Przedsiębiorca miał posprzątać odpady pod Brwinowem. Wylano tysiące litrów chemii

Miało być profesjonalne sprzątanie, a skończyło się poważnym zagrożeniem ekologicznym. Ziemia w okolicach Brwinowa została zanieczyszczona przez potężne ilości niebezpiecznych substancji chemicznych. Wszystko wskazuje na to, że winę ponosi nierzetelny biznesmen, który wolał zutylizować chemikalia na skróty.

Groźne chemikalia trafiły do ziemi w Milęcinie

Skandal miał miejsce na początku sierpnia w miejscowości Milęcin w pobliżu Brwinowa. Dariusz P. zawarł porozumienie z właścicielką działki, zobowiązując się do usunięcia zbiorników z chemicznymi cieczami. Szybko okazało się, że nie zamierzał ich transportować w odpowiednie miejsce. Na terenie posiadłości pracowała koparka, tworząc wykop, do którego opróżniono dwa wielkie pojemniki typu mauzer, z których każdy mieścił aż tysiąc litrów substancji. Pozostałe zbiorniki transportowano przy pomocy wózka widłowego.

Lokalne służby natychmiast dowiedziały się o incydencie, dlatego na miejsce wysłano wyspecjalizowaną grupę ratowników chemicznych. Zespół strażaków musiał szybko zebrać rozlaną chemię i zabezpieczyć skażoną warstwę gleby. Stołeczna Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej poinformowała, że strażacy dokonali szczegółowego rozpoznania, by pobrać próbki i ocenić skalę zanieczyszczenia gleby. W operacji ratunkowej wzięło udział pięć zastępów i 17 doświadczonych funkcjonariuszy.

Początkowe analizy pobranego materiału potwierdziły, że do środowiska trafił m.in. olej silnikowy i inne substancje ropopochodne. Rozlane chemikalia stanowiły potencjalne niebezpieczeństwo dla okolicznych mieszkańców. Dodatkowo prokuratura zwraca uwagę na bardzo realne zagrożenie związane z pogorszeniem się jakości lokalnych wód gruntowych i samej ziemi.

Podejrzani w rękach policji. Surowe zarzuty za skażenie pod Warszawą

Na miejsce szybko wezwano organy ścigania. Zatrzymano czterech pracowników, którzy dopuścili się tego czynu. Rzecznik warszawskiej Prokuratury Okręgowej, prok. Piotr Antoni Skiba, poinformował, że już następnego dnia postawiono im oficjalne zarzuty karne dotyczące nielegalnego wylewania odpadów.

Grupa oskarżonych musi przygotować się na konsekwencje nieprzestrzegania przepisów o ochronie środowiska i nielegalnego porzucenia odpadów. Decyzją śledczych cała czwórka otrzymała policyjny dozór. W ramach nałożonych środków zapobiegawczych zakazano im kontaktu ze świadkami, wzajemnego komunikowania się oraz zbliżania się do skażonej działki w Milęcinie.

Prokurator domagał się tymczasowego aresztowania dla głównego podejrzanego, Dariusza P., oraz obywatela Ukrainy, który nie miał stałego adresu zamieszkania na terenie Polski. Decyzją sądu obaj oskarżeni nie trafili za kratki. Zamiast tego, Dariusz P. musiał zabezpieczyć sprawę kaucją w wysokości 80 tysięcy złotych, podczas gdy obcokrajowiec musiał oddać paszport i nie może wyjeżdżać z kraju. Mężczyznom grozi kara pozbawienia wolności do 10 lat, a dochodzenie nadal trwa, w oczekiwaniu na pełne wyniki analiz laboratoryjnych pobranej gleby.

Mężczyzna z laską wtargnął na drogę ekspresową