Spis treści
Do tej niezwykle niebezpiecznej sytuacji doszło w późnych godzinach wieczornych na warszawskiej Pradze-Południe, w rejonie przystanku Kanał Gocławski. Około godziny 22:05 do straży pożarnej wpłynęła informacja o pojeździe, który zniszczył wiatę dla pasażerów. Służby ratunkowe błyskawicznie udały się na miejsce zdarzenia.
Potężne zderzenie BMW z przystankiem na Gocławiu
Krajobraz po zderzeniu wyglądał wręcz przerażająco. Przednia część luksusowego BMW uległa niemal całkowitemu zniszczeniu, a elementy konstrukcyjne i szklane wiaty zostały roztrzaskane. Części karoserii oraz resztki zniszczonego przystanku walały się po chodniku i w okolicach ulicy.
W pojeździe znajdowały się dwie osoby. Zarówno kierowca, jak i osoba towarzysząca zdołali wydostać się z rozbitego wraku zanim na miejsce dotarły zastępy straży pożarnej. Ratownicy medyczni nie stwierdzili konieczności przewiezienia uczestników kolizji do szpitala.
Ogromnym ułatwieniem i szczęściem w tym nieszczęściu był fakt, że w chwili uderzenia w rejonie wiaty przystankowej nie przebywały żadne osoby. Gdyby ktoś oczekiwał na autobus, skutki tego zdarzenia mogłyby być tragiczne.
Rozpędzone auto nie zdołało zahamować tuż po opuszczeniu pasa ruchu. Oprócz zrównanej z ziemią wiaty, zniszczeniom uległ również miejski śmietnik oraz porzucona w pobliżu hulajnoga elektryczna.
Według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy policji, główną przyczyną tej groźnej kolizji była nadmierna prędkość, niedostosowana do warunków przez 26-letniego mężczyznę. To jednak zaledwie początek kłopotów młodego sprawcy zdarzenia.
Sprawca kolizji nie miał uprawnień. Zabrano mu prawo jazdy
Weryfikacja tożsamości i uprawnień sprawcy przez policjantów przyniosła zaskakujące rezultaty. Okazało się, że 26-latek w ogóle nie miał prawa wsiadać za kierownicę. Młody mężczyzna został pozbawiony uprawnień do kierowania pojazdami w lutym tego roku, co było konsekwencją przekroczenia maksymalnego limitu punktów karnych, co czyni z niego recydywistę drogowego.
Fakt utraty dokumentu w żaden sposób nie zniechęcił go do kolejnych ryzykownych zachowań na drodze. Tym razem brawura zakończyła się na szczęście wyłącznie stratami materialnymi w postaci zniszczonego samochodu i elementów infrastruktury miejskiej.
Funkcjonariusze przeprowadzili również badanie trzeźwości 26-latka. Wynik nie pozostawił wątpliwości – w organizmie kierowcy nie stwierdzono obecności alkoholu. Mimo to, sprawa nie zakończyła się na wystawieniu mandatu karnego. Policjanci zdecydowali się skierować sprawę do sądu, domagając się odpowiedniej kary dla pirata drogowego. Decyzja o jego przyszłości leży teraz w rękach wymiaru sprawiedliwości.