Spis treści
Tragiczna w skutkach kłótnia między partnerami rozegrała się w nocy z 29 na 30 kwietnia 2022 roku w jednym z apartamentów przy ulicy Sarmackiej na warszawskim Wilanowie. Śledczy pracujący nad sprawą ustalili, że 21-letni Igor K. otrzymał niezwykle celny cios nożem od swojej 26-letniej dziewczyny, Karoliny B. Ciężko ranny i mocno krwawiący z brzucha chłopak został odnaleziony na klatce schodowej, a nad nim pochylała się jego oprawczyni. Zaniepokojeni sąsiedzi natychmiast zaalarmowali policję oraz pogotowie ratunkowe. Niestety, pomimo szybko podjętej interwencji medycznej, życia młodego mężczyzny nie udało się uratować. Igor K. zmarł w szpitalu po kilkudziesięciu godzinach od całego zajścia. W toku śledztwa funkcjonariusze zabezpieczyli narzędzie zbrodni, którym okazał się nóż z piętnastocentymetrowym ostrzem.
Kariera Karoliny B. Prawniczka odnosiła liczne sukcesy zawodowe
Karolina B. cieszyła się sporą rozpoznawalnością w lokalnej społeczności ze względu na swoje zaangażowanie w działalność publiczną oraz polityczną. Związana z prawicą kobieta zasiadała w Parlamencie Studentów Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach. W kolejnych latach ukończyła prawo, a także uzyskała licencjaty z historii i kryminologii. Polska Agencja Prasowa informowała, że 26-latka odbywała staże w instytucjach centralnych i znalazła zatrudnienie w gabinecie jednego z dyrektorów Kancelarii Premiera. Była również prezeską fundacji Portia oraz aktywną członkinią stowarzyszenia KoLiber. W wolnym czasie trenowała szermierkę i startowała w zawodach szpady sportowej. Prokuratura w trakcie procesu dowodziła, że właśnie te umiejętności pomogły jej w ataku na młodszego partnera.
Dziennikarze portalu „Polityka” stworzyli szczegółowy reportaż na temat morderstwa, z którego wyłania się obraz Karoliny B. jako delikatnej z wyglądu blondynki, lecz bardzo wpływowej w prawicowych środowiskach. To właśnie dzięki państwowym dotacjom na fundacje kobieta była w stanie opłacać swoje mieszkanie. Z doniesień wynikało, że miała wybuchowy i dominujący charakter i nie tolerowała jakiegokolwiek sprzeciwu. Sytuacja uległa zmianie, gdy na jej drodze pojawił się 21-letni działacz z Lublina, dla którego całkowicie straciła głowę i przy którym początkowo złagodniała. Igor K. pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Młodzieżowej Rady Miasta i studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Działał także jako poseł na Sejm Dzieci i Młodzieży, marszałek Parlamentu Dzieci i Młodzieży Województwa Lubelskiego oraz członek Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem.
„Ona kupiła już suknię ślubną, planowała z nim ślub. Ale chłopak coraz bardziej się wycofywał, coraz częściej znikał, wyjeżdżał do Lublina, nie odbierał telefonu. A to wywoływało u niej, jak mówili znajomi, ataki paniki oraz złości” – relacjonowali dziennikarze portalu „Polityka”.
Igor chciał zakończyć związek z Karoliną B. Doszło do krwawego ataku
Tragicznego wieczoru para nie przebywała w mieszkaniu sama. Z ustaleń policji wynika, że w spotkaniu uczestniczyli również znajomi, a atmosfera była bardzo przyjazna. Świadkowie zeznali później, że przed ich wyjściem zakochani obejmowali się, a wcześniej wspólnie spożywali wino i palili marihuanę. Ostatni uczestnicy spotkania opuścili lokal kilkanaście minut po pierwszej w nocy. Około dwie godziny później ciszę przerwały rozpaczliwe krzyki młodego chłopaka, który ledwo trzymał się na nogach na klatce schodowej. Kiedy sąsiedzi wyszli ze swoich mieszkań i zobaczyli krwawiącego 21-latka, od razu wezwali służby. Karolina B. została aresztowana pod zarzutem celowego ugodzenia partnera nożem w reakcji na jego decyzję o rozstaniu. W trakcie śledztwa prawniczka potwierdziła, że ich relacja od dłuższego czasu przeżywała ogromny kryzys. Znajomi pary opisywali ich jako dwa zupełnie różne żywioły. Dziennikarz Piotr Lis na łamach „Super Expressu” wskazywał na burzliwy charakter tego związku. Reporter opisywał, że kochankowie regularnie zrywali ze sobą i do siebie wracali, a na jednym z luster w mieszkaniu kobieta napisała w przypływie emocji prośbę, by Igor na zawsze zniknął z jej życia.
