Spis treści
W niedzielę podróżni wsiedli w Radomiu do pociągu IC „Kormoran”, planując dotrzeć na Dworzec Zachodni w stolicy. Standardowo pokonanie tego stukilometrowego odcinka zabiera zaledwie 55 minut, jednak tym razem kłopoty zaczęły się już na starcie. Skład dotarł na peron z ponad trzydziestominutowym poślizgiem, który zgromadził wcześniej podczas przejazdu z Krakowa, dokładnie na wysokości stacji Skarżysko-Kamienna, co od razu wzbudziło niepokój oczekujących podróżnych.
Mimo początkowych trudności wydawało się, że dalsza droga upłynie bez większych przeszkód. Skład sukcesywnie zbliżał się do stolicy, bez problemów pokonując kolejne odcinki trasy. Absolutnie nic nie zwiastowało gigantycznego kryzysu, który miał rozegrać się dosłownie na ostatnich kilometrach przed docelowym przystankiem.
Awaria pociągu IC Kormoran. Skład zatrzymał się przed stacją Warszawa Aleje Jerozolimskie
Niespodziewanie maszyna stanęła w miejscu w okolicach stacji Warszawa Aleje Jerozolimskie. Przymusowy postój przeciągał się, osiągając ostatecznie około dziesięciu minut, podczas gdy z głośników nie płynął absolutnie żaden komunikat wyjaśniający sytuację. Wśród podróżujących dało się wyczuć rosnące zaniepokojenie, choć większość wciąż miała nadzieję na błyskawiczne rozwiązanie problemu, biorąc pod uwagę niewielką odległość od Dworca Zachodniego.
Niestety po krótkim wznowieniu jazdy maszyna znów uległa zatrzymaniu. Tym razem skład stanął w pobliżu przystanku Warszawa Reduta Ordona, zaledwie tysiąc metrów od wyczekiwanego peronu. Przez okna doskonale widać było stacyjną infrastrukturę oraz mijające nas z impetem inne składy, jednak nasz pociąg ani drgnął na torowisku.
Upał i opóźnienia PKP Intercity. Godzinny postój tuż przed Warszawą Zachodnią
Oczekiwanie wydłużało się niemiłosiernie, przeradzając się z kilkunastu minut w niemal pełną godzinę. Temperatura w przedziałach drastycznie rosła, co zmuszało zdesperowanych ludzi do kontaktowania się z bliskimi i masowego anulowania zaplanowanych spotkań. Część osób rozważała nawet pieszą ewakuację z wagonów, a najgorszym aspektem tej sytuacji pozostawało całkowite milczenie obsługi w kwestii przyczyn uziemienia składu.
Pasażerowie PKP Intercity oburzeni brakiem komunikatów w pociągu
Z każdym upływającym kwadransem w pojeździe gęstniała nieprzyjemna i niezwykle nerwowa atmosfera. Towarzysząca mi pasażerka nieustannie spoglądała na ekran smartfona, starając się opanować emocje zmartwionej rodziny. „Miałam być już dawno w domu. Najgorsze nie jest nawet to opóźnienie, tylko kompletna cisza. Gdyby ktoś powiedział, co się stało i ile jeszcze postój potrwa, człowiek wiedziałby, na czym stoi” – powiedziała kobieta w rozmowie z autorem tekstu.
Kilka siedzeń dalej inna pasażerka w ogromnym stresie weryfikowała alternatywne połączenia kolejowe. „Uciekła mi już przesiadka i nie mam pojęcia, czy zdążę jeszcze dziś dojechać do celu. Rozumiem, że awarie się zdarzają, ale brak informacji jest po prostu nie do zaakceptowania. Przez godzinę nikt nic konkretnego nam nie powiedział” – przekazała zdenerwowana podróżna w relacji z miejsca zdarzenia.
