Skandaliczne zachowanie w sądzie. Wdowa po ofierze z Trasy Łazienkowskiej nie wytrzymała

2026-07-14 9:57

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia dobiega końca proces w sprawie tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Strony wygłosiły mowy końcowe, a prokuratura zażądała dla Łukasza Żaka kary 20 lat pozbawienia wolności. Obrona apelowała o wyrok oparty na dowodach, a nie emocjach. Uwagę wszystkich przykuło jednak skandaliczne zachowanie oskarżonych podczas rozprawy.

Na sali rozpraw panowała cisza, którą przerywały jedynie kolejne wystąpienia stron. Uwagę zgromadzonych przykuwały jednak nie tylko argumenty wygłaszane z mównicy. Oskarżeni przez większość czasu siedzieli tuż obok siebie, zajmując dwie pierwsze ławki. Mężczyźni regularnie wymieniali spojrzenia, otwarcie się uśmiechali i żywo gestykulowali. Na bieżąco komentowali przebieg procesu, a niekiedy jeden po drugim opuszczali pomieszczenie. Z perspektywy zgromadzonej publiczności te powtarzające się incydenty były doskonale widoczne.

Wdowa Ewelina P. podsumowuje zachowanie sprawców

Te radosne reakcje brutalnie zderzały się z powagą sytuacji. Podczas posiedzenia wielokrotnie powracał temat tragicznej śmierci Rafała P. oraz losu dwójki osieroconych dzieci. Zgromadzeni na sali z uwagą wysłuchali przejmującego przemówienia Eweliny P. Żona ofiary zachowała pełen spokój podczas swojej wypowiedzi. „14 września, sobota. To był dzień świętowania naszej rodziny. Noc z 14 na 15 września była końcem tego świętowania i końcem naszego dotychczasowego życia. To był ostatni dzień, kiedy się uśmiechałam” – powiedziała.

Następnie poszkodowana bezpośrednio odniosła się do postawy mężczyzn zasiadających na ławie oskarżonych. „Patrząc na osoby siedzące naprzeciwko mnie, które na każdej rozprawie przychodziły tutaj jak na spotkanie towarzyskie − uśmiechy, przybijanie sobie piątek, żarty, strojenie min − mam poczucie, że dla nich ten proces cały czas jest zabawą” – kontynuowała.

Te słowa wywołały ogromne poruszenie wśród obecnych. Wypowiedź wdowy idealnie podsumowała wcześniejsze, lekceważące gesty oraz wesołe rozmowy oskarżonych.

Oskarżycielka publiczna stanowczo domagała się surowego wyroku. „Ta kara 20 lat pozbawienia wolności jawi się jako jedyna adekwatna w tej sprawie. Jedyna adekwatna wobec ogromnego stopnia społecznej szkodliwości tego przestępstwa oraz zachowania oskarżonego zarówno przed, jak i po jego popełnieniu” – argumentowała prokurator. Przedstawicielka prokuratury wnioskowała dodatkowo o dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów, zapłatę 300 tysięcy złotych zadośćuczynienia dla żony zmarłego i takiej samej kwoty dla jego syna, a także o wpłatę na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym.

Sonda
Czy miałeś kiedyś wypadek drogowy?

Łukasz Żak zabiera głos przed sądem

Przedstawiciele obrony zaznaczyli, że nikt nie kwestionuje dramatu rodziny zmarłego, jednak wymiar sprawiedliwości nie powinien ulegać naciskom ze strony opinii publicznej.

„Są sprawy, w których największą trudnością staje się konieczność oddzielenia prawa od emocji. Ta sprawa należy właśnie do takich. Sąd nie jest portalem internetowym, nie jest studiem telewizyjnym i nie jest miejscem realizacji społecznego gniewu. Sąd jest miejscem, w którym obowiązuje wyłącznie prawo” – przekonywała adwokat.

Na samym końcu procesu krótkie oświadczenie wygłosił Łukasz Żak. „Nigdy w życiu nie chciałem, żeby doszło do takiej tragedii. Jeszcze raz bardzo przepraszam za to, co się stało” – skwitował oskarżony.

Łukasz Ż. opuścił areszt w Warszawie. Nowe informacje ws. wypadku na Trasie Łazienkowskiej