisną się do oczu”.
Obecnie pod zamkniętą bramą obiektu można dostrzec jedynie płonące lampki i rzędy pluszaków. Stanowią one najbardziej wyrazisty symbol szoku wywołanego tym niespodziewanym nieszczęściem. Przestrzeń, która miała tętnić życiem i radosnymi okrzykami maluchów, zmieniła się w miejsce cichego pożegnania, wyznaczonego przez porzucone przez dorosłych zabawki.