Eksperci medycyny sądowej zaangażowani do zbadania sprawy stwierdzili, że bezpośrednią przyczyną zgonu mężczyzny była szeroka na pięć centymetrów rana kłuta zlokalizowana w śródbrzuszu. Zabójcze ostrze uszkodziło kluczowe narządy wewnętrzne, przecinając duże naczynia krwionośne, mocno ukrwioną ścianę żołądka oraz fragment wątroby. Błyskawiczna operacja w szpitalu nie przyniosła niestety oczekiwanych rezultatów. Zdaniem prokuratury 26-latka uderzyła niezwykle precyzyjnie, kierując ostrze ku górze i korzystając z wiedzy zdobytej na treningach szermierczych, aby wywołać maksymalne obrażenia. Oskarżycielka publiczna podkreślała w sądzie, że w momencie wyprowadzenia takiego ciosu kobieta wydała na 21-latka wyrok śmierci. Adwokatka reprezentująca Karolinę B. stanowczo odpierała te zarzuty, argumentując, że w przypadku chęci zabójstwa jej klientka dokonałaby tego wewnątrz mieszkania, celując w serce lub głowę.
Oskarżona Karolina B. próbowała przekonać śledczych, że tragiczne zdarzenie było jedynie wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. W trakcie rozprawy sądowej przekonywała, że trzymała ostre narzędzie w dłoni, gdy młody mężczyzna gwałtownie się w jej stronę obrócił. „Ja go zawołałam, wpadliśmy na siebie. Nóż wszedł jak w masło” – twierdziła przed sądem 26-letnia prawniczka.
Linia obrony Karoliny B. Matka Igora K. staje po stronie morderczyni
Sąd Okręgowy w Warszawie w pierwszej instancji odrzucił te wyjaśnienia i wymierzył kobiecie karę piętnastu lat pozbawienia wolności. Po trwającym kilka miesięcy procesie obie strony zdecydowały się złożyć apelację od tego rozstrzygnięcia. Prokuratura domagała się zaostrzenia wyroku do 25 lat więzienia za morderstwo z zamiarem bezpośrednim, powołując się na obszerny materiał dowodowy. Zwrócono szczególną uwagę na fakt, że zakrwawione narzędzie zbrodni ukryto w szufladzie pod stertą odzieży, co miało świadczyć o próbie zatarcia śladów. Co więcej, w przejętej przez strażników wiadomości z aresztu oskarżona wprost przyznała się do ataku na chłopaka i próbowała mataczyć w śledztwie. Strona oskarżająca argumentowała, że takie zachowanie całkowicie podważa szczerość okazywanej przez nią skruchy, która miała być jedynie chłodną kalkulacją mającą na celu złagodzenie ostatecznej kary.
„Starała się nas przekonać, że kochała Igora. Oskarżenie w to wierzy, ale to była toksyczna, samolubna miłość” – argumentowała prokurator na sam koniec procesu. Podczas mowy końcowej oskarżycielka przywołała opinie biegłych psychologów. Zgodnie z ich ekspertyzą Karolina B. przejawiała cechy egocentryczne, manipulowała otoczeniem i panicznie bała się odrzucenia, co prowadziło do niekontrolowanych wybuchów agresji.
Obrończyni Karoliny stanowczo odpierała te argumenty, próbując udowodnić, że do śmiertelnego zranienia doszło całkowicie przypadkowo. Celem adwokatki była zmiana kwalifikacji czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci, co skutkowałoby znacznie łagodniejszym wyrokiem. Proces apelacyjny przyniósł jednak absolutnie nieoczekiwany obrót spraw. Od twardego stanowiska prokuratury odcięła się matka zmarłego Igora, która otwarcie stwierdziła, że 26-letnia morderczyni zasługuje na drugą szansę. Kobieta uznała, że wierzy w zapewnienia prawniczki o braku celowego zamiaru pozbawienia życia jej ukochanego syna.
