Wzruszające obchody rocznicy Rzezi Woli. "Mamusiu, żyjesz?"

2026-08-05 21:16

Mieszkańcy Warszawy spotkali się 5 sierpnia, by oddać hołd ofiarom dramatycznych wydarzeń z czasów Rzezi Woli. Mimo że oficjalny marsz został odwołany, na Cmentarzu Powstańców Warszawy nie zabrakło tłumów.

Choć planowany pochód się nie odbył, przed pomnikiem Polegli Niepokonani zgromadziło się wiele osób. Jak zawsze w tym miejscu, głos zabrała Wanda Traczyk-Stawska ps. Pączek. Tym razem jej poruszające słowa popłynęły z głośników jako nagranie.

Najważniejsza jest wolność. I to jest to, co jest podstawą do organizacji, do samoorganizacji społeczeństwa, żeby to nie był przymus, tylko potrzeba serc, żebyśmy razem coś zrobili dobrego. To jest tak ważne, jak potem człowiek już dorosły patrzy i myśli: "Zrobiliśmy to razem" – mówiła - Jest ta więź, która jest potrzebna, żeby był naród. Więź, że robimy coś razem, że tworzymy, że wychowujemy dzieci. To jest najważniejsze, co mamy za zadanie wychować tak, żeby kochały ten kraj i żeby się nawzajem szanowały.

Kombatantka podkreśliła, jak ogromne znaczenie ma dbanie o pamięć o ofiarach tamtych dni.

Bardzo ważne jest, żebyśmy pamiętali o tych, co walczyli o to, żebyśmy byli w wojnie, bo oni nie dostają nic, tylko naszą pamięć. Ta nasza wdzięczność jest dla nich jedyną zapłatą, bo żołnierzowi nic nie zostaje poza tym, żeby o nim pamiętać.

Na zakończenie swojego wystąpienia zaznaczyła, że powstańcy poświęcili absolutnie wszystko, oddając własne życie.

Oni oddali wszystko, co najcenniejsze ma człowiek. Ma życie jedno, jedyne – można było usłyszeć.

Dramatyczne wspomnienia ocalałej. "Mamusiu, żyjesz?"

Podczas spotkania z głośników popłynęły też wspomnienia Danieli Stefańskiej, której udało się przeżyć koszmar rzezi. Kobieta przywołała tragiczny dzień 5 sierpnia, gdy na jej podwórko wdarli się Niemcy i wygonili lokatorów. Wtedy to mężczyźni zostali oddzieleni od kobiet i dzieci poniżej 14. roku życia.

Zanim żeśmy się zorientowali, to poszła salwa strzałów z tych karabinów maszynowych. Poszła jedna salwa, poszła druga salwa i cisza. Wszyscy padli i trupy tych zabitych. Ja ukucnęłam (...). Za mną była moja mamusia. I po pierwszej salwie słyszałam, jak mówiła, bo już się zaczęły jęki, już ludzie zabici byli. A podobno karabin maszynowy ma to do siebie, że jeden dostanie trzy kule, a drugi obok nic, więc tam było różnie wtedy. Mamusia: „Żyjesz? Żyjesz?” Ja mówię: „Żyję, mamuś”. I byłyśmy w takim kontakcie, żeśmy się nie widziały, bo też ludzie upadli, jak oni zaczęli strzelać, no i te trupy też. Ja mówię, żyję, żyję. Jak przyszła druga ta salwa, to już po drugiej salwie mamusia mnie nie pyta, jest cisza i ja pytam: "Mamusiu, żyjesz?". Nic, cisza, cisza, już wiedziałam, że nie żyje.

Obchody zakończyły się symbolicznym zapaleniem zniczy w alei poświęconej pamięci 47 tysięcy ofiar – warszawiaków zamordowanych na początku zrywu. Muzeum Powstania Warszawskiego stale weryfikuje tę listę, dołączając nowe nazwiska na podstawie zgłoszeń i dowodów przekazywanych przez krewnych zaginionych.

MIZIOŁEK: ALERT RCB NIE DZIAŁA, SCHRONÓW NIE MA! LUDZIE SIĘ BOJĄ