Poruszające pożegnanie Marcina Przewoźniaka. „Zawsze miał ciepły uśmiech”

2026-03-20 19:32

Na cmentarzu w Rembertowie rodzina, przyjaciele oraz współpracownicy ze świata literatury, dziennikarstwa i stołecznego ratusza pożegnali Marcina Przewoźniaka. 54-latek zmarł po krótkiej, lecz ciężkiej chorobie. Uroczystość pełna była wspomnień, a brat zmarłego zwrócił się do zgromadzonych z wyjątkową prośbą.

Pogrzeb Marcina Przewoźniaka. On na wszystko miał limeryk

i

Autor: Marcin Przewoźniak/facebook, Iza Kraj
Radio ESKA Google News

Zmarł literat, dziennikarz i urzędnik

Marcin Przewoźniak odszedł 15 marca w wieku 54 lat, niedługo po zdiagnozowaniu u niego choroby. Był człowiekiem wielu talentów: pisarzem, dziennikarzem, pedagogiem, podróżnikiem i poetą. Przez ponad półtorej dekady związany był ze stołecznym biurem kultury. W wolnym czasie tworzył literaturę dziecięcą, opowiadając m.in. o bursztynowych śledziach, zabójczych pierogach czy Tadku Odpadku. Jego dorobek obejmuje takie pozycje jak „Poradnik Małego Skauta”, „Wielka Encyklopedia Krasnoludków” czy „Poradnik Małego Patrioty”. Za książkę „Puk, puk! Zastałem króla?” uhonorowano go Nagrodą Literacką im. Kornela Makuszyńskiego. Jako dziennikarz współpracował z „Życiem Warszawy” i „Dziennikiem”, gdzie pisał głównie o edukacji.

Ogarniał sprawy zarówno te łatwe, jak i trudne, czasami nużące, a czasami inspirujące. Zawsze jednak robił to z uśmiechem, dystansem i zdrowym cynizmem. Na opis najróżniejszych życiowych i urzędniczych paradoksów wysyłał do nas swoje limeryki 

– wspominał go Artur Jóźwik, dyrektor miejskiego biura kultury.

Marcin na wszystko miał limeryk

Podczas ceremonii na cmentarzu w warszawskim Rembertowie, szef biura kultury w ciepłych słowach pożegnał swojego podwładnego i kolegę.

Mieliśmy napisać list, ale ty byś go i tak napisał lepiej. Dlatego żegnamy cię twoim własnym limerykiem, który napisałeś nam w czasie covid-u

– podkreślił Artur Jóźwik w momencie, gdy urna z prochami spoczęła w miejscu wiecznego spoczynku. W trakcie pogrzebu z głośnika popłynęły słowa żeglarskiej pieśni: „Dziś powrotnym kursem wracamy już/ Rejsu chyba to ostatnie dni/I każdy w sercu już chyba ma/Piękne panny ze starej Maui”.

Dziękujemy ci za serdeczność, uczciwość, uśmiech, za nieformalne „Muzeum Syreństwa”, za to, że ubarwiałeś naszą codzienność. Za to, że byłeś w stanie rozchmurzyć nawet najgorsze dni. Dziękujemy za wspaniałe limeryki, które do nas wysyłałeś w bardzo dziwnych, ciemnych czasami, ale też bardzo miłych wydarzeniach

– kontynuował Jóźwik.

Marcinie, zapamiętamy cię w kolorowych marynarkach, w kolorowych muszkach, zapamiętamy też twoje wspaniałe umiejętności kulinarne i ten bigos, który ugotowałeś nam na ostatnie Boże Narodzenie. Spoczywaj w pokoju

– podsumował dyrektor.

W szpitalu rozważał różne scenariusze

Brat zmarłego wspominał, że Marcin był dla niego nie tylko rodzeństwem, ale też niezawodnym przyjacielem i wsparciem na każde zawołanie.

Marcin pierwszy zabrał mnie za zagranicę, pierwszy zabrał mnie na żagle. Kiedyś, gdy planował wspólny wyjazd, ale nie mógł znaleźć noclegu, zapakował dwa stare łóżka na starego tarpana i pojechaliśmy takim domowym kamperem na wyjazd. Był dobrym duchem, twórczy, kreatywny, nietuzinkowy nie tylko w swojej twórczości ale i w życiu codziennym

– mówił z żalem brat. Dodał, że podczas pobytu w szpitalu, gdy Marcin zdawał sobie sprawę z nadciągającej śmierci, stwierdził, że przeżył wartościowe życie, pozostawiając po sobie ślad w literaturze i zmieniając fragment świata. Jego jedyną troską był los rodziców i żony Agaty, która towarzyszyła mu w ostatnich chwilach. Zmarł zaledwie cztery tygodnie po usłyszeniu diagnozy.

Prośba brata do żałobników

Na zakończenie brat Marcina skierował do wszystkich zebranych apel.

Ja mam do państwa prośbę. Jak będziecie wspominać Marcina, to róbcie to zawsze z uśmiechem. Bo on miał zawsze ciepły uśmiech i wesołe oczy dla nas w każdym momencie. Nawet jak miał gorszy dzień, nawet jak był zmęczony, czy nawet jak był bezsilny w szpitalu – nigdy nie stracił tego ciepłego wzroku i dobrotliwego uśmiechu. Zapamiętajcie go tak

– prosił ze wzruszeniem. Ostatnie pożegnanie uświetnił utwór „Zegarmistrz światła” Tadeusza Woźniaka. W odprowadzeniu urny uczestniczyły dziesiątki osób – od rodziny, przez urzędników, aż po nauczycieli i dziennikarzy.

Mądrości w święta i na co dzień

pół roku z kalendarzem w zgodzie,

słonecznych ranków i pokoi,

żeńskich form nazw, gdy pragnął kto ich.

Niech święty spokój w Nowym Roku

pod gruszą, na dowolnym boku,

niech człek nie czai się, nie czeka,

by w ludziach widzieć wciąż człowieka.” - to jeden z limeryków Marcina Przewoźniaka, wysłany do pracowników z ratusza