Jakiekolwiek informacje ze strony załogi usłyszeliśmy dopiero około godziny 18:30. Był to moment wyjątkowo absurdalny, zważywszy na fakt, że zgodnie z harmonogramem skład powinien znajdować się na Dworcu Zachodnim już o 17:48. Nawet wtedy nie dowiedzieliśmy się o dokładnych powodach zakłóceń, ani o przewidywanym czasie wznowienia kursu.
Maszyna w końcu ruszyła z miejsca w okolicach 19:30. Kiedy po przeszło sześćdziesięciu minutach tkwienia w bezruchu pociąg zameldował się na stacji Warszawa Zachodnia, w przedziałach natychmiast wybuchły głośne oklaski. Nie wynikały one jednak z podziwu dla profesjonalizmu kolejarzy, lecz stanowiły po prostu wyraz gigantycznej ulgi z powodu finału tej męczącej przeprawy.
W związku z tymi bulwersującymi wydarzeniami skierowałem szereg szczegółowych pytań do przedstawicieli PKP Intercity. Zażądałem dokładnych wyjaśnień dotyczących działań dyspozytorów, powodów braku sprawnej komunikacji z klientami oraz motywów tak długiego przetrzymywania pociągu przed samym dworcem. Dociekałem też, czy nie istniała żadna alternatywna procedura ratunkowa, mogąca zminimalizować czas trwania tego dramatycznego postoju.
Wkrótce nadeszło oficjalne stanowisko narodowego przewoźnika. „Na odcinku Legionowo − Modlin awarii uległa sieć trakcyjna. Ruch pociągów był wstrzymany od godziny 11:12 do godz. 17:26. Ze względu na wysokie temperatury oraz ograniczenia prędkości z tym związane pociąg Kormoran do aglomeracji Warszawskiej przybył z opóźnieniem 41 minut. Na stacji Warszawa Aleje Jerozolimskie stał 10 minut ze względu na brak wolnych torów na przyjęcie pociągu. Przed stacją Warszawa Zachodnia również nie było wolnych torów na przyjęcie pociągu (jazda w kolejce). Ponieważ pociąg jechał dalej, do stacji Olsztyn Główny, musiał oczekiwać w kolejce na możliwość kontynuowania jazdy. W związku z niedzielną awarią sieci trakcyjnej na Warszawskim Węźle Kolejowym w doszło do opóźnień wielu pociągów, które przejeżdżają przez stolicę. Występujące problemy na liniach kolejowych w pozostałych rejonach kraju, wpływały na ograniczoną przepustowość sieci torowej oraz dworców, a także opóźnienia wtórne kolejnych pociągów. PKP Intercity było w stałym kontakcie z PKP PLK − zarządcą infrastruktury i ruchu pociągów. W takich sytuacjach są podejmowane decyzje i działania, które mają zapewnić bezpieczeństwo pasażerów” – poinformowało Biuro Prasowe PKP Intercity w przesłanym komunikacie.
Okazuje się, że to nie jedyny taki incydent, ponieważ otrzymaliśmy również relacje z połączenia IC relacji Poznań – Warszawa, którym uczestnicy Festiwalu Malta wracali do domów. „Bareja wiecznie żywy! Pociąg był rozgrzany jak teflonowy grill. »Warsu« brak. Automat sprzedający wodę przegrzał się i nie działał. Ładowarki do telefonu nie pracowały z powodu temperatury. Monitor wskazywał nam 47 stopni. Pociąg z każdą stacją nabierał coraz więcej opóźnienia” – relacjonuje w rozmowie z „Super Expressem” Piotr, uczestnik pechowego kursu.
Mężczyzna zwrócił też uwagę na wręcz skandaliczną postawę personelu obsługującego tamto połączenie. „Ale najgorsze jest to, że nikt się nami nie zainteresował, konduktor przemknął tylko, nie sprawdzając nawet biletów, rzucając do pasażerów »Można złożyć reklamację«. Tak oto PKP nauczyło mnie, że w podróż pociągiem PKP IC, jak na plażę, trzeba brać litr wody” – skwitował rozgoryczony pasażer na łamach dziennika.