W czwartek (16 lipca) Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał Łukasza Żaka (sędzia zgodził się na publikację jego imienia i nazwiska) na 20 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. Sąd orzekł także dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Wyrok jest nieprawomocny.
Największe emocje wywołało jednak uzasadnienie wyroku. Sędzia Maciej Mitera nie krył, co myśli o zachowaniu oskarżonego.
− Nagrywanie tego wszystkiego, chciał komuś pan zaimponować? To przecież groziło katastrofą. Kara to jest wypadkowa pana zachowań. Wszystko pana interesowało, koszulki vitony, balenciagi, ale nie to. Zero refleksji. Przez proces testował pan moją cierpliwość wiele razy. Uważam, że to orzeczenie jest sprawiedliwe. Ta kara zabezpieczy drogi przed takimi ludźmi jak pan − mówił.
Sędzia podkreślił, że przy wydawaniu wyroku kierował się wyłącznie ustalonymi faktami.
− Oczywiście, co było w pana głowie, nikt do tego nie dojdzie. Nikt nie dojdzie do pana umysłu. Ja opierałem się wyłącznie na faktach. Kara uwzględniła motywację, pobudki i społeczną szkodliwość. To jest wypadkowa. Muszę chronić pojedyncze jednostki i tym wyrokiem chronię mieszkańców Warszawy przez takimi osobami jak pan − dodał sędzia Mitera.
Odniósł się także do argumentów obrony i zachowania osób, które były z Łukaszem Żakiem po wypadku.
− Nie zgodzę się również ze słowami obrońców, że: no przecież byli pod wpływem alkoholu. Nie, to jest antyteza pomocy ludzkiej. Te kary są surowe, ale może dzięki temu, ktoś dwa razy zastanowi się przed. Co do pomocy poszkodowanym, nikt nie wymagał przecież bohaterstwa, wymagano przyzwoitości, jednego telefonu. Nikt się jednak niczym nie zainteresował, a to jest już poniżej jakiejkolwiek krytyki − podsumował.
Na zakończenie sędzia przedłużył tymczasowy areszt dla Łukasza Żaka do 17 września.
Przypomnijmy, że Łukasz Żak został uznany za winnego spowodowania katastrofalnego w skutkach wypadku drogowego, do którego doszło we wrześniu 2024 roku na Trasie Łazienkowskiej. Według ustaleń sądu prowadził samochód pod wpływem alkoholu i jechał z prędkością przekraczającą 220 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 80 km/h. W zderzeniu z fordem focusem zginął 37-letni pasażer. Jego żona oraz dwoje małych dzieci zostali ranni.