- Biegli potwierdzili, że pożar został wzniecony przy użyciu zapalniczki.
- Straty po pożarze oszacowano na niemal 6,8 mln zł.
- Sklep jest odbudowywany od podstaw. Sprawa wkrótce ma trafić do sądu.
Sklep powstaje od nowa
Gigantyczny pożar, który jesienią ubiegłego roku strawił sklep Netto przy ul. Piaskowej w Grodzisku Mazowieckim, doszczętnie zniszczył budynek. Konstrukcja nie nadawała się do uratowania, dlatego została rozebrana. Dziś na miejscu pogorzeliska trwa już odbudowa. Prace ruszyły w czerwcu i mają zakończyć się we wrześniu, informuje se.pl.
Śledztwo na ostatniej prostej
Równolegle do odbudowy kończy się śledztwo prowadzone przez Prokuraturę Rejonową w Grodzisku Mazowieckim.
- Śledztwo znajduje się na etapie końcowym. Planowane jest jeszcze przesłuchanie podejrzanego oraz końcowe zapoznanie go z materiałem dowodowym - przekazała prokuratura. To oznacza, że wkrótce do sądu może trafić akt oskarżenia.
Biegli rozwiali wątpliwości. Wystarczyła zapalniczka
Kluczowa dla śledztwa okazała się opinia Akademii Pożarniczej w Warszawie. Eksperci potwierdzili wcześniejsze ustalenia śledczych. Pożar rozpoczął się przy rampie rozładunkowej, gdzie podpalono składowane materiały. Ogień błyskawicznie przeniósł się na dach, a następnie objął cały budynek. Biegli ustalili również, czym wzniecono ogień. - Proces spalania został zainicjowany przy użyciu płomieniowego inicjatora, czyli zapalniczki - wynika z opinii. Eksperci wskazali także, że w sklepie było tylko jedno ognisko pożaru. Jednocześnie wykluczyli możliwość rozprzestrzenienia się ognia na sąsiednie budynki.
Podejrzany był poczytalny
Zakończyły się także badania psychiatryczne 30-letniego Andrzeja K. Biegli nie mieli wątpliwości: w chwili popełnienia zarzucanego czynu był poczytalny i może brać udział w postępowaniu. Mężczyzna nadal przebywa w areszcie. Prokuratura wskazuje, że nadal istnieje ryzyko ucieczki oraz obawa popełnienia przez niego kolejnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub bezpieczeństwu publicznemu.
Straty większe, opis zarzutu zmieniony
Śledczy podali również dokładną wartość zniszczeń. Okazało się, że są jeszcze wyższe, niż szacowano tuż po pożarze. Łączne straty wyniosły 6 797 592,73 zł. W toku śledztwa zmodyfikowano także opis zarzutu. Prokuratura ustaliła, że pożar nie stwarzał zagrożenia dla życia lub zdrowia wielu osób, ponieważ w chwili wybuchu sklep był pusty, a ogień nie mógł przenieść się na sąsiednie budynki.
To jednak nie oznacza złagodzenia odpowiedzialności. Kwalifikacja prawna pozostała bez zmian, a Andrzejowi K. nadal grozi od 3 do 20 lat więzienia.
Działał sam
W śledztwie sprawdzano również, czy 30-latek mógł działać na czyjeś polecenie lub z pomocą innych osób. Prokuratura przekazała, że nie znaleziono żadnych wiarygodnych dowodów, które potwierdzałyby taki scenariusz.
Przypomnijmy, że według ustaleń śledczych Andrzej K. w nocy z 4 na 5 listopada 2025 roku podpalił palety stojące przy rampie rozładunkowej sklepu. Wszystko zarejestrowały kamery monitoringu. Mężczyzna przyznał się do zarzucanego czynu, jednak, jak wcześniej informowała prokuratura, jego wyjaśnienia w znacznej części uznano za niewiarygodne i zmierzające do umniejszenia własnej odpowiedzialności, w tym podkreślał, że był pod wpływem alkoholu.
Źródło: se.pl
Polecany artykuł: