- W niedzielę ulicami Warszawy przeszli manifestanci, domagając się prawnego zakazu uwiązywania psów.
- Zgromadzenie stało się okazją do oddania hołdu posłowi Łukaszowi Litewce.
- Anna Maria Żukowska z Lewicy ostro zareagowała na sposób upamiętnienia zmarłego.
Marsz „Zerwijmy łańcuchy” w Warszawie
Ulicami Warszawa przeszedł protest pod hasłem „Zerwijmy łańcuchy”. Jego uczestnicy zwracali uwagę na przedłużający się brak rozstrzygnięć w sprawie nowych przepisów chroniących zwierzęta. Podkreślali, że choć Sejm wcześniej przyjął ustawę zakazującą trzymania psów na łańcuchach, w praktyce nie przyniosło to jeszcze żadnych zmian:
„Ponad 200 dni temu Sejm przegłosował ustawę zakazującą trzymania psów na łańcuchach, kolejno było weto Prezydenta, a po nim cisza... Sejm nie pracuje nad poprawkami, a projekty znowu trafiły do sejmowej zamrażarki. W praktyce oznacza to jedno – sytuacja zwierząt się nie zmieniła. W tym czasie organizacje prozwierzęce odebrały setki psów żyjących w skrajnych warunkach. Część z nich nie przeżyła”.
Uczcili pamięć posła Łukasza Litewki
Marsz miał także symboliczne znaczenie. Połączono go z upamiętnieniem tragicznie zmarłego posła Łukasza Litewki, który angażował się w działania na rzecz zwierząt. Uczestnicy spotkali się najpierw przed siedzibą Sejmu, gdzie złożyli kwiaty i zapalili znicze, a potem przeszli w stronę Pałacu Prezydenckiego.
Taka forma uczczenia pamięci nie spotkała się jednak z powszechną aprobatą. Anna Maria Żukowska z Lewicy skrytykowała organizatorów, zarzucając im wykorzystywanie tragedii do nagłośnienia protestu.
„Traktujemy to jako wykorzystywanie tragicznej śmierci naszego kolegi do promowania siebie, a nie do upamiętnienia Łukasza. Nie ma zgody na Litewka Washing”
- oświadczyła przedstawicielka Lewicy.
Parlamentarzysta zginął w tragicznym wypadku drogowym na terenie Dąbrowy Górniczej. Siedzący za kółkiem samochodu osobowego mężczyzna zeznał później śledczym, że tuż przed czołowym uderzeniem w rowerzystę zasnął albo niespodziewanie stracił przytomność. Kierowca usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku i trafił do aresztu, choć sąd zostawił mu furtkę w postaci możliwości wpłacenia poręczenia majątkowego.