Śmiertelna pułapka na poddaszu
Ogień pojawił się w wielkanocną niedzielę 2021 roku, tuż po północy. Na dolnej kondygnacji budynek mieścił przychodnię, a wyżej znajdowały się łącznie cztery lokale mieszkalne. Płomienie rozpoczęły destrukcję od dachu, po czym błyskawicznie opanowały najwyższe piętro i zablokowały drogę ewakuacji. Czwórka domowników, w tym dwójka maluchów, utknęła wewnątrz bez możliwości ucieczki. Okoliczni mieszkańcy dostrzegli zagrożenie w momencie, gdy trujące opary zaczęły wypełniać pokoje, i natychmiast wezwali pomoc.
Do walki z żywiołem ruszyły lokalne jednostki ochotnicze oraz zawodowi strażacy z Siedlec i Mińska Mazowieckiego. Działania ratunkowe prowadziło około 50 funkcjonariuszy korzystających z czternastu pojazdów. Służbom udało się wynieść poszkodowanych z płonącego lokalu, jednak wszyscy byli nieprzytomni. Mimo błyskawicznej reanimacji 31-letni Damian S. zmarł w karetce z powodu silnego zatrucia dymem. Pozostali członkowie rodziny zostali pilnie zabrani do placówek medycznych. Niestety, dziewięciolatka zmarła w trakcie transportu, natomiast jej młodszy brat zmarł wkrótce po dotarciu na oddział. Przyczyną obu zgonów był zabójczy czad. Ciężko ranną 32-latkę skierowano na specjalistyczne leczenie do Łęcznej.
Lokatorzy zajmujący parter ewakuowali się bez żadnych obrażeń. Z powodu zniszczeń spowodowanych przez wodę podczas gaszenia pożaru, poszkodowanym sąsiadom musiano przydzielić tymczasowe miejsca zamieszkania. Dramatyczne wydarzenia mocno wstrząsnęły całą lokalną społecznością.
Ostatnie pożegnanie ofiar pożaru
Zmarły ojciec oraz jego dzieci zostali pochowani niewiele ponad tydzień po tych tragicznych wydarzeniach. W uroczystościach pogrzebowych wzięli udział krewni oraz liczna reprezentacja sąsiadów z sąsiednich miejscowości. Deszczowa pogoda nie zniechęciła żałobników przed oddaniem hołdu ofiarom. Z racji trwających wówczas obostrzeń pandemicznych proboszcz parafii świętego Aleksego w Oleksinie przypomniał o konieczności zachowania reżimu sanitarnego. Z tego powodu do wnętrza budynku wpuszczono jedynie najbliższych, podczas gdy reszta wiernych zebrała się na zewnątrz.
Zmarłych przetransportowano do świątyni za pomocą dwóch pojazdów pogrzebowych. Pierwszy przewoził jasne trumny najmłodszych, w drugim umieszczono ciemniejszą trumnę mężczyzny. Atmosfera była przygnębiająca, a kapłan z trudem kontrolował wzruszenie podczas nabożeństwa. Zgromadzeni głośno płakali, słuchając słów wsparcia kierowanych do ocalałych krewnych.
Po zakończeniu nabożeństwa uczestnicy przeszli na teren lokalnej nekropolii. Zmarły mężczyzna oraz dwoje jego małych dzieci spoczęli we wspólnym grobowcu.
Wyjaśnianiem okoliczności tego koszmaru zajęła się siedlecka prokuratura rejonowa. Do analizy dowodów zaangażowano ekspertów z zakresu medycyny sądowej oraz specjalistów pożarnictwa. Zgromadzone materiały pozwoliły ostatecznie wykluczyć udział jakichkolwiek osób z zewnątrz.
Obecnie miejsce spoczynku ofiar zdobi specjalny pomnik. Wyryto na nim wyjątkowo poruszającą sentencję:
„Lecz oni przecież ciągle żywi, nadal wytrwale są wśród nas, ich dusze przy nas pozostały, tylko ich ciała zabrał czas”.