„Bycie mamą Igora to był zaszczyt. Oczy matki widzą jednak drugie dziecko, Karolinę. Jej mama też na pewno dałaby wszystko, by cofnąć czas” – podkreślała matka zamordowanego chłopaka w wypowiedzi dla Polskiej Agencji Prasowej. Jej niesamowita wręcz wyrozumiałość zszokowała osoby zgromadzone na sali sądowej. Kobieta wyjawiła, że regularnie widywała się z oprawczynią swojego syna w zakładzie karnym, żeby lepiej poznać jej historię, ponieważ sam Igor nie zdążył ich sobie przedstawić. „Nie wiedziałam, że tak bardzo potrzebowała pomocy. Prosiła o nią, ale nikt jej nie udzielił. Tacy są ludzie o wysokiej wrażliwości, w ten sposób wyruszamy w drogę ku szaleństwu” – podsumowała gorzko.
Wyrok dla Karoliny B. Sąd uznał argumentację o zbrodni w zamiarze ewentualnym
Przedstawicielka prawna Karoliny B. podsumowała oskarżenia prokuratury jako zbiór nieuzasadnionych spekulacji i krzywdzących insynuacji. „Uparcie forsowana jest wersja o zamiarze bezpośrednim, choć jest ona nie do przyjęcia, bo nie ma żadnego bezpośredniego dowodu na zamiar. Śledczy nie przedstawili żadnego dowodu na zabójstwo” – przekonywała adwokatka. Prawniczka przypomniała, że 26-latka pozostała na miejscu tragedii, a jej nieracjonalne zachowanie wynikało z olbrzymiego szoku. Dowodem na chęć ratowania partnera miały być nagrania z monitoringu, na których widać, jak kobieta próbuje pojechać z nim do szpitala. Jedna z mecenasów zaznaczyła, że z jej klientki celowo zrobiono potwora poprzez stronnicze przesłuchiwanie świadków i liczne błędy proceduralne organów ścigania.
W trakcie procesu Karolina B. wygłosiła publiczne przeprosiny skierowane w stronę matki 21-latka. Oskarżona w ostrych słowach uderzyła również w media, oskarżając portale informacyjne o tworzenie z ogromnej tragedii taniej sensacji dla klików. „Igor stracił życie, a ja dobre imię i ukochaną osobę” – mówiła z płaczem na sali sądowej. 26-latka przyznała się do winy w kontekście ignorowania własnych problemów natury psychicznej i samodzielnego dawkowania leków na uspokojenie. Stanowiło to bezpośrednie odniesienie do zeznań świadków mówiących o jej trudnym charakterze i nagłych wybuchach złości.
Ostateczny wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie zapadł 22 listopada 2023 roku. Skład orzekający uzasadnił, że postawa 26-latki od samego początku była ukierunkowana wyłącznie na własną obronę. Kobieta wyciągnęła nóż z rany, ukryła go w szafce i kłamała sąsiadom, że jej chłopak nabił się na metalowy płot. Następnie przedstawiła zmyśloną wersję o tym, że sam nadział się na narzędzie zbrodni. Sędziowie podkreślili, że prawniczka nie zawiadomiła służb ratunkowych, a wręcz uniemożliwiła Igorowi rozmowę z dyspozytorem numeru 112, wyrywając mu aparat. Oskarżona zasłaniała się też zanikiem pamięci w kluczowych momentach zdarzenia, mimo że potrafiła perfekcyjnie odtworzyć najdrobniejsze detale ich relacji. W ocenie sądu dziewczyna skupiała się na własnym nieszczęściu zamiast na stracie życia 21-latka, zupełnie nie zdając sobie sprawy z gigantycznego ciężaru swoich działań.
Pomimo tak mocnych dowodów sąd zadecydował, że zbrodnia nie została zaplanowana i orzekł winę w zamiarze ewentualnym. Uznano, że Karolina B. nie chciała morderstwa, ale mogła przewidzieć tragiczne konsekwencje swojego zachowania. Potwierdzeniem tego miał być pojedynczy, zadany w brzuch cios oraz fakt, że zaatakowała w przypływie ogromnej wściekłości, gdy 21-latek stał już poza mieszkaniem. Profil psychologiczny oskarżonej idealnie wpisywał się w tę hipotezę, potwierdzając jej paraliżujący strach przed porzuceniem. Wymiar sprawiedliwości uznał, że żądane przez śledczych ćwierć wieku za kratami to kara niewspółmiernie wysoka, ponieważ kobieta potrzebuje w pierwszej kolejności profesjonalnego leczenia psychiatrycznego, a nie całkowitego wykluczenia ze społeczeństwa. Sąd Apelacyjny w Warszawie nieznacznie złagodził karę i prawomocnie skazał 26-latkę na czternaście lat pozbawienia wolności.