Ujawniono powody aresztowania Leszka K. Prokuratura wydała komunikat w sprawie znanego dziennikarza

2026-06-10 19:57

Zatrzymanie byłego dziennikarza śledczego Leszka K. wywołało w kraju ogromne poruszenie. Warszawska prokuratura okręgowa odpowiedziała na wezwania o podanie przyczyn zastosowania trzymiesięcznego aresztu. Według organów ścigania wypuszczenie mężczyzny na wolność groziło mataczeniem, wywieraniem nacisków na świadków oraz ucieczką przed wymiarem sprawiedliwości.

Leszek Kraskowski

i

Autor: Wojciech Olkuśnik/ East News

Prokuratura w Warszawie o aresztowaniu Leszka K.

Sprawa byłego reportera śledczego Leszka K., mającego w swoim dorobku współpracę z czołowymi krajowymi mediami, budzi kontrowersje. Do dyskusji włączyli się niedawno Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek oraz prezes Press Club Polska Marcin Lewicki, którzy domagali się transparentności w kwestii osadzenia mężczyzny na trzy miesiące za kratkami. Na ich apele zareagowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, publikując oficjalne stanowisko.

Według oceny śledczych, pozostawienie podejrzanego na wolności stwarzało realne niebezpieczeństwo dla prawidłowego toku postępowania. Rzecznik warszawskiej prokuratury, prok. Piotr Antoni Skiba, zaznaczył, że zachodziło uzasadnione ryzyko matactwa i celowego unikania organów ścigania.

Warto przypomnieć, że organy ścigania zarzucają Leszkowi K. nielegalne posiadanie broni palnej oraz amunicji bez stosownych pozwoleń. Dodatkowo ciąży na nim zarzut kierowania gróźb pozbawienia życia pod adresem komendanta powiatowego policji w Piasecznie, co miało na celu wymuszenie na funkcjonariuszu konkretnych decyzji służbowych.

Zatrzymany dziennikarz śledczy kategorycznie zaprzecza wszelkim oskarżeniom. W trakcie policyjnego przesłuchania odmówił on przyznania się do winy.

Zarzuty dla Leszka K. Śledczy mówią o obawach matactwa

Przedstawiciele prokuratury przekonują, że zebrane dowody z dużą dozą pewności potwierdzają popełnienie przez mężczyznę zarzucanych mu przestępstw. Śledczy uznali, że tymczasowe aresztowanie było absolutnie niezbędne, by zagwarantować bezproblemowe prowadzenie dalszych czynności.

Największe obawy śledczych budziło prawdopodobieństwo celowego wpływania na zeznania świadków oraz paraliżowania pracy organów ścigania. Sama treść wiadomości wysłanej do szefa piaseczyńskiej policji ma rzekomo dowodzić, że podejrzany był skłonny do wywierania nacisków na uczestników postępowania.

Prowadzący śledztwo zwracają też uwagę na fakt odkrycia broni i amunicji w pojeździe należącym do zatrzymanego. To znalezisko miało w ich ocenie bezpośrednio uprawdopodobnić ryzyko spełnienia gróźb, które Leszek K. rzekomo kierował wcześniej wobec policjanta.

Kłopoty z prawem znanego dziennikarza mają jednak szerszy wymiar. Warszawska prokuratura przekazała, że do akt obecnego śledztwa dołączono materiały z innej sprawy, w której mężczyzna otrzymał zarzuty znęcania się nad członkami najbliższej rodziny.

Wspomniane dochodzenie przez długi czas figurowało jako zawieszone. Śledczy tłumaczą ten stan rzeczy uporczywym unikaniem przez Leszka K. badań sądowo-psychiatrycznych oraz trudnościami w realizacji podstawowych procedur. Według prokuratorów takie zachowanie dobitnie świadczy o tendencji podejrzanego do ignorowania wymiaru sprawiedliwości.

Nadajesz się na policjanta? Pytania z testu psychologicznego do policji Multiselect 2023 - cz. II
Pytanie 1 z 21
Czy zdarzyło Ci się obwiniać kogoś o coś, o czym wiedziałeś że naprawdę sam popełniłeś?

Leszek K. ucieknie za granicę? Prokuratura o obawach

Kolejnym powodem przemawiającym za izolacją zatrzymanego miał być jego codzienny tryb życia. Komunikat prokuratury głosi, że Leszek K. regularnie podróżuje poza granice Polski, co w opinii organów ścigania drastycznie podnosi niebezpieczeństwo jego ucieczki lub ignorowania wezwań na przesłuchania.

Według prokuratury dotychczasowe problemy z wyegzekwowaniem współpracy w ramach innych postępowań jasno pokazały, że ryzyko ukrywania się mężczyzny jest w pełni realne.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie zaznaczyła przy tym, że jej stanowisko spotkało się z pełną aprobatą wymiaru sprawiedliwości. Ostatecznie to właśnie sąd przychylił się do wniosku śledczych i zamknął mężczyznę na trzy miesiące w areszcie.

W ocenie sędziego rozpatrującego wniosek, ryzyko popełnienia przestępstw było wysoce uprawdopodobnione, a tok śledztwa realnie zagrożony. Uznano jednocześnie, że w tej konkretnej sytuacji brak było jakichkolwiek przesłanek do zastosowania łagodniejszych form zapobiegawczych.

Tajemnica dziennikarska a zatrzymanie Leszka K.

W oficjalnym oświadczeniu poruszono również wątek profesji wykonywanej przez osadzonego. Zaznaczono wyraźnie, że w trakcie policyjnych interwencji Leszek K. nie zasłaniał się tajemnicą dziennikarską. Co więcej, mężczyzna dobrowolnie wydał swój telefon komórkowy zabezpieczony hasłem, ułatwiając tym samym dostęp do zgromadzonych tam danych.

Zatrzymanie byłego reportera wciąż elektryzuje opinię publiczną. Z jednej strony mnożą się wątpliwości co do słuszności tak radykalnego kroku wobec dziennikarza, z drugiej śledczy twardo bronią swojej decyzji, wskazując na konieczność ochrony świadków oraz zabezpieczenia dowodów. Ostateczny werdykt i odpowiedź na pytanie, czy Leszek K. jest winny, poznamy dopiero po zakończeniu procesu przed sądem.